Zemsta realnego

Wydarzenia łódzkie nas zaszokowały. W najnowszej historii Polski zdarzały się morderstwa mafijne, rabunkowe, jakiekolwiek inne, ale nigdy wcześniej – polityczne. Przestrzegałbym jednak przez wpisywaniem śmierci działacza PiS-u w prosty schemat wojny polsko – polskiej, czyli […]


Wydarzenia łódzkie nas zaszokowały. W najnowszej historii Polski zdarzały się morderstwa mafijne, rabunkowe, jakiekolwiek inne, ale nigdy wcześniej – polityczne. Przestrzegałbym jednak przez wpisywaniem śmierci działacza PiS-u w prosty schemat wojny polsko – polskiej, czyli wojny platfusów z pisowcami. Sprawa jest dużo poważniejsza.

Ryszard C., choć szalony, to jednak artykułuje poprawnie zbudowane zdania. Możemy się z nich z łatwością dowiedzieć, że jego czyn nie jest głosem za PO a przeciw PiS-owi. On chciał zabić jakiegoś ważnego polityka. To mógł być Kaczyński, to mógł być premier Miller, przy czym partyjna przynależność potencjalnych ofiar w ogóle nie jest ważna. Ryszard C. reprezentuje bowiem pogardę dla klasy politycznej jako takiej. Postawa ta, choć oczywiście nie wyrażana tak ekstremalnie, jest dość powszechna. Oczywiście trudno ją mierzyć, ale za wskaźnik może nam posłużyć frekwencja wyborcza. Przez cały okres istnienia III RP najwyższa frekwencja w wyborach wynosiła 68% (druga tura wyborów prezydenckich w 1995 r.). Z reguły wynosi nieco więcej niż 50%. W referendum konstytucyjnym w 1997 r. frekwencja wyniosła 42%. W ostatnich wyborach prezydenckich oddano 200 tysięcy głosów nieważnych! Marcin Król ma rację, mówiąc, że po to wymyślono parlamentaryzm, by ludzie swoje spory rozwiązywali w parlamencie, a nie na ulicy. Kłopot jednak w tym, że parlamentaryzm (czy szerzej – system demokratyczny) ma relatywnie słabą legitymizację. Prawie połowa z nas nie bierze udziału w wyborach! Mechanizm przekładania interesów społecznych na argumenty polityczne nie działa. W zamian pomiędzy polityką a sferą społeczną mamy szerokie pęknięcie.

Z drugiej strony wydaje się pewne, że Polacy gorąco pragną partycypacji politycznej, czego dowiedli wielokrotnie w ciągu ostatnich lat. Przykładem niech będzie choćby ostatnia “żałoba narodowa”, kiedy tłumy wyszły na ulice we wspólnotowym odruchu. Takim odruchem nie stał się dotąd udział w głosowaniu i nie może się nim stać w sytuacji, gdy polityka jest teatrem rozgrywanym w rytm kolejnych rocznic Sierpnia i kolejnych wojen (z pedofilami, z dopalaczami, a teraz pewnie z “brutalizacją życia publicznego”). Legitymizacji systemu parlamentarnego nie sprzyjają także konsekwencje tragedii pod Nowym Miastem. Jakie to konsekwencje? Ano właśnie – żadne. Przez chwilę policja będzie nękać kierowców busów, ale potem jej się znudzi. Ludzie, którzy tam zginęli, reprezentowali bowiem tych najmniej zainteresowanych czynnym udziałem w życiu publicznym. To kiepski elektorat, więc dla nich żadnej oferty nie będzie. Szkoda cennego czasu spindoktorów.

Śmierć tych ludzi, dzięki swej tragicznej spektakularności, pozwoliła nam jednak zrozumieć (jeśli ktoś nie wiedział tego wcześniej), że mamy całe obszary i całe społeczności, dla których wzrost PKB czy budowa autostrad “na Euro” nie ma znaczenia, ale z tego wcale nie wynika – i to kolejne odkrycie – że ludzie ci są nieudacznikami z wyuczoną bezradnością, reprezentują postawę roszczeniową etc. Przestali się oglądać na państwo, bo państwo przestało się interesować nimi. I tylko na moment to, co Realne, odsłoniło się na drodze koło Nowego Miasta. Ci, którzy tam zginęli, zapewne nigdy nie byliby tak radykalni jak Ryszard C. Nie chcę go z nimi porównywać czy utożsamiać. Jestem jednak przekonany, że jego czyn wynikał z tego samego pęknięcia między społeczeństwem a polityką. Między tym, co realne, a tuskowo-kaczyńskim spektaklem (i 13 procent dla Napieralskiego, naturalnie). Bo jeśli ludzie chcą artykułować swoje interesy, a nie mogą tego robić, pozostaje im tylko gniew.

Polska potrzebuje nowego otwarcia – otwarcia na to, co Realne. Jeśli to się nie stanie, Realne będzie się na nas krwawo mścić.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa