Filozofia a demokracja

Polacy nie będą studiować filozofii, szczególnie, jeśli drugi kierunek studiów będzie odpłatny. Ostatni list otwarty w tej sprawie otworzył szeroką debatę na temat humanistyki. Sprawa z pozoru wydaje się apolityczna, ale w roku wyborczym może […]


Polacy nie będą studiować filozofii, szczególnie, jeśli drugi kierunek studiów będzie odpłatny. Ostatni list otwarty w tej sprawie otworzył szeroką debatę na temat humanistyki. Sprawa z pozoru wydaje się apolityczna, ale w roku wyborczym może stać się wręcz przeciwnie. Warto więc powrócić do dawnego pytania o relację filozofii i demokracji. W ramach komentarza przypominamy tekst Marcina Króla O pierwszeństwie filozofii w stosunku do demokracji.

Jacques-Louis David,  La Mort de Socrate (źródło: wikipedia)
Jacques-Louis David, Śmierć Sokratesa, 1787 (źródło: Wikipedia)

O pierwszeństwie filozofii w stosunku do demokracji

Tytuł tego tekstu jest odwróceniem tytułu sławnej rozprawy Richarda Rorty’ego O pierwszeństwie demokracji w stosunku do filozofii opublikowanej w 1987 roku. Rorty twierdzi w niej, że przedmiotem publicznej debaty w demokracji nie mogą być sprawy niepodlegające kompromisowi. A filozofia, która zajmuje się sensem, prawdą czy też Bogiem lub historią, podejmuje ze swojej natury tematy, które kompromisowi nie podlegają. O sens, prawdę i Boga można tylko toczyć zażarte spory, można prowadzić wojny.

Nie zgadzam się z poglądem Rorty’ego, a to dlatego, że sens i znaczenie oraz przejrzystość i bezstronność, bez których demokracja traci swe podstawy, są także tematami filozofii. Przyznajmy również, że sama demokracja nie jest pomysłem oczywistym, a staje się uzasadniona tylko wtedy, jeżeli nadamy jej filozoficzny sens. Przecież idea woli ludu i idea wolności to tezy z gruntu filozoficzne. Wreszcie filozofia jest potrzebna demokracji także z innych, pozornie błahych powodów, które w rzeczywistości mają fundamentalne znaczenie.

Wybitni teoretycy demokracji, że wspomnę o Johnie Locke’u, Janie Jakubie Rousseau, Johnie Stuarcie Millu czy o wielkich współczesnych tak zwanych politologach jak Giovanni Sartori lub Robert A. Dahl, wszyscy, jak jeden mąż, uważali, że dla istnienia demokracji niezbędne jest istnienie obywateli, których Dahl nazwał „obywatelami oświeconymi”. Proces powszechnego głosowania, na przykład głosowania w wyborach parlamentarnych, zakłada, że obywatele podejmują świadomą decyzję opartą na solidnych podstawach, czyli decyzję przemyślaną. Myślenie zaś to właśnie domena filozofii. Obywatele muszą być dobrze poinformowani, powinni mieć z czego wybierać, znać programy partii i rozumieć ewentualne konsekwencje tych programów oraz dobrze oceniać prawdopodobieństwo ich realizacji. Ponadto obywatele mają (lub mieć powinni) własne systemy wartości i powinni konfrontować programy partii politycznych, które przecież nie mogą (nie powinny) unikać jasnego określenia hierarchii wartości – z własnymi wartościami. Nie chodzi tu o ideologię, lecz o moralne aspekty polityki, które przecież zawsze jej towarzyszą, nawet wtedy, gdy uważamy aktualną politykę za niemoralną.

Do wszystkich tych czynności i procesów rozumowych niezbędna jest filozofia. Niezbędna również jako pomoc w rozjaśnianiu spraw, które politycy chętnie zaciemniają za pomocą demagogii oraz populistycznego języka, ale także do podejmowania decyzji, które wcale nie wynikają – tak jak w matematyce – ze zgromadzonych danych. Wyborca podejmuje decyzje tylko na dwu zasadach – estetycznej lub filozoficznej. Pierwsza, chociaż ładnie się nazywa, jest bardzo prymitywna, opiera się bowiem na przekonaniu, że ten polityk lub ta partia podobają mi się i już. Druga jest nieporównanie bardziej dojrzała i korzystna dla demokracji, dzięki niej bowiem możemy mieć parlament i rząd, który uważamy za rzeczywiście spełniający nasze oczekiwania. A zatem bez filozofii obyć w polityce, a zwłaszcza w polityce demokratycznej się nie da […].

Oczywiście, tak krawiec kraje, jak materii staje. I można uważać, że mieszanie filozofii do naszej głęboko przygnębiającej sytuacji, do faktu, że doprawdy nie wiadomo, z kogo i z czego wybierać, jest zajęciem przypominającym perfumowanie zdechłego psa. Jednak zdając sobie z tego wszystkiego sprawę, powinniśmy i tak przyznawać pierwszeństwo filozofii, ponieważ tylko ona daje nadzieję na to, że obecna sytuacja ulegnie stopniowej zmianie. Tylko połączone filozoficzne siły społeczeństwa mogą zmusić polityków do poważnego traktowania ich zdania. Czy i kiedy to się uda – trudno powiedzieć. Starać się trzeba, a na razie poczytajmy o Platonie.

Artykuł pierwotnie ukazał się w numerze 9 (156) Res Publiki Nowej w 2001 roku.

Przeczytaj również list w obronie filozofii.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa