VELMET: Rozpalająca retoryka

W Estonii, podobnie jak w innych częściach Europy Wschodniej, oligarchowie zagrażają niezależności mediów, ale jak dotąd dziennikarze bronią się dzielnie


We wcześniejszych tekstach, które powstały w ramach projektu #DemocraCE, dotyczących Rumunii, Bułgarii czy Węgier pojawiły się sugestie, że chociaż w mediach narodowych i zagranicznych pojawia się dużo informacji będących wynikiem działań rosyjskich, to daleko w tych krajach do poważnego zagrożenia dla wolności słowa.

Od Rumunii po Węgry główne zagrożenie dla zdrowych, krytycznych mediów pochodzi od krajowych nadawców skłonnych ulegać woli coraz bardziej autorytarnych rządów, a także od wspieranych przez rząd oligarchów, kupujących prywatne stacje i tytuły.

Przeczytaj pozostałe teksty z numeru internetowego Tak umierają wolne media

To dotyczy również w Estonii. W 2018 r. wspólne śledztwo bałtyckich dziennikarzy śledczych i BuzzFeed ujawniło, w jaki sposób strona internetowa Baltnews przyjmowała zamówienia i pieniądze bezpośrednio od rosyjskich organizacji, w szczególności od Rossija Siegodnia. Witryna publikowała wiadomości na temat napięcia między USA i UE (np. konflikty o dług państwowy Grecji) oraz wiadomości na temat wojny we wschodniej Ukrainie.

Jednak dochodzenie pokazało wyraźne ograniczenia rosyjskich działań w sferze informacyjnej. Dziennikarze informowali, że menedżerowie witryny kupowali sztuczne wyświetlenia stron i komentarze z farm trolli, by zawyżać przed zleceniodawcami popularność ich działalności. Estońskie służby bezpieczeństwa twierdzą, że te strony służą również do fabrykowania opinii, które następnie można wykorzystać do scharakteryzowania lokalnych „nastrojów” Rosjan.

Wygląda na to, że rosyjskie kampanie dezinformacyjne nie wnikają tak głęboko w lokalny ekosystem medialny, jak sądzą ich fundatorzy. Może nie muszą. Ostatnio treści motywowane politycznie, polaryzujące i celowo wprowadzające w błąd, stały się głównym motorem estońskiego dziennikarstwa.

Zdrowy ekosystem zagrożony

Szczególnie niepokojące jest przejęcie największej estońskiej gazety „Postimees” przez biznesmena Margusa Linnamäe powiązanego ze wszystkimi trzema partiami rządzącymi. Raporty gazety są coraz bardziej upolitycznione. Coraz więcej pojawia się w nich treści związanych z populistyczną prawicą a dziennikarze znani z krytyki obecnego rządu, w tym skrajnie prawicowej Estońskiej Konserwatywnej Partii Ludowej (EKRE), opuścili gazetę, powołując się na presję ze strony redakcji, która miała wymusić złagodzenie ich opinii.

Numer Bitwa o suwerenność do kupienia wyłącznie w naszej księgarni internetowej.

Estonia nadal utrzymuje zdrowy ekosystem medialny. Jednak, jak informują inni autorzy piszący w ramach #DemocraCE, przejmowanie mediów publicznych przez rządzących jest trendem w całym regionie. W Rumunii i Bułgarii ten proceder trwał od długiego czas. W Rumunii publiczne instytucje medialne odegrały kluczową rolę w rozpowszechnianiu treści wprowadzających w błąd i podburzających przeciwników podczas referendum dotyczącego małżeństw w 2017 r. W Polsce rządząca partia skutecznie zmonopolizowała media publiczne, przekształcając je w ramię propagandowe.

Estońskie media publiczne w dużej mierze oparły się presji mającej ograniczyć krytykę rządu. Decyzja publicznego nadawcy ERR o odwołaniu jednego z liberalnych komentatorów na początku roku spotkała się z powszechnym potępieniem, także ze strony pozostałych dziennikarzy stacji.

W Estonii przez większość ostatniej dekady motywowana politycznie, podburzająca retoryka była w dużej mierze ograniczona do sekcji komentarzy głównych gazet i niewielkiej liczby skrajnie prawicowych stron internetowych związanych z skrajnie prawicową EKRE i fundamentalistyczną organizacją katolicką SAPTK (Fundacją na Rzecz Obrony Rodziny i Tradycji).

Ponadto Tallinn TV, kanał telewizyjny nadający w stolicy, był powszechnie postrzegany jako rzecznik Estońskiej Partii Centrum, rządzącej stołecznym samorządem. Ale propaganda TTV była w dużej mierze łagodna i raczej wzbudzała śmiech. W tym roku nowy burmistrz Tallina, Michaił Kõlvart z Partii Centrum, zamknął stację.

Numer internetowy Spór o transformację.

Ramię skrajnej prawicy w Internecie, Uued Uudised i Objektiiv, produkowało o wiele bardziej zapalne treści, rozpowszechniało stare informacje wprowadzające w błąd i wywołujące poczucie zagrożenia, korzystając z takich źródeł jak Breitbart, lub nadawało własne znaczenie wiadomościom pochodzącym z głównych serwisów internetowych. Zazwyczaj relacjonowali wiecy organizowanych przez organizacje pro-life z całego świata, straszyli uchodźcami i migrantami, ale komentowali także bieżące sprawy w Estonii.

Z czasem strony te stały się coraz bardziej wrogo nastawione do tych zjawisk, a ich przesłanie zostało wzmocnione przez polityków EKRE, którzy obecnie zasiadają w rządzie.

Siejący panikę stali się mainstreamem

Jednak ostatnie wydarzenia skłoniły dziennikarzy i komentatorów do zadania pytania, czy ten rodzaj agresywnych i wprowadzających w błąd inwektyw, które charakteryzują te marginalne strony internetowe, staje się teraz normą i trafia do głównego nurtu dziennikarstwa.

Debata została wznowiona, gdy Peeter Helme, redaktor naczelny największego dziennika w Estonii, „Postimees”, napisał artykuł Czy chcesz totalnej wojny?, używając frazy będącej cytatem z książki Josepha Goebbelsa. W artykule skrytykował protestujących przeciwko rządowi za życie w „równoległej rzeczywistości”, za „oddalanie się coraz bardziej od centrum”, za „ślepą furię” i „puste emocje”. Następnie argumentował, że skrajnie prawicowa EKRE „dostosowała się do polityki estońskiej” i przeniosła się do centrum.

Krytycy zwrócili uwagę, że te twierdzenia trudno było pogodzić z rzeczywistością: ministrowie EKRE, będących już prawie pół roku w rządzie, wciąż wzywają do „zniszczenia tej fałszywej demokracji”, grają antysemityzmem, próbują zastąpić prokuratora generalnego czy chcą zwolnić szefa policji. Tę listę można by było jeszcze ciągnąć.

Równie niepokojące jest nasilenie rozpalającej emocje retoryki. Nie jest czymś zwyczajnym, by redaktor naczelny ważnego dziennika w swojej opinii cytował Goebbelsa. Zapytany o wybór tytułu, Helme odpowiedział, że „coraz trudniej jest mówić o poważnych kwestiach i możemy to zrobić tylko za pomocą silnych symboli”. Ta odpowiedź wydaje się dość ironiczna, ponieważ na początku roku Helme zdyscyplinował dziennikarza Vilja Kiisler za użycie „zbyt bojowego” języka w artykule krytykującym EKRE.

Po drugie, gdy podnoszono zarzuty o błędach merytorycznych w artykule Helmego, redaktor odpowiadał na nie, że „opinie nie zawsze muszą być poparte badaniami, a tego typu artykuły to miejsca, w których dziennikarze mogą wypowiadać to, co czuje wewnątrz”.

Tak więc redaktor naczelny największego dziennika w Estonii uważa, że dziennikarze mogą pisać fałszywe lub wprowadzające w błąd twierdzenia, jeśli „mówią to, co czują ”, i widzi jako konieczne przywołanie nazistowskiej retoryki do „mówienia o poważnych sprawach”. Nic dziwnego, że komentarz i próba jego obrony wywołały oburzenie.

Ostatecznie, po wyrażeniu braku zaufania przez redakcję gazety, Helme został zmuszony do rezygnacji ze swojej funkcji. Pismo, w którym napisano o braku zaufania, wyciekło do prasy. Poruszono w nim obawy związane z „cenzurą lub autocenzurą” oraz presją, by nie pisać komentarzy i opinii krytykujących interesy biznesowe Linnamäe, a także sprzecznych z konserwatywną narracją. W szczególności Helme został oskarżony o próbę blokowania komentarzy popierających małżeństwa homoseksualne i krytykujących poparcie rządu dla reformy przemysłu farmaceutycznego, który jest obecnie zdominowany przez firmy Linnamäe.

Przyszłość „Postimees” wciąż jest niepewna. Czy nowy redaktor naczelny będzie bardziej niezależny, czy też Linnamäe, właściciel gazety, rozprawi się z wewnętrznym sprzeciwem? Tytuł ten traci pieniądze i pracowników. Jego przykład pokazuje, że gazeta może być albo szerokim namiotem, w którym mieści się dobre dziennikarstwo, albo konserwatywnym okrętem flagowym wspieranym przez przyjaznego oligarchę – ale nie może być jednym i drugim jednocześnie.

Artykuł powstał w ramach programu #DemocraCE i pierwotnie ukazał się po estońsku w czasopiśmie „Vikerkaar”.
Tłumaczneie z języka angielskiego redakcja

Aro Velmet – redaktor miesięcznika kulturalnego „Vikerkaar”. Nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Południowej Kaliforni i Universytecie Oxfordzkim.

Fot. Kalle via Flickr (CC BY-SA 2.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa