Wojny robotów: koniec pracy, który nie przyniesie odpoczynku?

Z perspektywy europejskiej, amerykańskie przywiązanie do broni palnej może się wydawać anachroniczne i – co pokazują kolejne tragiczne strzelaniny – niebezpieczne. Jednak dla Amerykanów prawo do posiadania strzelb czy pistoletów oznacza głównie możliwość obrony własnej, […]


Z perspektywy europejskiej, amerykańskie przywiązanie do broni palnej może się wydawać anachroniczne i – co pokazują kolejne tragiczne strzelaniny – niebezpieczne. Jednak dla Amerykanów prawo do posiadania strzelb czy pistoletów oznacza głównie możliwość obrony własnej, a więc wolność i nietykalność na najbardziej podstawowym poziomie.

W kontekście artykułu, który w internetowym serwisie informacyjnym Quartz opublikował Noah Smith, broń palna okazuje się wręcz narzędziem umożliwiającym osiągnięcie równości społecznej. Przed jej nadejściem najbardziej skutecznymi żołnierzami byli wymagający długiego szkolenia i drogiego wyposażenia rycerze na koniach, tymczasem z początkiem nowożytności sukces militarny zaczął zależeć od piechoty, a zmotywowanie dużych grup uzbrojonych w strzelby piechurów stało się ważniejsze niż lojalność konnej szlachty. Kolejne wynalazki technologii wojskowej, takie jak czołgi czy artyleria, są oczywiście potężniejsze od żołnierzy z bronią palną, lecz wysyłanie oddziałów piechoty pozostaje dużo tańsze, a więc skuteczniejsze – wystarczy tylko porównać koszty i wyniki wojen prowadzonych przez Stany Zjednoczone w Iraku czy Afganistanie. Na horyzoncie rysuje się jednak możliwość wykorzystania technologii nie tylko tańszej niż piechota, ale i niosącej za sobą zmiany społeczne o podobnej skali jak te doświadczone przez naszych przodków w nowożytności: obecne drony, zdalnie sterowane bezzałogowe bombowce, zwiastują nadejście wojskowych, całkowicie zastępujących ludzi robotów.

Broń
Czy tradycyjną broń i piechotę zastąpią roboty? Fot. Moyan Brenn / Flickr

Noah Smith przyznaje w swoim artykule, że wojny prowadzone przez roboty mogą wydawać się fantazją rodem z science fiction. Tymczasem Stany Zjednoczone już teraz rozważają zastąpienie tysięcy żołnierzy pracujących w zaopatrzeniu całkowicie zautomatyzowanymi robotami; przy obecnym tempie rozwoju technologii nietrudno wyobrazić sobie powstanie walczących robotów‑żołnierzy. W podobny sposób automatyzacja fabryk może prowadzić do masowego bezrobocia wśród niewykwalifikowanych robotników. Jednak, o ile wizje zrobotyzowanej produkcji przemysłowej czyniącej pracę ludzką zbędną doczekały się analizy ekonomicznej (zazwyczaj przewidującej, że bezczynni ludzie będą otrzymywać stałe wynagrodzenie bądź też skoncentrują się na zawodach wymagających czysto ludzkich umiejętności, takich jak nawiązywanie znajomości czy kreatywność), o tyle potrzebna jest polityczna refleksja nad przyszłością militarystyki.

Zakładając, że zanim produkcja armii żołnierzy-robotów na dużą skalę będzie możliwa i nie dojdzie do zmiany społeczeństwa na bardziej egalitarne, staniemy w obliczu świata, w którym najbardziej skuteczne wojska będą bezmyślnym, podlegającym całkowitej kontroli właściciela towarem. Smith pisze o umożliwionej przez broń palną wizji obrony przed zbyt autorytarną władzą: jeśli w decyzjach politycznych zupełnie zignorowany zostanie interes większości obywateli, przeciętni Amerykanie mogą zawsze wstać od laptopów, chwycić za broń i wykorzystać swą liczebność przeciwko tyranii rządu. W perspektywie światowej można znaleźć wiele lepszych przykładów z choćby z historii dwudziestego wieku: od wojny w Wietnamie do wspomnianego już Afganistanu lokalne oddziały uzbrojone głównie w broń palną były w stanie pokonać bardziej zaawansowanych technicznie Amerykanów. Karabinek AK, zwany od nazwiska twórcy kałasznikowem, pozostał przez dekady ulubioną bronią partyzantów ze względu na niski koszt produkcji i łatwość obsługi; widnieje nawet na fladze Mozambiku, symbolizując zwycięską walkę z imperialistami. Władza jednej armii nad resztą świata, choćby najbogatszej armii amerykańskiej, jest niemożliwa właśnie ze względu na skuteczność uzbrojonej piechoty, podczas gdy broń masowego rażenia pozostaje ostatecznością ściśle kontrolowaną przez rządy narodowe.

Smith zakłada, że choć z początku armie robotów byłyby kontrolowane przez państwo, bardzo szybko doprowadziłoby to albo do autorytarnych, nieliczących się z ludźmi rządów, podobnych do tych w krajach czerpiących swe bogactwo ze źródeł naturalnych – jak w Arabii Saudyjskiej – albo do libertariańskiej utopii realizującej się jako koszmar. Według skrajnych kapitalistów państwo jest głównym zagrożeniem dla potencjału i wolności jednostki. Można zrozumieć to założenie w sytuacji, kiedy każdy może obsłużyć broń palną, a do stworzenia armii potrzeba wielu ludzi słuchających rozkazów przywódcy, którzy w każdej chwili mogą się zbuntować. Tymczasem w chwili, gdy kontrola nad armiami robotów przejdzie w ręce jednostek, zwykli ludzie będą bezsilni zarówno jeśli chodzi o obronę ich własności prywatnej, jak i własnego życia.

Zakładając, że do takiego scenariusza nie doszłoby, nie doceniamy destrukcyjnych idei, jakie już teraz zdobywają popularność wśród milionerów potocznie określanych jako „1%”. Smith podaje przykład Grega Gopmana, młodego bogacza z Doliny Krzemowej zdegustowanego bezdomnymi z San Francisco do tego stopnia, że wręcz postulującego zamknięcie ich w swego rodzaju gettach z dala od centrum miasta. Dla kogoś wychowanego w Europie liczba bezdomnych w tym pięknym kalifornijskim mieście może być faktycznie szokująca – lecz okazuje się, że większość z nich została pozbawiona domu przez bezmyślny plan urbanizacyjny, zakładający, że po zlikwidowaniu tanich mieszkań w centrum, ich byli mieszkańcy znajdą sobie domy na przedmieściach. Rozwój społeczeństwa pozostający daleko w tyle za rozwojem technologicznym był od zawsze postrzegany jako problem; nawet tak potencjalnie egalitarne technologie jak Internet mogą tworzyć sieci jeszcze bardziej wykluczające obecnych wykluczonych (jak dowodzi badacz globalizacji Manuel Castells). Niekiedy nowy wynalazek sprzyja równości społecznej – jak właśnie broń palna; Smith zauważa jednak, że przez wieki przed jej wprowadzeniem ludzkość żyła w stanie zupełnej nierówności, z małą grupą stojącą na czele sił militarnych, dla której chłopi czy niewolnicy pracowali w pocie czoła, aby dostarczyć im żywność czy bawełnę.

Jeśli powiązać wizję zautomatyzowanego wojska z ideą samowystarczalnych fabryk, duża część ludzkości stanie się zupełnie niepotrzebna – i o ile optymistyczne prognozy miłośników postępu zakładają otrzymywanie przez bezrobotnych pensji podczas niekończących się wakacji na słonecznych plażach, o tyle w rzeczywistości niepotrzebni ludzie kończą raczej jak bezdomni w San Francisco. Utrzymanie dobrobytu większości na pewnym poziomie zakładałoby redystrybucję dochodów, choćby poprzez wysokie podatki dla najbogatszych, na które nie ma wśród nich zgody. Przy bezsilności mas jedynym pragmatycznym argumentem za równością społeczną pozostaje bezpieczeństwo, wyższa jakość życia i zdrowsi ludzie na ulicach – tymczasem w wielu krajach bogaci izolują się od biedniejszej większości, unikając zapuszczania się w przestrzeń miejską nieprzystosowaną do ich standardów życia. Smith opisuje dystopijną przyszłość, w której bogaci żyją na zamkniętych osiedlach, a biedni nie mają środków do życia, gdyż wszystkie pola i kopalnie surowców są strzeżone przez uzbrojone roboty. Jest to koszmar wykraczający poza stare scenariusze autorstwa Huxleya czy Orwella, przerażający tym bardziej, że wykluczeni nie mogliby nawet spojrzeć w twarz komukolwiek z resztkami ludzkich uczuć – łatwiej utrzymywać nierówność poprzez odpowiednio zaprogramowane maszyny.

Noah Smith przyznaje, że broń palna nie była jedynym – nie wiadomo nawet, czy najważniejszym – z wynalazków, które przyniosły nam nowożytną wolność. Być może druk albo rewolucja przemysłowa odgrywały większą rolę. Jednak z pewnością ta zmiana w technologii wojennej uniemożliwiła całkowitą kontrolę militarną nad masami ludzi, która wraz z nadejściem robotów wojskowych stałaby się znowu normalna. Czy względna równość społeczna ostatnich kilkunastu dekad okaże się krótkotrwałą aberracją w historii ludzkości – i to właśnie teraz, gdy pozbywamy się opresji ze względu na kolor skóry lub płeć? Smith nie podaje rozwiązania tego problemu, powtarza za to kilka razy, że powinniśmy się martwić. Niewykluczone, że jego zadanie jako autora artykułu, informującego o możliwości realizacji dystopijnego scenariusza w niedalekiej przyszłości, kończy się w tym momencie. Zaczyna się natomiast misja ekonomistów, socjologów, psychologów i wszelkiego rodzaju ekspertów humanistów i socjologów, którzy mogliby – i powinni – zająć się przygotowaniem ludzkości do przyjęcia postępu technologicznego w sposób, który nie zaprzepaści zdobyczy cywilizacyjnych ostatnich kilkuset lat. Oznacza to poważną dyskusję o równości i godności ludzkiej, niepozbawioną pragmatyzmu, ale też niebojącą się uznania pewnych praw za uniwersalne. Oczywiście zawsze znajdą się ludzie dowodzący, że ich osobisty sukces świadczy o ich wartości, a skrajna bieda i głód istnieją, bo taki już jest świat. Ale większość z nas nie może być chyba pewna, że zawsze będzie po stronie zwycięzców – i to powinien być wystarczający powód, żeby zatroszczyć się o los potencjalnych przegranych.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa