Zła prognoza

Wyniki przedterminowych wyborów w Elblągu to zły prognostyk dla mieszkańców Warszawy. Porażka Platformy Obywatelskiej sprawiła, że szanse na to, aby referendum stało się okazją do dyskusji o polityce miejskiej, są już tylko iluzoryczne. Zamiast o […]


Wyniki przedterminowych wyborów w Elblągu to zły prognostyk dla mieszkańców Warszawy. Porażka Platformy Obywatelskiej sprawiła, że szanse na to, aby referendum stało się okazją do dyskusji o polityce miejskiej, są już tylko iluzoryczne. Zamiast o Warszawie będziemy rozmawiać o rządzie Platformy Obywatelskiej. Czy w takim przypadku organizacja tego referendum wciąż jest istotna i potrzebna?

Fakty są proste – Piotrowi Guziałowi uda się zebrać wymaganą liczbę podpisów i złoży wniosek o organizację referendum. Odbędzie się ono najwcześniej na przełomie października i listopada, co sprawia, że po ewentualnym odwołaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz nie trzeba będzie mimo wszystko organizować przedterminowych wyborów i do końca kadencji Warszawą będzie rządził komisarz wytypowany przez Platformę Obywatelską.

W efekcie może się okazać, że nie uda się zrealizować żadnego z oczekiwań, które motywują dzisiaj setki tysięcy warszawiaków do podpisywania się pod inicjatywą referendalną. To samo dotyczy postulatów środowiska Guziała. Organizatorzy muszą być świadomi, że w tym momencie na placu boju zostaje tylko ich ambicja polityczna i czysto partykularne cele, które będą zresztą wzmacniane przez towarzyszące mu opozycyjne partie.

Wzrasta zainteresowanie sprawami miasta

Sama idea referendum, nawet w obecnym, mocno niedoskonałym kształcie jest słuszna. Niezależnie od ambicji politycznych jego organizatorów, w momencie, w którym podpisują się pod nim setki tysięcy obywateli, staje się silnym narzędziem obywatelskiego wpływu na podejmowanie dotyczących ich decyzji. Nasz system samorządu lokalnego nie zachęca do współpracy z obywatelami i choć coraz częściej wykorzystuje się narzędzia konsultacji i partycypacji obywatelskiej, to obywatele mogą mieć poczucie wykluczenia z istotnych dyskusji i procesów.

U jego podstaw leżą wieloletnie zaniedbania w dialogu i informowaniu mieszkańców miast o jego stanie, kierunkach rozwoju i funkcjonowaniu. Przyznała to sama Hanna Gronkiewicz-Waltz, która zwracała uwagę, że mieszkańcy Warszawy nie wiedzą o jej sukcesach i uważa, że można było lepiej ich informować.

To źle, że mechanizm referendum tak słabo funkcjonuje w naszej demokracji i aby przypomnieć decydentom o istnieniu obywateli, trzeba ich od razu odwoływać. Niezależnie jednak od tego sam proces jego organizacji i towarzyszącej debacie może stać się niezwykle korzystny. To okazja, by porozmawiać o tym, dokąd zmierza nasza lokalna społeczność, a przez to poszerzyć debatę publiczną na temat funkcjonowania Warszawy i w ogóle samorządów w Polsce.

To właśnie dyskusja nad przyszłym funkcjonowaniem samorządów jest najważniejsza. Referendum traktuję jednocześnie jako narzędzie kanalizacji niezadowolenia i symbol wzrastającego zainteresowania losami miasta. Warszawski przypadek jest oczywiście szczególny – nie tylko ze względu na wielkość tego miasta, ale i na szczególną pozycję Hanny Gronkiewicz-Waltz w PO.

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM
Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM

Partie kradną dyskusję o mieście

Popieram referendum, odkąd usłyszałem od Donalda Tuska, że lepiej zostać w domu niż wyrażać publicznie opinie w demokracji. Byłem przekonany, że to kropla, która przelała czarę ignorancji i że od tego momentu zaangażowanie obywateli będzie rosło. Przy tej liczbie aktywistów, świadomych mieszkańców, organizacji pozarządowych i mediów lokalnych istniała realna szansa na dyskusję o miejskiej polityce i jej konsekwencjach.

Rząd zapomniał o stworzeniu krajowej polityki miejskiej opartej na czymś więcej niż tylko rozdawnictwie pieniędzy i nie chciał bądź nie umiał pomóc w rozwiązywaniu istniejących problemów. To instrumentalizacja polityki miejskiej doprowadziła do warszawskiego referendum. Referendum stanie się formą plebiscytu, w którym na realne problemy odpowiada się listą kolejnych obietnic, życzeń i postulatów, czyli dokładnie odwrotną stroną tej samej monety, którą była polityka sondażowa Hanny Gronkiewicz-Waltz.

W tej sytuacji prawdopodobnym jest, że referendum posłuży tylko do organizacji masowego natarcia na rząd. Jak mamy rozmawiać krytycznie i konstruktywnie o pozytywnych programach rozwoju naszych miast, skoro szansę na debatę stworzoną przez wykorzystanie referendum niszczą wszystkie obecne partie? Czy wobec tego warto je w ogóle organizować? Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiada walkę o miasto, ale w istocie ma na myśli rządy Platformy Obywatelskiej. Jej polityczni przeciwnicy chcą wyłącznie jednego – symbolicznej przegranej. Jeśli szacunki władz miasta mówiące o koszcie organizacji referendum są prawdziwe, jeśli te koszty wynoszą rzeczywiście 3 mln zł, to właśnie fundujemy sobie najdroższe w historii badanie opinii społecznej.

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa