Who run the world (Girls)?  

Jak to się stało, że gwiazda pop bez skrępowania odwołuje się do postulatów radykalnego ruchu społecznego, a masowe media swobodnie posługują się jego językiem?


W sierpniu ubiegłego roku, podczas gali MTV Video Music Awards, Beyoncé wykonała piętnastominutowy koncert oparty na materiale z jej najnowszej płyty. Album, zatytułowany – co znamienne – Beyoncé, pojawił się niezapowiedzianie w grudniu 2013 roku i natychmiast stał się obiektem kultu. Media grzmiały, że tylko Bey mogła pozwolić sobie na tak ryzykowne zagranie, że dla każdej innej piosenkarki rezygnacja z wcześniejszej promocji płyty równałaby się rynkowemu samobójstwu. Ale nie dla Beyoncé, nie dla prawdziwej królowej popu! Nic dziwnego, że jej występ podczas zeszłorocznych Video Music Awards nosił znamiona pochodu triumfalnego – wszyscy czekali tylko na jej występ.

Piosenkarka nie mogła tej okazji nie wykorzystać. Musiała znów zrobić coś, co potwierdzi jej status niezawisłej władczyni przemysłu muzycznego. Przed wykonaniem piosenki „Flawless” – agresywnego hymnu na cześć sukcesów Beyoncé oraz wspaniałości wszystkich kobiet – na ekranie za plecami piosenkarki pojawił się wielki, biały napis „FEMINISTKA”. Z głośników popłynęły słowa przemowy nigeryjskiej pisarki Chimamandy Ngozi Adichie:

Uczymy dziewczynki umniejszania samych siebie. Mówimy im „możecie mieć ambicje, ale niezbyt duże. Powinnyście starać się osiągnąć sukces, ale niezbyt wielki. Inaczej będziecie zagrażające dla mężczyzn.” (…) Wychowujemy dziewczynki tak, aby postrzegały siebie nawzajem jako rywalki, ale nie rywalki o pracę czy osiągnięcia, co, uważam, mogłoby mieć pozytywne konsekwencje, tylko jako rywalki o atencję mężczyzn. Uczymy dziewczynek, że w przeciwieństwie do chłopców, nie mogą być istotami w pełni seksualnymi. Feministka: osoba, która wierzy w społeczne polityczne i ekonomiczne równouprawnienie płci.

2014 MTV Video Music Awards - Fixed Show

Widownia buchnęła nieposkromionymi brawami, a internet natychmiast zasypały wyrazy zachwytu. „Jak odzyskać słowo na f? Po prostu zadzwońcie po Beyoncé!”, „Występ Beyoncé na VMA był tym momentem dla feminizmu, na który czekałam”, „Niezależne kobiety: dlaczego feminizm potrzebuje Beyoncé?”, „Nieskazitelny feministyczny występ Beyonce na VMA toruje drogę dla innych kobiet” – to tylko parę przykładowych tytułów.

Jeszcze dziś, prawie rok po pamiętnym występie Beyoncé, blogi, serwisy plotkarskie oraz znane magazyny opinii zasypywane są artykułami dyskutującymi o feminizmie artystki. Ekscytację podsycają doniesienia, że Beyoncé napisała wstęp do raportu o nierównościach dochodowych kobiet i mężczyzn, lub że oświadczyła w wywiadzie, że czuje się feministką. „Zawsze uważałam siebie za feministkę”, miała powiedzieć, „chociaż zawsze też bałam się tego słowa, ponieważ ludzie nadają mu zbyt wielki ładunek, a ja jestem po prostu osobą, która wierzy w równouprawnienie kobiet i mężczyzn”. W świecie popu, gdzie takie takie deklaracje mogą skutkować utratą fanów i oskarżeniami o fanatyzm, zachowanie Beyoncé uznano za odważny precedens.

Jednak na każdy wyraz zachwytu nad feminizmem Beyoncé przypadał też jeden komentarz względem niego krytyczny. Twierdzono, że refren „Flawless” jest seksistowski i że przekreśla feministyczny przekaz cytowanej przemowy Adichie („wiem, że kiedy byłyście małymi dziewczynkami/ marzyłyście o byciu częścią mojego świata/ nigdy o tym nie zapominajcie/ szanujcie to, padajcie na kolana dziwki”).

Zarzucano piosenkarce, że pozując na okładkach w bieliźnie pomaga sprowadzać pozycję kobiet tylko i wyłącznie do obiektów seksualnych. Podkreślano, że jej feminizm ma znamiona celebryckiej fanaberii, że jest wykorzystywany bardziej  bardziej w celach marketingowych niż emancypacyjnych. Zdaniem wielu komentatorek i komentatorów kariera i wizerunek Beyoncé w ogóle stanowią raczej część problemu, niż jego rozwiązanie: bardziej powielają, niż zwalczają opresyjne normy. To dlatego Annie Lennox nazwała Beyoncé „feministką w wersji light”.

W odpowiedzi na te zarzuty, pojawiały się głosy, że Beyoncé, jako czarna kobieta, nie może sobie pozwolić na zupełne odrzucenie społecznych konwencji, ponieważ jest poddawana ostrzejszej ocenie niż jej białe koleżanki. Zgodnie z taką interpretacją, emancypujący byłby już sam fakt  kolosalnego, rynkowego sukcesu Beyoncé. Wreszcie pojawiła się czarna piosenkarka, która nie tylko robi zawrotną karierę i mówi głośno o wadze równouprawnienia, ale też nie boi się pokazać swojego ciała, jest dumna z koloru swojej skóry. Skoro w wypadku Madonny epatowanie seksem było uznawane za wyzwalające, dlaczego Bey miałoby się za to obrywać?

Można by tak jeszcze długo wymieniać sprzeczne opinie na temat Beyoncé, jej feministycznym przekonań, albo jej pozycji w systemie ekonomicznej, seksistowskiej czy rasistowskiej dominacji. Nie byłoby w tym jednak nic odkrywczego. Warto natomiast zapytać, jak to się stało, że gwiazda pop bez skrępowania odwołuje się do postulatów radykalnego ruchu społecznego, a masowe media swobodnie posługują się jego językiem?

Intuicyjnej odpowiedzi dostarcza nam Małgorzata Jacyno, która w książce „Kultura Indywidualizmu” opisuje, jak poprzez spopularyzowanie krytyki społeczeństwa masowego, doszło do wchłonięcia jej postulatów przez rynek i wytworzenia na ich podstawie nowych obszarów konsumpcji oraz nowego typu konsumenta, uzbrojonego w „krytyczną świadomość”. Jacyno nazywa ten proces „urynkowieniem buntu”, ponieważ polega on właśnie na poszerzeniu rynkowej oferty o potrzeby osób, których pragnienia sprowadzają się do kontestacji zastanego porządku i uniknięcia rynkowej opresji. Jak podkreśla Jacyno, dziś „groźba zniewolenia przez rynek stała się elementem potocznej wiedzy”, a „odporność na uwodzenie wyraźnie staje się głównym motywem etosu konsumenckiego”.

Stąd właśnie niszowy, specjalistyczny język krytyki społecznej (dotąd zarezerwowany jedynie dla niewielkiego grona działaczy społecznych i kilku zaangażowanych intelektualistów), wchodzi do powszechnego użytku. Najpierw jednak język ten musi zostać odpolityczniony, ponieważ tylko w takiej nieradykalnej (choć wciąż kusząco jaskrawej) formie może on wytracić swój rewolucyjny impet i stać się kolejnym narzędziem sprzedaży. Zdaniem Jacyno, to właśnie konsumpcja czyni z nas feministkę, wegankę, czy biegacza.

Dziś nie kupujemy już bowiem produktów samych w sobie, tylko skryte za nimi idee, owe pociągające wizje nas samych, które „zgodnie ze sobą” wybieramy spośród całej rynkowej oferty. Im bardziej jesteśmy  świadomi tego mechanizmu i nim głośniej się mu sprzeciwiamy, tym szybciej rynek aktualizuje się o nasze – rzekomo z nim niezgodne – potrzeby. W ten sposób język krytyki szybko się konwencjonalizuje i zamiast prowadzić do radykalnej zmiany społecznej, staje się tylko kolejnym „wentylem bezpieczeństwa” zastanego porządku.

Feminizm także płaci cenę za popularyzację swoich ideałów. Słowo „feministka” coraz rzadziej kojarzy się dziś z osobą zaangażowaną w to, co bell hooks nazywała „radykalnym, politycznym ruchem na rzecz zniesienia źródeł wszelkiej opresji”. Coraz częściej natomiast „feministka” staje się określeniem pewnego indywidualnego stylu życia, pozornie wyzwolonego z zewnętrznych uwarunkowań i zależnego wyłącznie od wyborów danej jednostki. Beyoncé osiągnęła sukces tylko dzięki swojej ciężkiej pracy – dobre szkoły i bogaci rodzice nie odegrali w tym procesie żadnej znaczącej roli. A skoro jej się udało, to dlaczego ja nie dam rady? Przecież ona sama wciąż powtarza, że każda z nas ma szansę, że wszystko jesteśmy równie silne! Wystarczy tylko chcieć!

W tym sensie, gwiazdy pokroju Beyoncé rzeczywiście mogą stanowić dziś ikony feminizmu, lecz właśnie tego feminizmu utowarowionego. Dzięki mediom społecznościowym, wylewnym wywiadom oraz starannie konstruowanym kampaniom marketingowym, ich życiorysy wydają nam się coraz bliższe, osiągalne. Traktujemy ich wizerunki publiczne nie jako konstrukty rynku, tylko jako wzorce do naśladowania. Wystarczy spojrzeć, z jaką łatwością wcielają się a to w opiekuńcze matki, a to we władcze kobiety sukcesu, a to w wyzwolone seksualnie imprezowiczki, a to w walczące aktywistki. Trudno im nie zazdrościć tej perfekcyjności. Trudno nie marzyć, że i my ją osiągniemy. Trudno nie dać im się porwać. Słuchając piosenek Beyoncé, naprawdę chce się wierzyć, choć na chwilę, że „to dziewczyny rządzą światem!”.

Szkoda, że to nieprawda.

banner 672x200
Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa