Przewodnik po stereotypach

Czasem jestem przekonana, że nie można nie pisać. Są jednak chwile, kiedy to przekonanie zamienia się w przeciwne: pisać nie należy. Przynajmniej: nie tak, nie o tym, nie w taki sposób. Kiedy czytałam Instrukcję obsługi […]


Czasem jestem przekonana, że nie można nie pisać. Są jednak chwile, kiedy to przekonanie zamienia się w przeciwne: pisać nie należy. Przynajmniej: nie tak, nie o tym, nie w taki sposób.

Kiedy czytałam Instrukcję obsługi Polski Radka Knappa, nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie, po co pisać o Polsce, a szczególnie w taki sposób: łatwy, prosty i „przyjemny”. Powierzchowny. Po co Polakom książka z kliszami, znanymi na pamięć opowieściami o ilości pitej w Polsce wódki i pięknych kobietach, wycinkami z historii powtarzanymi jak mantra? Po co komu mówić, że była „Solidarność” i że był Lech Wałęsa? I że był też Sobieski, odsiecz wiedeńska i Chopin (to ostatnie w roku Chopina zakrawa naprawdę na absurd i skrajną ironię). I że język polski jest jednym z najtrudniejszych języków świata, a obcokrajowcy, szczególnie ci z zachodu, mają u nas jak w raju. Wszystko to wiemy aż za dobrze, znamy te stereotypy od dziecka, wyssaliśmy je z mlekiem matki, a nawet jeśli nie wdychamy ich razem z powietrzem, powtarzane są na rodzinnych imprezach, w mediach, w opowieściach znajomych, którzy przyjechali z zagranicy, w rozmowach z obcokrajowcami, którzy rzeczywiście poza wódką, Chopinem i kobietami wiele o Polsce nie wiedzą. Może tyle więcej, że w samym środku kraju stoi Pałac Kultury i Nauki, a bigos to taka tłusta kapusta z mięsem (którą zresztą coraz trudniej zjeść „na mieście”, bo prościej kupić kebaba czy pizzę).

Wydawcy tłumaczą to tak: „Te bardzo ciekawe, czasami zaskakujące spostrzeżenia dotyczące polskiej kultury i rodzimych zwyczajów (…) pozwalają choć na moment wejść w skórę obcokrajowca i poczuć, co zagranicznych turystów w Polsce dziwi, boli, irytuje i śmieszy.” Czyli że miało być antropologicznie – swój jako obcy, ja jako inny…? Zobaczyć siebie cudzymi oczami. Szkoda tylko, że w oczach tych odbija się złodziej samochodów, alkoholik i nadgorliwa gospodyni, która jest bardziej zaradna od swojego męża. Oczywiście wszyscy wierzący. Nie odrzucam tego obrazu dlatego, że jest całkowicie nieprawdziwy – jak w każdym stereotypie, znaleźć w nim można ziarno rzeczywistości, a w czterdziestomilionowym państwie znajdzie się przecież i pijak, i złoczyńca, i gościnna pani domu. Nie rozumiem tylko, dlaczego pisze się to w tonie „wszyscy Polacy”, jakby coraz wyraźniejsze rozwarstwienie społeczeństwa w ogóle nie istniało. Jakby można było włożyć wszystkich do jednej paczki, przystawić pieczątkę „eksport” i nadać na zachód z tekstem „zobaczcie, wcale nie jesteśmy tacy groźni, dziwni, egzotyczni”… Nie bardzo rozumiem też, dlaczego z dwudziestowiecznej literatury polskiej pojawia się tylko Tyrmand i Hłasko – ale kwestie gustów literackich lepiej chyba zostawić na boku.

Może wszystko to nie irytowałoby mnie tak bardzo, gdyby nie świadomość, że Instrukcja obsługi Polski jest tłumaczeniem książki, która ukazała się w 2005 roku jako Gebrauchsanweisung für Polen. Sprawa poszła więc w świat i nie da się tego zatrzymać. A szkoda. Bo to znaczy, że znowu będzie trzeba przekonywać zagranicznych znajomych, że mogą zostawić samochód na parkingu bez obawy, że stanie mu się coś złego. I że nie ma się w piwnicy tajnej bimbrowni, a na ścianach obrazków z Matką Boską i papieżem (oczywiście Janem Pawłem II, bo papież dla Polaków też jest tylko jeden). Cóż, zapewne wymagam zbyt wiele, bo na 150 stronach nie można narysować pogłębionego, wielowątkowego portretu Polaków. Tylko w takim razie – po co w ogóle pisać?

Radek Knapp, Instrukcja obsługi Polski, Warszawa: Carta Blanca, 2009.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa