W Polsce bez zmian

Obraz Polaków w trzech aktach.


W 1902 roku Teodor Tomasz Jeż napisał reportaż ze swojej podróży po USA Opowiadanie z wędrówki po koloniach polskich w Ameryce Północnej. Udało mu się spotkać z ówczesnym prezydentem USA Williamem McKinleyem, z którym rozmawiał o tym, jakie są problemy z integracją polskich migrantów w USA. Okazało się, że jedną z trudniejszych do zaakceptowania dla Polaków kwestii była gwarancja ochrony kobiet przed przemocą ze strony własnych mężów: „Doświadczenie – niekiedy gorzkie – naucza ich (polskich mężczyzn – przyp. aut.), że wolność w Ameryce jest we względzie tym niewolą. Mąż nie tylko nie ma prawa podnieść ręki na, ale żona do odpowiedzialności pociągnąć go może nie tylko za bicie, ale nawet za stosowanie w stosunku do niej wyrazów obelżywych” –pisał Jeż. Już wtedy był to szok kulturowy i zamach na, zgodną z prawem naturalnym, dominację mężczyzny nad kobietą.

*

Przeszło sto lat później jednym z największych problemów w integracji Polaków w Norwegii jest fakt, że nie wolno bić dzieci. W Polsce z oburzeniem przyjmuje się kolejne doniesienia o odbieraniu przez władze dzieci z polskich rodzin. A przecież „klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził”! W Biblii można przeczytać: „Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć” (Mądrość Syracha 30:1). Takie działanie władz norweskich to wręcz zamach na wolność wyznania! O wynarodowianiu i braku poszanowania dla polskiej kultury nawet nie wspomnę.

*

Ośmioletni Kamil z Częstochowy nie żyje. Zmarł po długotrwałych torturach i niewyobrażalnym cierpieniu. Po latach bicia i poniewierania. Mimo to, że na szkolnych zdjęciach widać jego obrażenia – sprawą nikt się nie zainteresował. Premier opowiada się za wprowadzeniem kary śmierci. Nie bardzo wiem, jak ma to pomóc krzywdzonym dzieciom… W Polsce system ich ochrony przed przemocą nie istnieje i nie jest to przypadek. Nie ma go, ponieważ tak naprawdę go nie chcemy. Bo władza rodzicielska i prawo decydowania mają być nadrzędne i żaden urząd nie powinien się wtrącać w sprawy rodziny. Jeszcze nie daj bóg, państwo odbierze jakieś dziecko rodzicom, którzy je biją. Ktoś powie – takie przypadki jak ten Kamila to absolutne ekstremum. I będzie miał rację. Tyle, że za tym ekstremum wciąż stoi „norma” klapsów, policzków, wyzwisk. I ta norma nam nie przeszkadza. Dobra księga głosi: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci” (Księga Przysłów 13:24).

Fot. Nadine Shaabana / Unsplash.

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa