Wolność i Mistycyzm w filozofii politycznej Henri Bergsona

„Niech pojawi się geniusz mistyczny, a porwie za sobą ludzkość” pisze Henri Bergson w Dwóch źródłach moralności i religii, wydanych w roku 1932. „Będzie chciał zrobić z niej nowy gatunek, a raczej wyzwolić ją z […]


„Niech pojawi się geniusz mistyczny, a porwie za sobą ludzkość” pisze Henri Bergson w Dwóch źródłach moralności i religii, wydanych w roku 1932. „Będzie chciał zrobić z niej nowy gatunek, a raczej wyzwolić ją z konieczności bycia gatunkiem: kto mówi ‹‹gatunek››, mówi ‹‹zbiorowy zastój››, a istnienie zupełne polega na ruchu w indywidualności” .

To głos dość wyjątkowy w filozofii dwudziestolecia międzywojennego. Tym bardziej zaskakujący dla ówczesnych, że autor postrzegany był dotąd jako filozof nauki, badacz biologicznego nurtu życia i danych świadomości. Krytykuje Kanta i Platona, a jednak rehabilituje pozycję duszy. Postuluje jednostkowy punkt widzenia, a jednak umieszcza go w perspektywie Kościoła powszechnego. Na dodatek wiąże mistycyzm i życie duchowe z demokracją – w relacji koniecznej: „Demokracja jest z istoty ewangeliczna. Jej motorem jest miłość. (…) Trzeba w niej widzieć po prostu ideał, czy raczej kierunek, w którym powinna podążać ludzkość” . Chcąc przyswoić tę szczególną koncepcję, w której mistycyzm jest jedyną przestrzenią wolności człowieka, a demokracja jedynym systemem, który umożliwia realizację tej wolności, trzeba przypomnieć, jak Bergson rozumie miejsce religii w społeczeństwie, a człowieka w naturze. Zachęca do tego więcej niż erudycyjna dociekliwość. Poglądy Bergsona uznane zostały za tak niebezpieczne, że doczekały się nawet osobnej papieskiej encykliki – Pascendi Dominici Gregis. Gdy Bergson pisał Dwa źródła, jego twórczość już była na kościelnym indeksie. A jednak bardzo zależało mu na przekazaniu swojej koncepcji politycznego sensu religii. Nie brakowało mu sławy. Nie brakowało słuchaczy i uczniów, jego wykłady w Collège de France gromadziły tłumy. A jednak na przekór racjonalnemu klimatowi epoki z takim oddaniem umieszcza mistycyzm w centrum politycznych zmian. Czy ktoś mu odpowie? Jak łączy mistycyzm z wolnością w czasach, gdy filozofowie szczycą się ostatecznym odczarowaniem świata i wyzwoleniem od pobożnych zobowiązań społecznych?

fot. Paweł Ogrodzki

Parafrazując św. Augustyna, można stwierdzić, że u Bergsona dwie religie budują dwa społeczeństwa. Religia statyczna buduje społeczeństwo zamknięte, a religia dynamiczna – społeczeństwo otwarte. Przy tej okazji warto spostrzec, że termin „społeczeństwo otwarte” Bergson wprowadza do filozofii dziesięć lat przed Popperem i że podobnie jak on wiąże z nim ustrój demokratyczny. Choć ich wizje społeczeństw zamkniętych są bliskie, na drodze do otwartości różnią się radykalnie: Popper w 1942 roku winą za wybuch II wojny światowej obarcza niedostatek racjonalności we współczesnym świecie. Bergson 10 lat wcześniej przeciwnie – postuluje rozwijanie nadintelektualnej przestrzeni dla duchowej wolności, by cierpiąca ludzkość mogła „nadal żyć”. Dla Poppera, ateisty i filozofa nauki, bez różnicy: religia w polityce zawsze prowadzi do totalitarnej zguby. Inaczej u Bergsona, który – choć nawrócony – nie chrzci się, demonstrując solidarność z prześladowanym w Europie narodem żydowskim. Nie odstępuje jednak od swoich przekonań. Podjęcie problemów nowoczesnej polityki w nawiązaniu do dylematów nauki i religii można traktować jako odpowiedź na wyzwanie epoki sformułowane przez Maxa Webera. Gdy Europejczycy pouczeni doświadczeniem I wojny światowej odbudowywali suwerenne państwa, gdy biskup Hlond organizował struktury diecezji katowickiej na odzyskanych terenach Górnego Śląska, by kościelna administracja umacniała jedność Rzeczypospolitej, w Monachium Max Weber ostrzegał: czeka nas nie żniwny rozkwit, lecz „noc polarna, mroźna, mroczna i ostra”. Odczarowanie świata, będące duchem epoki, nieprzekraczalne napięcie między wiedzą a zbawieniem, będące udziałem ówczesnych, doprowadziły zdaniem Webera do wyrugowania wartości z życia publicznego. Braterstwo relacji bezpośrednich, pączkowanie teorii prawdy, duma jednostki nie nadążają, by zapobiec dewastacji człowieczeństwa. Weber opisuje dylemat człowieka polityki i człowieka nauki jako sytuację tragiczną. Wymaga ona bohaterstwa, na które nie będzie stać cherlaka XX wieku. Takiemu lepiej już poświęcić niezależność intelektu i wrócić „w otwarte ramiona Kościoła”, by tam znaleźć uzasadnienie etyki przekonań. Prawdziwy przywódca, odpowiedzialny bohater, musi sięgać po to, co niemożliwe. Musi godzić namiętność z trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość bez makijażu i uzbroić się w siłę ducha, która pozwoli mu przetrwać klęski ostatniej nadziei. Tymczasem człowiek jest słaby. Gdy religia staje się rutyną, antyczni bogowie wychodzą z grobów. Człowiek nawykły do ubóstwiania ulega kolejnym idolom. Nie umie być wolny.
Bergson łagodzi jaskrawo naświetlone przez Webera napięcie między racjonalnością i polityką a historią zbawienia. Podejmuje wyzwanie dosłownego bohaterstwa. Bada, jak dokonać „ukorzenia umysłu”, ale tak, by nie brać udziału w poniżającym spektaklu religii obyczajowej, lecz użyć siły duchowej w kreowaniu osobowej wolności i kreowaniu świata dzięki nim. By zachować godność i pozostać religijnym, trzeba jednak wyróżnić dwa rodzaje religii. Ten podział ma swoje bezpośrednie konsekwencje polityczne.

Kliknij na okładkę. Przejdź do księgarni.

Fragment artykułu pod tym samym tytułem opublikowany został w 210. numerze Res Publiki Nowej pt. Boże igrzysko.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa