Głębokie gardło Ziemkiewicza

Dwa ćwierknięcia Ziemkiewicza jak w soczewce skupiają prawicowe przekłamania, które stoją za sprzeciwem wobec ratyfikacji Konwencji. Prawica nie chce Konwencji, bo odbierze im prawo do ciskania kamieni – o podwójnej kompromitacji prawicowego publicysty pisze Stanisław […]


Dwa ćwierknięcia Ziemkiewicza jak w soczewce skupiają prawicowe przekłamania, które stoją za sprzeciwem wobec ratyfikacji Konwencji. Prawica nie chce Konwencji, bo odbierze im prawo do ciskania kamieni – o podwójnej kompromitacji prawicowego publicysty pisze Stanisław Skarżyński. 

Wyobraźmy to sobie. W pewien chłodny, jesienny wieczór Rafał Ziemkiewicz siedział przed komputerem. Czytał „Potop” i zagryzał kiszonymi ogórkami, a kiedy przeczytał trochę za dużo, wszedł na stronę „Gazety Wyborczej”. Chciał tylko przez chwilę popatrzeć, jak lewactwo afirmuje zboczenia, a potem pójść spokojnie spać na prawym boku.

Marsz Niepodległości w Warszawie  / Wikimedia Commons
Marsz Niepodległości w Warszawie / Wikimedia Commons

Znalazł jednak informację, która zjeżyła mu rzadki włos na głowie: zakonnika wyrzucono z zakonu za to, że upił się z dziewiętnastolatką. Dziewczyna, która najpierw z zakonnikiem podróżowała, potem z nim piła, a na koniec została z nim na noc, obudziwszy się w czasie stosunku uznała, że została zgwałcona. Sąd i zakon podzieliły jej zdanie.

Ta niesprawiedliwość Ziemkiewiczowi nie mieści się w głowie. Tak bardzo, że pisze na Twitterze: „kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej niech rzuci pierwszy kamień…”. Chwilę później dodaje: „jak facet trzeźwieje rano koło kaszalota to ma prawo skarżyć ją o gwałt?”.

Nie należy się dziwić Ziemkiewiczowi, ani banalnie spłycać jego ćwierknięć, mówiąc, że Ziemkiewicz uważa, że gwałt nie jest przestępstwem. Ziemkiewicz podkreśla tylko szereg istotnych wątpliwości: po pierwsze, nie zawsze to mężczyzna wykorzystuje kobietę. Po drugie, nie każdy seks po pijanemu jest gwałtem. Po trzecie, da się spać w czasie stosunku. Po czwarte, zdarzają się fałszywe oskarżenia o gwałt.

fot. Szymon Sokół / CC 2.0
fot. Szymon Sokół / CC 2.0

Adam Ziemkiewicz

Piszę to bez drwiny, bo wszystkie te zdania są prawdziwe. Interesuje mnie, dlaczego Ziemkiewicz nabrał takich wątpliwości akurat w tym przypadku. I dlaczego ta potrzeba była tak głęboka, że własną piersią zasłonił zakonnika przed nadlatującymi kamieniami.

Korzenie tej prawej logiki odnajduję w Księdze Rodzaju, gdzie opisane jest znana historia, jak Ewa ulegała namowom węża i zerwała owoc z drzewa poznania dobra i zła. Owocem poczęstowała Adama. Potem przychodzi Bóg, który raz-dwa domyśla się przebiegu wydarzeń.

– Zjadłeś? – pyta Bóg.

Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem – opowiada Pismo Święte (Rdz 3,1).

Warto zwrócić uwagę na to zdanie. Adam nie mówi wprost: „tak, zjadłem”. Zanim przyzna się do winy, zdąży oskarżyć dwie osoby – Boga, że postawił obok niego Ewę, i Ewę, że dała mu owoc. Rafał Ziemkiewicz ćwierknął właśnie to, co kiedyś jęczał Adam: tak, grzeszę, ale przecież Bóg, kobieta, cały świat jest przeciw mnie. Bóg wygnał Adama z Raju, co prawica powinna wreszcie przyjąć do wiadomości jako prostą informację: tak jak częstowanie przez Ewę nie rozgrzesza Adama, tak fakt, że dziewczyna się upiła, zasnęła, przytuliła, i do tego nosi minispódniczkę, nie oznacza, że o gwałcie nie może być mowy.

Przypowieść o złym Prawie

Tymczasem Ziemkiewicz w obronie domniemanego gwałciciela sięgnął po jeden z najbardziej rewolucyjnych fragmentów Biblii. Broniąc zakonnika, któremu zarzucono wykorzystanie seksualne pijanej nastolatki, nie tylko zrównał się z nim i wraz z nim usprawiedliwił, ale jeszcze chciał zasłonić się nauką Jezusa. Ziemkiewicz zrobił to tak głupio, że głupiej się nie da. Udowodnił, że Biblii nie czytał, a jeśli czytał, to nic kompletnie nie zrozumiał.

Ziemkiewicz odwołał się do fragmentu Ewangelii wg. Św. Jana. – Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamień – miał powiedzieć Jezus mężczyznom, którzy chcieli ukamienować cudzołożnicę. Ziemkiewiczowi wydaje się, że ta przypowieść jest o tym, że wszyscy grzeszymy, więc nie mamy prawa wydawać wyroków. Tyle, że tak nie jest.

Chrystus i jawnogrzesznica / Nicolas Poussin / 1649
Chrystus i jawnogrzesznica / Nicolas Poussin / 1649

Pół biedy, że Ziemkiewiczowi wyszło, że każdy mężczyzna to dziwka. Prawdziwy problem w tym, że przywołana przez niego przypowieść jest o tym, jak Chrystus zwalczał ślepe stosowanie tradycyjnego prawa. W ewangelii „uczeni w Piśmie” mówią o cudzołożnicy, że „w Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować”. Akcja Jezusa jest wymierzona właśnie w owo prawo, pozwalające zabijać i przemocą utwierdzać władzę Prawa (J, 1-11).

Podwójna kompromitacja

Wypowiedź Ziemkiewicza dla konserwatysty jest podwójnie kompromitująca. Po pierwsze, fragment, który przywołał, jest biblijnym korzeniem sposobu myślenia, który stoi za Konwencją Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. Po drugie, bezdennie głupio parafrazując Jezusa, dał najlepszy dowód na to, że Polska powinna w te pędy ratyfikować i implementować Konwencję.

Dlaczego? Bo ćwierknięcia z głębokiego gardła Ziemkiewicza pokazują, że prawicowym mężczyznom ciągle się wydaje, że są nieszczęsną, obrzucaną kamieniami cudzołożnicą, która nie zrobiła nic wyjątkowo złego, podczas gdy tak naprawdę, jak Adam, próbują na kogo popadnie – Boga, Ewę, alkohol, naiwne nastolatki – zwalić odpowiedzialność za swoje podłe występki. I, w tym cały błysk, tą hipokryzją prawica chroni Prawo, które pozwala im ciskać kamienie – w cudzołożnice, gejów, pijane nastolatki i Europę.

Dwa ćwierknięcia Ziemkiewicza jak w soczewce skupiają prawicowe przekłamania, które stoją za sprzeciwem wobec ratyfikacji Konwencji. Prawica nie chce Konwencji, bo odbierze jej prawo ciskania kamieni. Dzięki Ziemkiewiczowi można postawić sprawę prosto: kto przeciw Konwencji, ten za Ziemkiewiczem (to też parafraza Jezusa, Łk 11,23).

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Jeden komentarz “Głębokie gardło Ziemkiewicza”

Skomentuj

Res Publica Nowa