WENCEL: Trzy sztandary francuskiej lewicy

Po zwycięstwie Benoîta Hamona w prawyborach Partii Socjalistycznej francuskie wybory prezydenckie zaczynają nabierać kształtu. I bardzo trudno przewidzieć wynik kwietniowego głosowania.


Zwycięstwo Benoîta Hamona nad Manuelem Vallsem w prawyborach francuskich socjalistów to nie tylko kolejny dowód na to, że demoliberalna równowaga staje się historią właściwie już w całej Europie, ale również, że po pełnym politycznych wstrząsów roku 2016 napięcie może już tylko rosnąć. Gwałtowna reorganizacja dotyka już systemy polityczne nawet w najbardziej zinstytucjonalizowanych i uporządkowanych demokracjach Starego Kontynentu, a Francja i Niemcy są być może ostatnimi z nich, które dopiero czeka wyborcza weryfikacja. O ile jednak trudno wyobrazić sobie powyborczy scenariusz, który uwzględniałby wejście do rządu Alternatywy dla Niemiec, tak szanse na zwycięstwo kandydatki Frontu Narodowego Marine Le Pen niecałe trzy miesiące przed pierwszą turą głosowania pozostają bardzo wysokie.

Przeciwko córce Jeana-Marie Le Pena, z pewnością najważniejszej postaci dwudziestowiecznego francuskiego nacjonalizmu, któremu w 2002 roku udało się wejść do drugiej tury wraz późniejszym zwycięzcą wyborów prezydenckich Jacquesem Chiraciem, opowiada się właściwie cały establishment polityczny, od prawa do lewa. Paradoksalnie, pozostaje on podzielony jak nigdy dotąd. Największe szanse na zmierzenie się z prowadzącą w sondażach Le Pen w drugiej turze mają kandydat prawicy i były premier François Fillon, były minister ekonomii i przemysłu, choć startujący niezależnie Emmanuel Macron oraz, przynajmniej potencjalnie, kandydat Partii Socjalistycznej. Tego ostatniego wyłoniły dopiero niedzielne prawybory – urzędujący prezydent François Hollande po wyjątkowo nieudanej, zarówno politycznie jak i wizerunkowo, prezydenturze zdecydował, że w kwietniowych wyborach nie wystartuje. Wygrał je Benoît Hamon, czterdziestodziewięcioletni były minister edukacji reprezentujący “młode”, progresywne skrzydło partii.


Nowy numer Res Publiki Nowej „Jak być razem?”, o potrzebie odbudowy wspólnoty w Polsce i w Europie, jest już dostępny w naszej internetowej księgarni.


Hamon to bez wątpienia kandydat, który ma szansę przesunąć Partię Socjalistyczną na lewo i to przy pomocy zbioru propozycji gromadzącego być może najbardziej „atrakcyjne” dziś dla wielkomiejskiej, wykształconej lewicy pomysły – jak wprowadzenie dochodu gwarantowanego, legalizacja marihuany czy opodatkowanie robotyzacji miejsc pracy. Daleko mu do tradycji francuskiej twardej tożsamościowo lewicy, ale daleko również do konwencjonalności ugodowej, „salonowej” socjaldemokracji. Nie jest tak czytelnie antyestablishmentowym kandydatem jak otwarcie antyunijny Jean-Luc Mélenchon, trudno nazwać go też partyjnym outsiderem – przez lata był europosłem, a do niedawna ministrem w rządzie bliższego centrum Manuela Vallsa, swojego głównego konkurenta w prawyborach Socjalistów. Choć sam twierdzi, że inspiruje go Bernie Sanders – jak słusznie zauważa Pauline Bock z New Statesman – trudno go nazwać francuskim Jeremym Corbynem.

Hamon może wpaść w dość specyficzną i śmiercionośną nie tylko dla niego, ale też dla całej francuskiej centrolewicy pułapkę. Jest po prostu zbyt lewicowy dla centrystów i zbyt mało antyestablishmentowy, żeby zmobilizować swoich wyborców i “podkraść” elektorat Mélenchona, Macrona czy nawet Le Pen (podobnie jak Donald Trump, kandydatka Frontu Narodowego z powodzenie gospodaruje niekoniecznie prawicowych wyborców zawiedzionych globalizacją i neoliberalizmem). Kandydatura Hamona wydaje się zwiększać szanse przede wszystkim Macrona, który coraz skuteczniej rozgrywa antysystemowe nastroje. Co ciekawe robi to w ramach mocno centrowej i proeuropejskiej kampanii, choć decydujące wydaje się tu raczej to, że nie stoi za nim żadna duża partia. Jeśli dorzucić do tego spore problemy wizerunkowe konserwatywnego Fillona (francuskie gazety piszą o wypłacaniu żonie publicznych za rzekomo fikcyjną pracę jako asystentka), to mamy sytuację, gdzie właściwie każdy z najważniejszych kandydatów ma szansę na wejście do drugiej tury

Hamonowi, pomimo tego, że jest politykiem ciekawym i niepozbawionym atrakcyjnych wizerunkowych aspektów, trudno będzie jednak przegonić Macrona. W ostatnim sondażu, uwzględniającym już wybranego w niedzielnych prawyborach kandydata, podkrada on raczej część wyborców Jeanowi-Lucowi Mélenchonowi (10%) i przy 15% poparcia sporo traci do cieszącego się 21% poparciem Macrona. Górę stawki zamykają kolejno François Fillon (22%) i Marine Le Pen (25%). Nietrudno zauważyć, gdyby zgromadzić całą centrolewicę pod szyldem jednego kandydata miałaby ona szansę, przy odrobinie szczęścia, nawet na zwycięstwo w pierwszej rundzie. Przy obecnym rozbiciu najprawdopodobniejszym scenariuszem wydaje się potyczka Fillona i Le Pen. Pojedynek “starej” prawicy z “nową” – konserwatywnego, wolnorynkowego establishmentowca z centrową obyczajowo, antysystemową nacjonalistką – chyba jak nic innego ilustruje sytuację Europy w 2017 roku.

I choć ten sam sondaż pokazuje, że również w niemal każdej konfiguracji radykalna prawica dogrywce przegrywa, to stopień niepewności pozostaje tak wysoki, że trudno podchodzić do tych szacunków ze spokojem. Szczególnie po szokującym rozstrzygnięciu wyborów w Stanach Zjednoczonych, które każą powątpiewać we wszelkie racjonalne sposoby przewidywania nastrojów społecznych. W jakiś sposób cały ten chaos pozostaje chyba też najlepszym wyrazem targających Europą paradoksów i sprzeczności – i chyba też zadecyduje, jak będzie wyglądało ich ostateczne polityczne przepracowanie.

Źródło ilustracji: Wikimedia Commons

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa