W Bośni bez zmian

Pomimo napięć etnicznych i prowokacji, Bośnia jest stabilniejsza niż mogłoby się wydawać.


Układ w Dayton, który w 1995 r. zapewnił pokój w Bośni, wydaje się przestarzały i sprzeczny z aspiracjami trzech społeczności etnicznych w kraju, ale okazał się niezbędny do utrzymywania stabilności od 28 lat.

Przez ostatnie dwie dekady byliśmy bombardowani ostrzeżeniami, że konflikt w Bośni ponownie wybuchnie z powodu napięć etnicznych i paraliżu systemu politycznego, który został narzucony przez Zachód po zakończeniu krwawych wojen w Jugosławii w 1995 r.

Ostatnio katastroficzne przepowiednie znowu zyskały na znaczeniu w obliczu rzekomych rosyjskich operacji hybrydowych, mających na celu podsycanie napięć etnicznych pomiędzy Serbami, Bośniakami i Chorwatami oraz wzmożonych wysiłków Milorada Dodika, przywódcy Republiki Serbskiej, do oderwania serbskiej części od Bośni i Hercegowiny. Słabą, podzieloną Bośnię, toczoną korupcją i historycznymi urazami, trudno postrzegać jako dobrze funkcjonujące państwo.

„Wymuszony twór” czy trwała rzeczywistość?

A jednak, Bośnia okazuje się zaskakująco trwała pomimo sporadycznych napięć etnicznych. Istnieje dłużej niż Republika Weimarska, IV Republika Francuska, bądź przedwojenne Państwo Polskie. Jest to niezwykłe, biorąc pod uwagę, że jak wykazują badania, większość Serbów i Chorwatów mieszkających w Bośni – stanowiących około 50 proc. populacji – uważa ten kraj za sztuczny twór i nie czuje wobec niego lojalności.

Ta lojalność była wątpliwa od samego początku, kiedy wojenni liderzy – Slobodan Milošević z Serbii, Franjo Tuđman z Chorwacji i Alija Izetbegović z Bośni – zostali zmuszeni przez Zachód do podpisania układu pokojowego kończącego potworną wojnę i zaakceptowania planu wieloetnicznej Bośni w ramach tzw. ugody w Dayton. Wielu spodziewało się, że porozumienie będzie rozwiązaniem tymczasowym, które rozpadnie się pod wpływem własnej złożoności i wrogości między trzema grupami etnicznymi. Inni mówili, że z czasem rany się zagoją i Bośnia przekształci się w dobrze funkcjonujące wieloetniczne państwo. Żaden scenariusz się nie zmaterializował, a „tymczasowy rozejm” stał się trwałą rzeczywistością.

Nowe spojrzenie

Serbowie w Bośni byli bardzo krytyczni wobec ugody w Dayton w 1995 r. i oskarżyli Miloševicia o zdradę. Postrzegali utratę terytorium jako ostateczną klęskę. Obecnie najgłośniej opowiadają się za obroną ugody i utrzymania praw, jakie dała im autonomiczna jednostka – Republika Serbska, która obejmuje 49 proc. terytorium Bośni.

Jednocześnie nadal stanowczo sprzeciwiają się niemal dyktatorskiej władzy Zachodu nad Bośnią za pośrednictwem urzędu Wysokiego Przedstawiciela, któremu społeczność międzynarodowa powierzyła przestrzeganie powojennych ustaleń. Wysoki przedstawiciel, mianowany przez Unię Europejską, ma uprawnienia do stanowienia prawa i uchylania decyzji podjętych przez części składowe Bośni. (Republiki Serbskiej I Federacji Bośni i Hercegowiny).

Z drugiej strony w Federacji, Bośniacy uznali Dayton w 1995 r. za częściowe zwycięstwo. Teraz, bośniackie nacjonalistyczne elity postrzegają Federację jako przeszkodę do utworzenia scentralizowanego i jednolitego państwa narodowego. Jednocześnie opowiadają się za istnieniem Wysokiego Przedstawiciela jako potężnego elementu zdolnego do zapanowania nad Republiką Serbską.

Chorwaci, którzy również zamieszkują Bośnię i Hercegowinę obecnie najaktywniej dyskutują o zmianie statusu quo.

W ramach ugody w Dayton Serbowie mają Republikę Serbską, podczas gdy Chorwaci i Bośniacy mają wspólny podmiot – Federację Bośni i Hercegowiny. Podmiot ten dzieli się na dziesięć kantonów. Takie rozwiązanie miało na celu zapewnienie politycznej reprezentacji w Federacji zarówno Chorwatów, jak i Bośniaków. Jednak Chorwaci nie mają możliwości wybierania własnego kandydata na zbiorową prezydencję Bośni i Hercegowiny. Domagają się więc zmian w ordynacji wyborczej i sprawiedliwszej reprezentacji zarówno w swoim podmiocie, jak i pozostałych instytucjach federalnych. Będąc w konflikcie z Bośniakami, Chorwaci od lat współpracują z Serbami w neutralizowaniu Sarajewa. To paradoksalny obrót spraw, biorąc pod uwagę, że Serbia i Chorwacja, sąsiedzi Bośni i gwaranci ugody z Dayton, mają bardzo złe stosunki (wiele antagonizmów na tle historycznym i kulturowym).

W tym chaosie jest logika

Ugodę w Dayton krytykują wszystkie trzy społeczności, ale żadna z nich, nawet Serbowie, nie jest dostatecznie silna, aby wywrócić całą konstrukcję. Bośnia istnieje w dużej mierze dzięki statusowi quo z 1995 r., gdzie żadna grupa etniczna nie jest w stanie zapanować nad pozostałymi dwiema.

Sensacje medialne wokół radykalnej retoryki Milorada Dodika – jako preludium do powstania zbrojnego, często ignorują rzeczywistość – silną obecność Zachodu w regionie. NATO zachowuje dowództwo wojskowe w Sarajewie, a potężna baza Camp Bondsteel zapewnia amerykańską obecność wojskową. Jednocześnie ani Serbowie, ani Bośniacy nie dysponują regularną armią zdolną do prowadzenia wojny.

Jeśli chodzi o akcesję do Unii Europejskiej, sprawa pozostaje drugorzędna. Bośnia i Hercegowina uzyskała status kraju kandydującego w grudniu 2022 r., choć czekała na to 20 lat. Pogrążana w wojnie Ukraina uzyskała ją szybciej niż Bośnia. To wiele mówi o zaniedbaniu spraw bośniackich w instytucjach europejskich. Bruksela nie przyznała Bośni statusu kandydata m.in. ze względu na jej problematyczne kwestie konstytucyjne, natomiast wcześniej przyznała go Mołdawii, która na swoim terytorium ma secesyjną republikę – Naddniestrze, w której stacjonuje armia rosyjska. Akcesja pozostaje mglistą wizją.

W tym chaosie jest jednak logika. Charakter tej nieoczekiwanej stabilności w burzliwym klimacie politycznym w Bośni i Hercegowinie ma znaczenie. Pokazuje, że wewnętrzne i zewnętrzne naciski utrzymują w równowadze solidne i wyjątkowo problematyczne ramy konstytucyjne.

Innymi słowy, żaden z trzech konstytutywnych narodów w Bośni nie jest w pełni zadowolony ze stanu rzeczy, który wszyscy często określają jako „bałagan”. Ale to właśnie ten bałagan chroni Bośnię przed ponownym konfliktem i eskalacją napięć.

Ten paradoks pozwala spojrzeć na problemy instytucjonalne z zupełnie innej perspektywy. O Bałkanach często mówi się, że potrzebują nowego „rozwiązania”. Bośnia i Hercegowina to doskonały przykład kraju, w którym brak rozwiązania któregokolwiek z wielu problemów sprawił, że puszka Pandory pozostaje zamknięta.

Nieefektywna i wysoce zbiurokratyzowana niestabilność w rzeczywistości przewrotnie przyczynia się do długoterminowej stabilności. Chociaż spekulacje, że w Bośni może wybuchnąć nowy konflikt, są być może zbyt alarmujące, nie należy lekceważyć siły głęboko zakorzenionych antagonizmów. Chodzi jednak o to, aby usilne poszukiwanie rozwiązań nie przysporzyło jeszcze więcej problemów.

Duch Dayton już dawno przeżył swoje czasy. Nikt nie wierzył, że ramy, których współautorem i propagatorem był Slobodan Milošević, utrzymają istnienie Bośni i Hercegowiny przez ponad ćwierć wieku. Ugoda w Dayton, która miała być rozwiązaniem tymczasowym, jest daleka od doskonałości, ale wydaje się działać dzięki niezwykłej prostocie swego podstawowego paradygmatu.

Z trzech stron Bośni, nikt nie powinien stracić wszystkiego i nikt nie powinien dostać wszystkiego. Każdy z trzech narodów czegoś się wyrzekł, ale każdy coś zyskał. Utrzymanie tej zasady przy życiu to możliwie jedyny sposób na poczynienie postępów w odniesieniu do Bośni i być może innych kwestii w regionie.

Jan Farfał – stypendysta programu Marcina Król 2022/2023 w „Visegrad Insight”. Doktorant w Oxford School of Global and Area Studies. Bada, w jaki sposób emigracyjne czasopisma zwracały się do swoich społeczeństw za żelazną kurtyną. Jest pracownikiem naukowym w projekcie „Europa w zmieniającym się świecie”, prowadzonym przez prof. Timothy’ego Gartona Asha i prof. Paula Bettsa w Centrum Studiów Europejskich na Uniwersytecie w Oksfordzie.

Artykuł powstał w ramach programu współpracy głównych tytułów prasowych w Europie Środkowej prowadzonego przez Visegrad Insight przy Fundacji Res Publica. W języku angielskim ukazał się na łamach Visegrad Insight.

Fot. Luke Vodell / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa