Walka z terroryzmem a wolność słowa

Poparcie społeczne dla zwalczania grup ekstremistycznych w internecie wykorzystują oportunistyczni, autorytarni politycy dla ograniczenia swobód zwykłych obywateli, nastawionych krytycznie wobec ich przekazu.


Jak radzić sobie z propagandą terrorystyczną w mediach społecznościowych oraz finansowaniem działalności terrorystycznej? Jak zdefiniować terroryzm? Istnieje wiele definicji na poziomie krajowym i regionalnym, ale nie ma powszechnie akceptowanej specyfikacji prawnej, więc nad tą kwestią debatują również naukowcy.

Dodatkowym wyzwaniem jest uwzględnienie wszystkich działań towarzyszących. Po oskarżeniach o udział Rosji w ataku na czeski skład amunicji w 2014 roku, rząd i opozycja w Pradze mówiły o „terroryzmie państwowym” i „ataku Rosji na suwerenne państwo”. Choć ta ostatnia uwaga z pewnością brzmi prawdziwie, jeśli zostanie potwierdzona, to szczegóły eksplozji niekoniecznie mieszczą się w definicji terroryzmu, ponieważ wskazują raczej na atak sabotażowy w wojskowym stylu.

Powyższa definicja przydaje się jednak do analizy sytuacji w Grupie Wyszehradzkiej, ponieważ wskazuje na terroryzm jako taktykę stosowaną w ramach większego programu ideologicznego lub geopolitycznego. Jednak sprawia ona również, że stosowanie tego terminu jest problematyczne, ponieważ terroryzm jest pojęciem często nadużywanym przez polityków dla własnych celów politycznych.

Finansowanie online

W ostatnich dziesięcioleciach państwa Grupy Wyszehradzkiej nie były głównymi celami poważnych ataków terrorystycznych, chociaż po zamachu w Wiedniu w 2020 roku poziom zagrożenia terrorystycznego dla Grupy utrzymuje się na „średnim” poziomie. Położenie geograficzne państw V4, na styku Europy Zachodniej z Bałkanami sprawia jednak, że region ten jest dogodnym miejscem tranzytu i współpracy między terrorystami.

Finansowanie terroryzmu jest poważnym problemem dla instytucji krajowych i międzynarodowych, zwłaszcza że transfery pieniężne są coraz łatwiejsze z technologicznego punktu widzenia.

Ostatnie sprawozdanie GLOBSEC-u pokazuje, że rośnie świadomość ryzyka związanego z finansowaniem terroryzmu. Państwa Grupy Wyszehradzkiej mają podobne podejście do przeciwdziałania jego finansowania, czy prania pieniędzy. Nowe wyzwania – takie jak wykorzystanie kryptowalut – tworzą potrzebę wspólnych ram i wysiłków na rzecz identyfikacji transferu środków w celu finansowania terroryzmu.
Problemem nie jest technologia jako taka, ale sposób śledzenia płatności dokonywanych w celu wspierania działalności terrorystycznej. W rzeczywistości przejrzystość w dużym stopniu zależy od wspólnych wysiłków instytucji krajowych. Przeglądanie podejrzanych transakcji wymaga od Grupy Wyszehradzkiej większej współpracy z krajami UE i spoza UE w celu zwalczania finansowania terroryzmu. Chociaż przejrzystość jest niewystarczająca i istnieje ryzyko wykorzystywania organizacji non-profit do finansowania terroryzmu, nadal pozostaje problematyczne, jak i kto definiuje terroryzm i działania wspierające.

Język użyteczny politycznie

Politycy w regionie mogą rozciągać definicję terroryzmu w odniesieniu do propagandy terrorystycznej w mediach społecznościowych. Z ostatniego raportu GLOBSEC-u wynika, że 55 proc. respondentów w Europie Środkowo-Wschodniej zgadza się ze stwierdzeniem, że media społecznościowe powinny być ściślej regulowane.

W rzeczywistości moderowanie treści i ograniczanie rozprzestrzeniania się propagandy terrorystycznej w internecie stało się kwestią bezpieczeństwa narodowego i regionalnego. Grupy broniące praw obywatelskich ostrzegają jednak, że autorytarne rządy w Europie mogą próbować wykorzystać sposób definiowania treści terrorystycznych do atakowania krytyków z innych części regionu.

UE próbuje obecnie regulować media społecznościowe, jednak narrację tę wykorzystują również nieliberalne rządy. Może to jeszcze bardziej zaszkodzić wolności słowa w państwach Grupy Wyszehradzkiej. W grudniu 2020 roku Komisja Europejska opublikowała projekt ustawy o usługach cyfrowych (DSA). Niestety, pomimo wprowadzenia kilku obiecujących nowych elementów, takich jak wymogi przejrzystości i audytu, projekt potencjalnie nie spełnia swojego głównego celu, jakim jest zbudowanie bezpieczniejszego i lepszego internetu dla wszystkich obywateli UE. Wiemy już, że szkodliwe skutki działania wielu mediów społecznościowych i platform wymiany wideo, szczególnie w postaci mowy nienawiści i nielegalnych (terrorystycznych) treści, mają charakter systemowy i nie mogą być łatwo regulowane bez udziału instytucji krajowych i międzynarodowych.

DSA naciska na państwa członkowskie UE, by przyjęły rozporządzenie w sprawie usuwania treści terrorystycznych z internetu. Z jednej strony, zobowiąże ono platformy internetowe w państwach członkowskich do usuwania ich w ciągu godziny. Z drugiej, propozycja daje krajom UE prawo do nakładania sankcji za nieprzestrzeganie przepisów.

Nieliberalny rebranding

Społeczne i polityczne pragnienie większej kontroli nad mediami społecznościowymi w zakresie treści ekstremistycznych i propagandy ideologicznej jest następstwem roku wzmożonej aktywności w sieci spowodowanej pandemią, która spotęgowała obawy przed radykalizacją zarówno skrajnie prawicowych, jak i islamskich środowisk. Debatę na temat moderowania treści przez media społecznościowe w zakresie szerzenia przemocy dodatkowo podsycił atak na Kapitol w Stanach Zjednoczonych (6 stycznia br.) oraz reakcja głównych firm z sektora mediów społecznościowych, które zawiesiły profil Donalda Trumpa.

W odpowiedzi, Polska i Węgry ogłosiły się strażnikami „wolności słowa”, mimo że przez lata systematycznie rozprawiały się z własnymi mediami i grupami broniącymi praw obywatelskich. Budapeszt i Warszawa wpadły na pomysł uruchomienia własnych mediów społecznościowych, aby przeciwstawić się „cenzurze” ze strony globalnych firm technologicznych. W styczniu polski konserwatywno-nacjonalistyczny rząd zaproponował, by firmy z branży mediów społecznościowych były karane grzywnami za usuwanie postów, które nie łamią polskiego prawa. Albicla – reklamowana jako antycenzorski serwis społecznościowy w Polsce – jest również postrzegana jako prorządowa wersja Facebooka. Platforma, popierana przez wysoko postawionych polityków PiS, ma powiązania z prorządowymi wydawnictwami, takimi jak „Gazeta Polska”, która w 2019 roku rozdawała wraz z pismem naklejki „Strefa wolna od LGBT”.

Podobnie węgierski prawicowy serwis Hundub jest promowany jako zapewniająca wolność słowa alternatywa dla mainstreamowych platform. Jego deklarowanym celem jest bycie otwartą przestrzenią dla wszystkich osób węgierskojęzycznych z Węgier, ale także z sąsiedniej Rumunii, Serbii, Słowacji i Chorwacji utraconych po I wojnie światowej i jest punktem odniesienia dla węgierskiej skrajnej prawicy.

Walka z treściami ekstremistycznymi w mediach społecznościowych jest szczególnie delikatnym tematem w kontekście wolności słowa. Co więcej, tworzenie przyjaznych prawicy platform w Grupie Wyszehradzkiej rodzi pytania o „szare strefy” w moderowaniu treści.

W rzeczywistości użytkownicy i grupy ekstremistyczne tworzą różne treści, a niektóre z nich nie zawierają żadnych odniesień do przemocy ani nie nawołują do nienawiści.
Pytanie brzmi, gdzie należy wyznaczyć granicę między treściami, które są zdefiniowane jako ekstremistyczne lub terrorystyczne, a tymi, które nie są. I kto tworzy definicję?

Korelacja między suwerennością informacyjną a sposobem definiowania „wolności słowa” jest ważnym tematem dyskusji dotyczącej oceny działalności terrorystycznej w internecie. Autorytarne lub nieliberalne reżimy w Europie różnie definiują i wypowiadają się na temat wolnych mediów, dlatego też inaczej rozumieją, co jest „niebezpieczne” lub „problematyczne” i powinno zostać usunięte z mediów społecznościowych. Współpraca może być skuteczna tylko wtedy, gdy państwa Grupy Wyszehradzkiej będą stosować wspólne definicje w celu poprawy swojego podejścia do zwalczania terroryzmu.

Fot. Markus Spiske / Unsplash.

Artykuł ukazał się w języku angielskim w „Visegrad Insight” i jest częścią projektu #DemocraCE.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa