MOSKALEWICZ, ZAMOJSKI: Wyzwania współczesnej medycyny

Nie ma zgody co do wartości i co do tego, czym w ogóle medycyna powinna się zajmować


Jeśli nauki przyrodnicze są najbardziej oddalone od świata doświadczenia potocznego, nauki społeczne znajdują się bliżej, zaś humanistyczne najbliżej tego świata, w znaczeniu takim, że są najbardziej złożone i przez to najmniej precyzyjne, to medycyna jest jednocześnie daleko i blisko. Choć w hierarchii czystych nauk może okupować wysoką pozycję, to jednocześnie jej zakorzenienie w najbardziej elementarnym, ludzkim „wołaniu o pomoc” i odpowiedzi na to wołanie sprawia, że jest nam najbardziej bliska egzystencjalnie [1].

Status medycyny w obszarze nauk jest więc wyjątkowy. Jako nauka o człowieku medycyna jest bez wątpienia humanistyką. Jako nauka o naturze człowieka będącego częścią przyrody jest bez wątpienia nauką ścisłą. Także z metodologicznego punktu widzenia medycyna łączy podejście nomologiczne, wiązane najczęściej z przyrodoznawstwem, z podejściem idiograficznym charakterystycznym raczej dla humanistyki. Stara się nie tylko wyjaśnić i przekształcić przedmiot swoich badań, ale także go zrozumieć. Nauki medyczne są najbardziej humanistycznymi z nauk ścisłych i najbardziej ścisłymi z nauk o człowieku.

Jednocześnie, ze względu na swój istotny wymiar praktyczny, profilaktyczny i terapeutyczny, medycyna nie tylko w coraz większym stopniu wpływa na życie ludzi, ale stanowi pole weryfikacji tradycyjnych poglądów metafizycznych i w ogóle filozoficznych dotyczących m. in. granic natury człowieka, możliwości ingerencji technologicznych w tę naturę, stosunku ciała i umysłu, miejsca człowieka pośród innych organizmów żywych czy we wszechświecie.

(…)

Pluralizm znaczeniowy dotyczący pojęć zdrowia i choroby jest najlepszym wyrazem współegzystencji różnych tradycji filozoficznych w obszarze współczesnej filozofii medycyny, w której przenikają się ujęcia naturalistyczne, normatywistyczne, nominalistyczne, fenomenologiczne, alternatywne, holistyczne i inne.

Samo pojęcie choroby z powodzeniem można uznać za metafizyczną przesłankę całego dyskursu medycznego – metafizyczną w tym sensie, że pomimo różnorodności jego definicji, często ze sobą niewspółmiernych, historycznie i kulturowo relatywnych, pojęcie to, w mniejszym bądź większym stopniu wyartykułowane, stanowi wspólny mianownik wszystkich tych działań, które mają na celu właśnie poznanie, leczenie tudzież zapobieganie chorobom bądź niesienie ulgi w cierpieniu oraz zdrowia istotom chorym.

(…)

Kwestie aksjologiczne stają się wyraźne, gdy przyjrzymy się jednemu z najbardziej aktualnych wyzwań stojących zarówno przed samą medycyną jak i przed filozoficznym namysłem nad nią, a mianowicie roli, zasięgowi oddziaływania i znaczeniu technologii. Choć trudno byłoby zaprzeczyć licznym korzyściom płynącym z technologii medycznych, które są przede wszystkim, w większości przypadków, skuteczne, to sądzimy, że pozbawione odniesienia do pierwiastka sensu oraz do wartości grożą zatraceniem się w nihilistycznym wytwarzaniu świata i człowieka.

Technologia sama w sobie nie jest w stanie wyznaczyć celów swojego zastosowania – jest wyłącznie narzędziem służącym realizacji określonych celów. Oddanie części kontroli w ręce maszyn, które ma już miejsce (częściowo zautomatyzowane przyrządy diagnostyczne czy roboty operacyjne kierujące się określonymi algorytmami) problemu tego nie rozwiązuje, a raczej go uwypukla. To, co z pozoru wydaje się oczywiste, przy bliższym spojrzeniu okazuje się całkiem problematyczne. Jaki mianowicie jest cel zastosowania technologii medycznych, a szerzej, jakie są cele medycyny? (…)

We współczesnej, zmedykalizowanej cywilizacji, celem zastosowania technologii nie jest już wyłącznie likwidacja bólu, niesienie ulgi w cierpieniu czy przedłużanie życia, ale modyfikacja zachowań człowieka (np. farmakologicznie) a nawet przekraczanie dotychczasowych ograniczeń kondycji ludzkiej i poprawianie ludzkiej natury (nowa eugenika).

W kontekście wspomnianej wyżej krytyki nowoczesnej i ponowoczesnej medycyny warto zatem postawić pytanie: czy remedium na niewątpliwe wypaczenia i nadużycia władzy medycznej, a często po prostu na ograniczenia wynikające z biotechnologicznego redukcjonizmu mogą stanowić liczne i rozmaite formy powrotu do przednowoczesnego, hipokratejskiego z ducha holizmu bądź też próby wprowadzenia innych, alternatywnych wobec dominującego paradygmatów? Innymi słowy, czy potrzebujemy dziś nowej-starej filozofii medycyny?

Przez ponad dwa tysiące lat holizm charakteryzujący tradycyjną medycynę hipokratejsko-galenowską w istotnym stopniu określał charakter kultury zachodnioeuropejskiej w ogóle. Wraz ze skokowym rozwojem nauk szczegółowych w XIX wieku, rewolucją farmakologiczną w XX wieku i zwycięstwem paradygmatu medycyny opartej na dowodach, ów tradycyjny system uległ całkowitej erozji. Nie tyle jednak stał się pieśnią przeszłości, co raczej rozpadł się na kawałki – kawałki, które pozbawione swojego metafizycznego parasola ochronnego w postaci całego systemu przetrwały poza czy też obok dominującego systemu określanego najczęściej po prostu mianem biomedycyny [2].

