Zakaz używania symbolu „Z” przyniesie odwrotny skutek

Wprowadzenie zakazu używania łacińskiej litery – jak uczyniło to kilka państw europejskich – choć uzasadnione względami praktycznego bezpieczeństwa, nie wygra żadnej wojny ideologicznej.


W kwietniu Niemcy zakazały publicznego eksponowania symbolu „Z” argumentując, że to wypowiedzenie wojny liberalnej demokracji. Za nimi poszły Litwa i Estonia, które przedstawiły inne uzasadnienie, oparte na praktycznych względach bezpieczeństwa. Próby te, choć uzasadnione, nie uchronią demokracji przed nią samą i sprowadzą nas na śliską drogę uzasadnień.

Cieszący się złą sławą symbol „Z”, który po raz pierwszy pojawił się na rosyjskich pojazdach wojskowych biorących udział w inwazji na Ukrainę, został ogłoszony nowym symbolem poparcia dla wojsk rosyjskich. Począwszy od flash mobów organizowanych w szkołach i na uniwersytetach, poprzez pokazy na budynkach, aż po towary sprzedawane w Internecie, pompatyczne eksponowanie takiego symbolu szerzy nienawiść i ekstremistyczne poglądy.

Już dwa tygodnie po inwazji Rosji na Ukrainę, rosyjskie ministerstwo obrony promowało ten symbol. Szybko przerodziło się to w szeroko rozpowszechnioną kampanią poparcia dla tego, co uznano za „operację” na Ukrainie. Symbol pojawił się na znakach drogowych, przystankach autobusowych, koszulkach sprzedawanych w sklepach internetowych, a nawet na stronie internetowej państwowej stacji telewizyjnej RT. Jest oczywiste, że każde pojawienie się „Z” oznacza stanowisko ekstremistyczne – usprawiedliwia zabijanie Ukraińców.

Reakcje na rosyjską inwazję na Ukrainę były zdecydowane: wydano potępienia, nałożono sankcje, odbyły się masowe protesty na całym świecie, cofnięto wizy, zamrożono aktywa oligarchów… Lista jest długa. W wielu krajach, głównie w Europie, wprowadzono całkowity zakaz używania symbolu „Z”.

Zamiast mówić w kategoriach czysto normatywnych, zrozummy najpierw, co stoi za tym zakazem – czy jego uzasadnienie ma charakter czysto symboliczny? Czy wynika z pragmatycznych względów bezpieczeństwa? Rozpoznanie zasadności takiego zakazu pomoże nam lepiej określić, co jest prawdziwym zagrożeniem i czy rozwiąże on praktyczne problemy bezpieczeństwa, czy też symboliczne problemy bezpieczeństwa demokratycznego.

Nie tędy droga

Niemcy przejęły inicjatywę pod koniec marca. Wtedy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych stwierdziło, że używanie symbolu „Z” może być przestępstwem, po tym jak kraje związkowe Dolna Saksonia, Bawaria i Berlin ogłosiły zakaz umieszczania tego symbolu (sprawcom grozi do trzech lat więzienia lub grzywna). Nie jest zaskoczeniem, że Niemcy jako pierwsze zakazały umieszczania takiego symbolu w przestrzeni publicznej, uzasadniając to względami bezpieczeństwa demokratycznego i przestrzegania zasad liberalno-demokratycznych.

Zakazywanie pewnych symboli nie jest niczym nowym – wiele krajów europejskich zakazało symboli nazistowskich czy sowieckich – i jest częścią większej doktryny konstytucyjnej zwanej demokracją wojującą. Zakłada ona, że państwa demokratyczne muszą być w stanie same się bronić, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo demokratyczne. W związku z tym mają one zinstytucjonalizowane mechanizmy samoobrony. Mogą one ograniczać aktorów i zabraniać im korzystania z demokratycznych praw lub usuwać ich z demokratycznego „placu zabaw”. Zakaz używania symbolu „Z” jest więc kolejnym środkiem bojowym w obronie demokracji.

Jednym z najważniejszych aspektów związanych z delegalizacją partii, symboli i ograniczaniem wypowiedzi jest zrozumienie, co państwo uznaje za znaczące zagrożenie i czy próg ten jest wystarczająco wysoki, by zrównoważyć stosowanie takich antydemokratycznych, restrykcyjnych środków. Zakaz w Niemczech nie wynikał z praktycznych obaw o bezpieczeństwo. W innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej już tak.

Milicja znów w akcji

W innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej odnotowano przypadki zakazu używania tego symbolu. Na Litwie parlament zatwierdził zakaz eksponowania rosyjskiego symbolu wojskowego, a także liter „V”, „Z”, wstęgi św. Jerzego i innych symboli wyrażających poparcie dla inwazji. Uzasadnienie jest dość proste, jak wyjaśnia socjaldemokratyczny poseł Linas Jonauskas: „Stało się to narzędziem propagandy i narzędziem prowokowania, dzielenia i antagonizowania ludzi, jest już używane do zastraszania i nękania”.

Z proceduralnego punktu widzenia zakaz był prosty – publiczne eksponowanie symboli sowieckich i nazistowskich było już zapisane w prawie, więc parlament dodał zapis o „symbolach totalitarnych reżimów autorytarnych używanych w przeszłości lub obecnie do propagowania agresji wojskowej, zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych popełnionych lub popełnianych przez te reżimy”. Jednak u podstaw tych procedur leży legitymacja merytoryczna, która wydaje się bardziej związana z praktycznymi względami bezpieczeństwa.

Weźmy na przykład Polskę. Po raz kolejny odmówiła ona wjazdu ekstremistycznemu, ultranacjonalistycznemu, prokremlowskiemu rosyjskiemu gangowi motocyklistów Nocne Wilki, który co roku przejeżdża przez Warszawę w ramach pielgrzymki kontynentalnej upamiętniającej zwycięstwo Armii Czerwonej.

Albo Estonia, gdzie w obliczu rosnących napięć między mniejszością rosyjskojęzyczną uzasadnienie zakazu nie jest jedynie symboliczne – to środek zapobiegawczy, który zapewnia bezpieczeństwo w czasie, gdy emocje są podwyższone i prawdopodobne jest wystąpienie dalszych niepokojów. Restrykcje nie ograniczają się jednak tylko do symboli, co pokazuje tylko, że praktyczne obawy o bezpieczeństwo są bardzo poważne. Policja w Estonii zakazała organizowania spotkań publicznych, które mogą podżegać do nienawiści i wiązać się z eksponowaniem „symboli agresji” na terenie całego kraju.

Demokratyczna samoobrona

Kiedy Berlin, ze względów bezpieczeństwa, zakazał używania symbolu „Z” podczas obchodów 9 maja, zaskakująco dodał do listy zakazanych symboli flagi rosyjską i ukraińską. Nasuwa się pytanie, na które często zwracają uwagę krytycy wojującej demokracji – gdzie to się kończy? Jak można w jakikolwiek uprawniony sposób narysować merytoryczną linię na piasku? I kto podejmuje taką decyzję? Dzięki procedurom odpowiedź na to pytanie jest wystarczająco jasna, ale jak daleko możemy się posunąć? Nie wspominając już o możliwości wykorzystania przez aktorów nieliberalnych tych samych bojowych środków do własnych celów politycznych, polegających na ograniczaniu demokratycznej władzy partii opozycyjnych. Patrząc na przypadek estoński, mamy jednak kilka jasnych odpowiedzi na tę krytykę.
Zakazy, o których mowa, koncentrowały się wokół obchodów 9 maja. Policja w Estonii otrzymała wnioski o zezwolenie na zorganizowanie imprezy publicznej, a następnie przeanalizowała je pod kątem istniejących zagrożeń. Ogólnokrajowy zakaz miał obowiązywać tylko do 10 maja, z możliwością przedłużenia go w razie potrzeby. Tak więc, choć zakaz ogranicza prawa demokratyczne, czyni to chwilowo w stosunku do wybranych osób, które w istocie głoszą ideologię ekstremistyczną.

I to właśnie wydaje się być jedynym prawdziwym sposobem na powstrzymanie śliskiego zbocza, jakim jest stosowanie bojowych środków w wyjątkowych sytuacjach: nie wpaść w pułapkę legalizacji wyjątkowej sytuacji. Trudno jest przewidzieć, co może stanowić zagrożenie w przyszłości. Możemy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby zrozumieć, co może być konieczne do radzenia sobie z przyszłymi zagrożeniami. Ale takie prewencyjne działania teraz – i instytucjonalizacja wyjątkowych reakcji w wyjątkowych czasach poprzez całkowite pozbawienie praw demokratycznych wybranych osób – nie byłyby prawdziwą demokratyczną samoobroną. Mimo to, jeśli żyjemy w państwach liberalno-demokratycznych, które deklarują przestrzeganie pewnych zasad i wartości, zakazanie używania symbolu „Z” jest uzasadnione – nie oznacza to jednak, że pozbędziemy się ekstremistycznej ideologii.

Kres ekstremizmu

Zakazanie symbolu „Z” może być uzasadnione, zwłaszcza w perspektywie krótkoterminowej lub w konkretnych państwach, w których istnieje praktyczna obawa o bezpieczeństwo. Jednak często zdarza się, że środki militarne nie są skuteczne w zwalczaniu ideologii ekstremistycznej.
Żaden zakaz używania symboli nie sprawi, że mniej osób uwierzy w zasadność rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Na ich miejsce pojawią się inne symbole, a w końcu będziemy świadkami sytuacji prawnej, w której sędziowie będą wykorzystywać szeroki zakres takich klauzul i wymachiwać płaszczami w nadziei, że uda im się powstrzymać ekstremistyczne idee, burząc symbol za symbolem.

Przy takiej zgodności co do tego, że rosyjska inwazja na Ukrainę jest nieuzasadniona, należy skupić się na zjednoczeniu wokół zasady, że wolny demokratyczny kraj wybiera swoje prawo do istnienia politycznego. Ci, którzy się nie zjednoczą, zostaną zdemaskowani, jak to widzimy obecnie na przykładzie Węgier.
Zakazywanie partii lub symboli w przeszłości nie prowadziło do wydalania sympatyków nazizmu.
Zakazanie dziś symbolu „Z” nie zmieni faktu, że wiele osób wierzy i nadal będzie wierzyć, że rosyjska inwazja na Ukrainę jest uzasadniona.

Osoby te nie zostaną pozbawione prawa do głosowania, udziału w demokratycznych procesach decyzyjnych, reprezentowania partii politycznych – pojawią się kolejne partie, pojawi się więcej symboli, ale źródło problemu nadal będzie istniało – ekstremistyczna postawa ideologiczna, którą należy zwalczać.
Często mówi się, że demokracja wojująca próbuje zwalczać ogień ogniem – zabezpiecza demokrację, stosując niedemokratyczne środki do walki z ekstremizmem.

Bycie wojowniczym to droga naprzód, ale wymaga prewencyjnego zabezpieczenia państw demokratycznych poprzez wspólną politykę, działania i ożywioną debatę publiczną, koncentrującą się na znaczeniu bezpieczeństwa demokratycznego, z którym zgodziłoby się wiele osób i pokazującą, jak bardzo te ekstremistyczne poglądy są nieprawdopodobne.

W razie potrzeby, ze względów bezpieczeństwa, uzasadnione jest stosowanie w wyjątkowych okresach środków bojowych, pod warunkiem, że nie będą się one z czasem utrwalać i instytucjonalizować.

Miles R. Maftean – teoretyk polityki. Bada wzrost ekstremizmu politycznego i nieliberalnej polityki w Europie Środkowej i Wschodniej. Doktorat obronił na Central European University, gdzie badał, jak państwa demokratyczne reagują na obecny populistyczny kryzys demokracji pluralistycznej.

Tekst ukazał się po angielsku w Visegrad Insight.

Fot. Hello I’m Nik / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa