Znikający pawilon

Czasami budynki niepostrzeżenie znikają, zanim zostaną zburzone. Patrząc na nie, nie zauważamy braku właściwej architektonicznej substancji. Nasz wzrok jest zajęty ślizganiem się po reklamowym chaosie. Przykładem znikającej w ten sposób architektury był pawilon handlowy przy […]


Czasami budynki niepostrzeżenie znikają, zanim zostaną zburzone. Patrząc na nie, nie zauważamy braku właściwej architektonicznej substancji. Nasz wzrok jest zajęty ślizganiem się po reklamowym chaosie. Przykładem znikającej w ten sposób architektury był pawilon handlowy przy warszawskiej ulicy Przeskok.

Pochwała przezroczystości

W 1962 roku w Warszawie wybudowano pawilon meblowy przy ulicy Przeskok 2. Projekt Henryka Borowego i Andrzeja Kocięckiego wyłoniono w konkursie zorganizowanym przez Stowarzyszenie Architektów Polskich. Oprócz tych architektów brały w nim udział zespoły Ihnatowicz-Sołtan oraz Furman-Robaczyński-Stępiński. Zwycięski projekt cechował się wyjątkową lekkością i finezją bryły, osiągniętą między innymi dzięki przeszklonym gablotom czy wywiniętym do góry daszkom. Jednoprzestrzenne wnętrze parteru dzielone było parawanami, zapewniając dowolną ekspozycję bryły. Pawilon miał przede wszystkim pokazać znajdujące się w nim meble, przekonać klienta, nienawykłego dotąd do nowoczesnego wzornictwa, że „współczesny, prosty mebel będzie mu odpowiadał” (tygodnik „Stolica” 1959, nr 8).

W tym celu potrzebne było architektoniczne opakowanie, które swoją nowoczesną formą naprowadzałoby na znajdujący się w środku asortyment. Przeszklone witryny miały umożliwić uzyskanie „przezroczystości”, całkowitej dostępności dla wzroku. Była to architektura transparentna, wdzięcząca się swoją zawartością w stronę przechodniów, kusząca. Tych, którzy stali dalej, zachęcał prosty napis „meble” – minimalistyczna informacja.

 

Widok zewnętrzny pawilonu od strony ulicy Szpitalnej. W tle widoczny Pałac Kultury / fot. Zbyszek Siemaszko. Dzięki uprzejmości Narodowego Archiwum Cyfrowego (sygnatura 51-299-2)
Widok zewnętrzny pawilonu od strony ulicy Szpitalnej. W tle widoczny Pałac Kultury (lata 60. XX wieku) / fot. Zbyszek Siemaszko. Dzięki uprzejmości Narodowego Archiwum Cyfrowego

 

Forma ukryta

Ile treści może przekazać abstrakcyjna forma architektoniczna? W konfrontacji z billboardem reklamowym jest bez szans. Z czasem pawilon przestał informować o wnętrzach, a zaczął o: tanich wakacjach w tropikach, atrakcyjnych taryfach komórkowych czy nowych gwiazdach telewizji. Podzielony na mniejsze lokale, oferował kebaby, frytki, alkohol, bubble-tea, automaty do gier hazardowych. Reklamy pochłonęły go do tego stopnia, że mało kto pamiętał jego pierwotny wizerunek. Trudno uwierzyć w autentyczność wykonanych na początku lat 60. zdjęć Zbyszka Siemaszki.

Złośliwie można powiedzieć, że dopiero kapitalizm zmienił architekturę pawilonu na prawdziwie transparentną: ciężko było bowiem znaleźć jej formę. A jednak widok stał się na tyle bolesny, że decyzję o wyburzeniu budynku przy Przeskok 2 wielu warszawiaków przyjęła z ulgą. Od lata 2013 roku pawilonu nie ma. Na jego miejscu powstanie wieżowiec z parterem przeznaczonym na usługi.

 

Pawilon handlowy przy ulicy Przeskok 2 w Warszawie (2013)
Pawilon handlowy przy ulicy Przeskok 2 w Warszawie (2013) / fot. Ewa Behrens

 

Ekspansja billboardu

Henri Bergson określił nieład jako ład, którego nie potrafimy dostrzec. W ten sposób piewca postmodernizmu Robert Venturi broni Las Vegas Strip w swojej najsławniejszej książce Uczyć się od Las Vegas (1972, polskie wydanie 2012). Z entuzjazmem wychwala szyldy, widząc w nich niezależne nośniki treści, do przekazywania których architektura stała się niezdolna. Argumentuje, że świat stał się za szybki: kierowca pędzącego samochodu nie ma czasu na kontemplację abstrakcyjnego piękna architektury, z jego perspektywy billboardy są prawie w porządku (Venturi, 1972).

Problem w tym, że w dzisiejszych miastach w samochodzie częściej się stoi niż jedzie – pozostaje zatem aż nadto czasu na oglądanie tego, co wokół nas. Można faktycznie dojść do wniosku, że reklamy stały się ważniejsze od architektury, zwyczajnie pochłonęły niektóre budynki. Tak stało się ze wspomnianym pawilonem.

Reklama może stać w dowolnym miejscu, pozwala na informację o produkcie w oderwaniu od jego fizycznej formy. Sklep może stać gdziekolwiek, skoro na konto jego marki pracuje wszechobecna reklama. Handel uciekł więc z ulic do centr handlowych, przestrzeni, które – choć znajdują się w mieście – pozostają jednocześnie odrębnymi, niezależnymi bytami, cechującymi się innymi prawami niż przestrzeń miejska. Pawilony handlowe przestały być architekturą – zamiast tego stały się wieszakami na reklamy, barakami bez formy. Ale to problem nienowy.

 

Pawilon handlowy przy ulicy Przeskok 2 w Warszawie (2013)
Pawilon handlowy przy ulicy Przeskok 2 w Warszawie (2013) / fot. Ewa Behrens

 

 Choroba reklamowa

W chwili gdy toczy się szeroka dyskusja o „europeizacji” Warszawy, nie należy pominąć żadnego elementu, który ten proces hamuje. Otóż jednym z elementów nieładu Warszawy – obok sławetnego brudu – jest barak. Jeśli nawet barak w „dobrym stanie” (otynkowany czy pomalowany), może w „świecie barakowym” być zakwalifikowany jako mniej brzydki niż buda z brudnych desek czy dziurawych sklejek, to jednak barak z samej natury rzeczy zawsze szpeci miasto. A gdy te baraki spotyka się na każdym kroku – odciskają one piętno na obliczu miasta.

To fragment wypowiedzi warszawianki Marty Trawińskiej udzielonej w ankiecie Chcemy miasta współczesnego przeprowadzonej przez tygodnik „Stolica” w 1958 roku. O tym, że to słowa z poprzedniej epoki, świadczy bardziej język niż treść. Dla porównania wypowiedź bardziej współczesna. O pawilonie przy ulicy Przeskok 2 kilka lat temu pisał Jerzy S. Majewski w „Gazecie Stołecznej” (nr 16/2008): „Kiedyś to była architektura, dziś to tylko szpetny barak zawalony reklamami”.

W tym samym roku, jak podaje Filip Springer w Wannie z kolumnadą, Izba Gospodarcza Reklamy Zewnętrznej przeprowadziła badania, według których 65% mieszkańców Warszawy uważało, że to dzięki reklamom stolica przypomina prawdziwie europejskie miasto. Nie wiadomo tylko, czy się z takiej „europeizacji” cieszyć, skoro ekspansja reklam zaczęła przypominać chorobę toczącą polskie miasta. Zakażony reklamami pawilon ostatecznie zburzono. Czy jednak pacjenta w takim stanie naprawdę nie opłacało się już leczyć?

 

O próbach rewitalizacji pawilonów handlowych w Warszawie przeczytasz w rozmowie z organizatorami i uczestnikiem projektu „Przeliteruj Miasto”.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa