MIERZYŃSKA: Jak działa wyborcze promo w sieci?

Kampania wyborcza w sieci to w Polsce strefa niczyja. Nikt jej nie kontroluje, choć zagrożenie jest poważne


Internetowe reklamy, które odgrywają coraz istotniejszą rolę w kampaniach wyborczych, są nie tylko znaczącymi narzędziami politycznego wpływu. W Polsce są także swoistą strefą niczyją, jeśli chodzi o nadzór i finansowanie. To dobitnie pokazuje, że w naszych przepisach wyborczych zieje wielka dziura. Niestety, choć wiemy o niej przynajmniej od dwóch lat, nikt nie spieszy się z jej załataniem.

W efekcie na platformach społecznościowych kandydaci i kandydatki są promowani (albo oczerniani) przez podmioty, które nie są komitetami wyborczymi – choć to niezgodne z prawem. Wydawanych w ten sposób pieniędzy nikt nie monitoruje, bo Państwowa Komisja Wyborcza sprawdza jedynie oficjalne sprawozdania finansowe komitetów wyborczych. To realny problem – taka sytuacja umożliwia wpływanie zewnętrznych (wobec komitetów) podmiotów na decyzje wyborcze Polaków. I choć Facebook i Google w 2019 r. wprowadziły obowiązek rejestracji podmiotu zlecającego promocję polityczną, co znacznie zwiększyło przejrzystość finansową, problem sam niestety nie zniknie.

Nowy numer: Pęknięta Polska

Polski kodeks wyborczy mówi jasno: płatną agitację wyborczą na rzecz kandydata może prowadzić na zasadzie wyłączności jedynie komitet wyborczy. Finansowanie kampanii jest jawne. Na agitację nie można wydać więcej niż stanowi przysługujący limit, a każdy wydatek trzeba udokumentować. Tyle teorii. Jak to wygląda w praktyce?

Jak premier reklamował prezydenta

Czerwiec 2020. Trwa kampania przed pierwszą turą wyborów prezydenckich w Polsce. Na Facebooku mamy wysyp reklam wyborczych. Jak się okazuje – nie tylko tych, które są finansowane przez komitety wyborcze.Urzędującego prezydenta Andrzeja Dudę płatnie reklamuje na swoim facebookowym koncie premier Mateusz Morawiecki. Jak wynika z dostępnych informacji, promocja postów nie została opłacona przez komitet, lecz przez samego Mateusza Morawieckiego, a jako mailowy adres kontaktowy do reklamodawcy wskazano… służbowy mail w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów: internet@kprm.gov.pl. Wśród promowanych postów mamy grafikę ze zdjęciem premiera i cytatem: „Polska będzie lepsza, jak wygra Andrzej Duda, to wiem na pewno” albo po prostu baner wyborczy Dudy, ze słownym wsparciem od premiera: „28 czerwca wybierzmy mądrze i odpowiedzialnie. Wybierzmy prezydenta Andrzeja Dudę!”. morawiecki_reklamy1.png

Premier nie był jedyny. Prezydenta Dudę reklamowali również dwaj posłowie PiS, Grzegorz Matusiak i Michał Cieślak, oraz lokalni samorządowcy. Innego kandydata na prezydenta, Szymona Hołownię, w płatnym poście na FB poparł Cezary Przybylski, marszałek województwa dolnośląskiego. Rafała Trzaskowskiego promowali w płatnych reklamach m.in. poseł Sławomir Nitras (PO), radna Patrycja Przybylska z sejmiku województwa wielkopolskiego czy Daniel Dragan, wiceprzewodniczący rady powiatu bielskiego. Najczęściej były to akcje promocyjne za niewielkie pieniądze, poza reklamami premiera Morawieckiego, które kosztowały ok. 2 tys. złotych.

Samo popieranie kandydata nie dziwi, agitować może każdy wyborca, jednak jak takie wykupowanie reklam ma się do obowiązujących przepisów?