Kawałki te przypominają o sobie, gdyż coraz częściej uwiera nas fakt, że biomedycyna okazała się nie w pełni satysfakcjonująca. Pojawiło się więc hasło ich scalenia oraz niezbędnego uzupełnienia. Po modusach archaicznym, magicznym, empirycznym i eksperymentalnym miałby nastąpić okres przenikania się modusów myśli medycznej oraz wynikające z niego hasło terapii wielopoziomowej [3].

Trudne do zignorowania zjawisko migracji ludzkich na niespotykaną skalę prowadzi obecnie do pojawienia się „pacjenta transkulturowego”, wobec którego może okazać się konieczne zastosowanie zarówno narzędzi medycyny opartej na dowodach jak i narzędzi medycyny właściwej dla wyjściowego kręgu kulturowego takiego pacjenta. Biomedycyna nie jest bowiem wobec wszystkich równie skuteczna. Może to zaowocować badaniem pogranicza filozofii medycyny powstającej dzięki i ku biomedycynie oraz innych nauk zajmujących się zjawiskami mającymi funkcje terapeutyczne, np. literaturoznawstwa. Może też prowadzić do badania pogranicza medycyny jako sztuki terapii oraz sztuk rozumianych jako domeny działań artystów, w tym także wpływu zarówno niektórych z nich, jak i pewnych kierunków filozoficznych, na ujmowanie w filozofii medycyny ciała ludzkiego. (…)

Czy w dzisiejszym, zglobalizowanym lecz wciąż pluralistycznym świecie dyskurs trwałych fundamentów kondycji ludzkiej w odniesieniu do medycyny ma jeszcze w ogóle rację bytu? Z punktu widzenia biomedycyny opartej na dowodach mogłoby się wydawać, że tak. A mianowicie, można by sądzić, że mamy obecnie narzędzia pozwalające nie tylko trafnie diagnozować stany chorobowe, ale też skutecznie, coraz bardziej skutecznie, je leczyć. Nawet jeśli wszystkie czynności medyczne są z konieczności oparte na wartościach, to przecież, mogłoby się wydawać, istnieje jakiś zbiór wartości elementarnych, zdolnych zjednoczyć rozmaite ujęcia zdrowia i choroby i określić nowy, uniwersalny paradygmat medycznych działań.

Sądzimy mimo wszystko, że taki pogląd ma charakter naiwno-realistyczny. Nawet gdyby taki uniwersalny paradygmat miał rację bytu, to nie ma pewności, czy powinniśmy dążyć do jego realizacji, chociażby ze względu na konieczność odrzucenia innych, być może mniej „skutecznych”, ale przecież tylko w naszym, historycznie ograniczonym rozumieniu skuteczności, praktyk i zasad. Naiwny realizm i swoista ahistoryczność czy też post-historyczność takiego poglądu – a więc przekonanie, że obok końca historii (o którym już dziś wiemy, że został ogłoszony przedwcześnie) ma miejsce swoisty koniec filozofii, w tym i także filozofii medycyny – wynika z faktu, że nawet w sensie czysto idealnym jego wiarygodność oparta być musi na założeniu o skończoności choroby, na uniwersalnym pojęciu zdrowia oraz na określonym, także skończonym rozumieniu skuteczności praktyki medycznej.

Tymczasem nie dysponujemy gotowym zestawem narzędzi pozwalających walczyć skutecznie z chorobami. Nie ma też uniwersalnej zgody co to tego, jak te ostatnie należy rozumieć. Nie ma bowiem zgody co do wartości i co do tego, czym w ogóle medycyna powinna się zajmować, pomijając, prawdopodobnie, niesienie ulgi w cierpieniu, co nie zmienia faktu, że trudno o powszechny konsensus w kwestii definicji tego ostatniego. Ponadto, ze względu na swoisty nadmiar wiedzy, żaden lekarz nie jest w stanie ogarnąć własnej specjalizacji, a jeśli ta ostatnia staje się wąska na tyle, że jest to możliwe, to z pewnością nie jest w stanie dostrzec w pełni jej miejsca i roli w ramach większej całości. Innymi słowy, nauki medyczne nie są w stanie same, bez pomocy filozofii, nie tylko uzasadnić swojego istnienia, ale także skutecznie operować. Jeśli to pozornie czynią, to wyłącznie dlatego, że filozofia, na której są oparte pozostaje niewyartykułowana.

Fragment wprowadzenia do książki Filozofia medycyny – rozważania o tradycji i współczesności pod redakcją M. Moskalewicza i J. Zamojskiego, która ukaże się w wydawnictwie Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu.

Marcin Moskalewicz – historyk i filozof nauki, adiunkt w Katedrze Nauk Społecznych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu; Fellow w The Oxford Research Centre in the Humanities (TORCH) Uniwersytetu w Oxfordzie; członek Rady Fundacji Res Publica. 

Jan Zamojski – filozof medycyny, starszy wykładowca w Katedrze Nauk Społecznych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.


[1] Welie, J.V.M., Viktor Emil von Gebsattel on the doctor-patient relationship. Appendix: V.E. von Gebsattel, The Meaning of Medical Practice, Theoretical Medicine, 16, 1995, pp.41–72.

[2] Bivins, R., Alternative medicine? A history, Oxford: Oxford University Press 2010.

[3] Petrů M., Modusy myśli medycznej, [w:] Filozofia medycyny w Czechach i na Słowacji, red. M. Petrů, J. Zamojski, J. Kuře, M. Musielak, Poznań 2012.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa