Wenecja: Koncert jako wystawa

W polskim pawilonie na tegorocznym Biennale Sztuki w Wenecji ustawiono dwa potężne dzwony zawieszone na metalowych stojakach, a tle - ściany z imponujących głośników. Cisza. Do czasu. Trzeba poczekać, aż dzwony zostaną wprawione w ruch. […]


W polskim pawilonie na tegorocznym Biennale Sztuki w Wenecji ustawiono dwa potężne dzwony zawieszone na metalowych stojakach, a tle – ściany z imponujących głośników. Cisza. Do czasu. Trzeba poczekać, aż dzwony zostaną wprawione w ruch.

Ich rozkołysanie trwa dość długo. Poruszają się rytmicznie, ale ich serca jak gdyby nie chciały lub nie mogły wydać tonu. Pozostają głuche. Wreszcie pierwszy dźwięk. Pojedyncze, potem coraz liczniejsze uderzenia. Szerokopasmowe głośniki przejmują falę, zniekształcają, zmieniają w dron, długi, stały dźwięk stanowiący podstawę harmoniczną utworu. Przestajemy rozpoznawać pojedyncze uderzenia, pozostała jedynie silna, ogłuszająca fala dźwiękowa, która wprawia w drżenie cały budynek. Słyszymy nie tylko uchem – odczuwamy muzykę całym ciałem. Pod koniec spektaklu wraca dźwięk samych dzwonów, niczym odbicie czy powidok w obrazie. Nie bardzo wiadomo, czy to dzwony, czy tylko ich zapisany dźwięk. Po chwili ponownie zalega cisza.

09_Konrad Smoleński (500x333)
Konrad Smoleński, Everything Was Forever, Until It Was No More (polski pawilon), 2013, fot. Piotr Kosiewski

Konrad Smoleński w „Everything Was Forever, Until It Was No More” zaproponował wystawę w postaci koncertu. Dzwony wykonano tradycyjną techniką (o której szczegółach wiele opowiadano), głośniki, ich układ w pomieszczeniu mają wprawadzie znaczenie, ale stanowią niemą część tego dzieła. W samym pawilonie panuje symetria: dzwonów, ścian zbudowanych z głośników…. Dopiero przyglądając się uważnie, można zauważyć różnice. W wielkości dzwonów: jeden z nich, większy, waży 420 kg i wydaje dźwięk H, drugi, mniejszy, o wadze 380 kg, wydaje dźwięk B. Różnią się też ściany stworzone z głośników. Okazuje się, że klasyczny ład to jedynie pozór. Jedna z wielu pułapek zastawionych tu na widza.

Artysta od dawna podejmuje grę z muzyką. Tworzył instalacje, w których istotną rolę odgrywa dźwięk lub pojawiają się, czasami zniszczone, instrumenty (jak „Drum Kit” z 2009 roku – ze spaloną perkusją). Współtworzył zespoły muzyczne: Mama, Kristen, KOT, Sixa czy BNNT (ten ostatni to rodzaj muzycznej partyzantki, realizowany w duecie z perkusistą Danielem Szwedem). Stałym motywem jego działań jest także przekształcenie, „zniszczenie” tradycyjnie rozumianego utworu muzycznego, doprowadzenie go do ekstremum. Jak podkreśla sam artysta – mówiąc o działaniu w polskim pawilonie – sprowadzenie do „dźwięków ostatecznych”.

Do tej pory artysta penetrował przede wszystkim obszar muzyki rockowej i jej eksperymentalnych regionów. Tymczasem w Wenecji dokonuje zestawienia dwóch różnych porządków, z kultury masowej, pozbawionych symboliki – jak jest to podkreślane – głośników z dzwonami i ich głęboko osadzonymi – kulturowo i religijnie – znaczeniami. Oczywiście, można byłoby dodać, że same głośniki nie są tak całkowicie „wyprane” ze znaczeń. Więcej, stanowią dziś jeden z ikonicznych elementów kultury masowej, a proces włączenia nowej techniki w obręb muzyki bardziej elitarnej (zwanej też tradycyjnie poważną) jest dobrze znany z poszukiwań związanych z muzyką konkretną i elektroniczną w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia (m.in. wokół kolońskiego studio WDR, twórczości Johna Cage’a, Luigiego Nono czy Karlheinza Stockhausena). Trzeba jednak przyznać, że w Wenecji udało się Smoleńskiemu zbudować dość zaskakujący kontrast.

Obecność dzwonów nadała „Everything Was Forever, Until It Was No More” także – trudną i niektórych zapewne drażniącą – monumentalność. Nie sposób całkowicie zapomnieć o całym zespole skojarzeń sakralnych, ale też świeckich (dzwony zapowiadające ważne, podniosłe wydarzenia, dzwony bijące na trwogę…). Trudno pominąć ich dźwięk, wciąż obecny w europejskich miastach, a nawet chwilami docierający do polskiego pawilonu z pobliskich kościołów i wchodzący w interakcję z pracą Smoleńskiego. Podobnie jak ich przedstawień w sztuce dawnej – choćby tych z wirtuozerią namalowanych przez Giambattistę Tiepolo na sklepieniu weneckiego kościoła Santa Maria degli Scalzi.

W „Everything Was Forever, Until It Was No More” wielowiekowa tradycja zastaje podważona. Działanie jest próbą „wyczyszczenia” dźwięku z mocnych kulturowych odniesień, sprowadzenie go wyłącznie do abstrakcyjnej formy. Ten proces dotyczy zresztą nie tylko dźwięku i instrumentów, z których jest on wydobywany. Tytuł wystawy został zapożyczony z tytułu wydanej przez Princeton University Press w 2006 roku książki osiadłego w Stanach Zjednoczonych badacza Alexeia Yurchaka Everything Was Forever, Until It Was No More. Opisuje ona paradoksy radzieckiego życia w okresie „późnego socjalizmu” (od lat 60. do 80.) oczami ostatniego pokolenia dorastającego w ZSRR. Książka neguje dychotomiczne podziały na to, co „oficjalne” i „niezależne” czy „prywatne”, a jednocześnie wymusza pytanie o dziedzictwo tego czasu i o jego wpływ na procesy transformacyjne w ostatnich dwóch dekadach.

Użycie tytułu książki Yurchaka nadaje pracy Smoleńskiego silny i aktualny kontekst. Tylko że natychmiast jest on przez artystę negowany. Frapująca jest chociażby jego reakcja na przetłumaczenie przez Daniela Muzyczyka – podczas rozmowy dla „Notesu”. tytułu wystawy na język polski. „Wszystko było na zawsze…” mówi kurator wystawy. „Ależ przecież mieliśmy tego nie tłumaczyć. Umawialiśmy się!” – protestuje Smoleński („Notes” nr 84). To jest kwestia muzyki: brzmienia, rytmu tych słów – dodaje. Wszystko, co prowadzi do umiejscowienia dzieła w konkretnym czasie i przestrzeni, zostaje odrzucone.

Pozostaje tylko rytm, czysty dźwięk. „Komunikowanie się za pomocą sztuki jest dla mnie sposobem na to, by kompletnie zmieniać ów język, samemu go nie rozumieć i skomunikować się na płaszczyźnie takiej, która nie jest dostępna w żaden inny sposób” – tłumaczy w tym samym wywiadzie Smoleński. Jednak, by powiódł się proces wyjałowienia czy oczyszczenia znaczeń, musi istnieć ów pierwotny kontekst. Nie sposób zatem uciec od sakralnego znaczenia bicia dzwonów, ani od rzeczywistości opisywanej w książce Everything Was Forever… Tylko one pozwalają na zbudowanie napięcia. Ucieczka – paradoksalnie – staje się niemożliwa (albo pozorna).

***

W Wenecji można znaleźć wiele przykładów odwołujących się do tej książki, by wymienić tylko instalacje Anriego Sali w pawilonie francuskim czy wystawę „Noise” z pracami m.in. Carstena Nicolai i Roberto Pugliese zorganizowaną w stulecie publikacji słynnego „L’Arte dei Rumori” Luigiego Russolo (Ex Magazzini di San Cassian)

 

Konrad Smoleński, Everything Was Forever, Until It Was No More, 55 Biennale Sztuki w Wenecji, polski pawilon, 01.06-24.11.2013, kuratorzy: Agnieszka Pindera i Daniel Muzyczuk

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa