Ukraina. Osiołkowi w żłoby dano

Ukraina utrzymuje równorzędne stosunki handlowe z Rosją i Unią Europejską. Łącznie stanowią one około 2/3 ukraińskich obrotów handlowych. Dlatego umowa stowarzyszeniowa z UE stworzy podwaliny praworządności, zmieni gospodarkę, klimat inwestycyjny oraz zwiększy dynamikę ukraińskiej gospodarki. W […]


Ukraina utrzymuje równorzędne stosunki handlowe z Rosją i Unią Europejską. Łącznie stanowią one około 2/3 ukraińskich obrotów handlowych. Dlatego umowa stowarzyszeniowa z UE stworzy podwaliny praworządności, zmieni gospodarkę, klimat inwestycyjny oraz zwiększy dynamikę ukraińskiej gospodarki. W wymiarze geopolitycznym – oderwie Ukrainę od Moskwy za sprawą zmian w strukturze ukraińskiego handlu. Tylko czy do tego dojdzie?

W dniach 14–15 listopada na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej odbyła się konferencja podsumowująca relacje polsko-ukraińskie ostatnich dwudziestu lat. Trudno o lepszy moment na refleksję. Podczas debat, w sposób naturalny główne miejsce zajmowały perspektywy relacji dwustronnych w kontekście szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie 28–29 listopada. W Polsce dominuje opinia, że porozumienie między Unią Europejską a Ukrainą jest potrzebne. Co więcej, polscy publicyści, naukowcy i politycy przewidują podobne konsekwencje geopolityczne jej podpisania.

Dziwne, że gdy przed Ukrainą otwiera się tyle możliwości, prezydent tego kraju nie może podjąć tak w gruncie rzeczy błahej decyzji, jak ta o wypuszczeniu Julii Tymoszenko z więzienia w Charkowie. Umowa stowarzyszeniowa byłaby już dawno zawarta, gdyby nie kwestia uwięzienia byłej premier i rozwój tej historii z dramatyzmem dorównującym hollywoodzkim produkcjom. Na wspomnianej już konferencji w Lublinie przedstawiono wiele argumentów, lecz dwa z nich szczególnie ze sobą kontrastują, uwypuklając istotny dla ukraińskiej rzeczywistości dylemat umowy stowarzyszeniowej.

Do podpisania umowy nie dojdzie

Wśród ukraińskich uczestników dominowało przekonanie, że nie dojdzie do podpisania umowy, ponieważ Julia Tymoszenko nie zostanie wypuszczona, a dążeniem Janukowycza jest zarówno podpisanie umowy, jak i pozostawienie byłej premier w więzieniu. Byłoby to idealne rozwiązanie, które pozwoliłoby bowiem Janukowiczowi nie tylko umocnić swoją pozycję, lecz także zapewnić sobie reelekcję w 2015 roku. Jest jednak jedno ale: niektóre państwa Europy Zachodniej – Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Holandia i Finlandia, a także Parlament Europejski uzależniają podpisanie umowy od wypuszczenia byłej premier Ukrainy z więzienia. W tej sprawie zachodnioeuropejskie stolice nie będą skłonne iść na ustępstwa. Tym bardziej, że Zachód już raz złagodził swoje stanowisko w tej sprawie. O ile wcześniej domagano się rehabilitacji opozycyjnej przywódczyni, obecnie postuluje się zaledwie przerwę w odsiadywaniu wyroku – na leczenie w Niemczech.

Umowa zostanie jednak podpisana

Na drugim biegunie dominowało przekonanie, że umowa zostanie podpisana – ze względów bardzo pragmatycznych. Sytuacja ekonomiczna na Ukrainie jest tak dramatyczna, że prezydent desperacko potrzebuje zewnętrznych zastrzyków finansowych, by uniknąć głębokiej zapaści ekonomicznej. Wsparcie może przyjść ze strony Rosji, która uwarunkuje je koniecznością jednoznacznego związania Kijowa z promowaną przez Kreml Unią Celną. Wsparcie może również nadejść ze strony UE, ale do tego potrzebna jest umowa stowarzyszeniowa. Bez niej agencje ratingowe obniżą ocenę Ukrainy, a Unia nie poprze prośby tego kraju o korzystne kredyty w międzynarodowych instytucjach finansowych.

Z takiej perspektywy, opierając się na racjonalnych przesłankach, można zobaczyć na horyzoncie happy end tej zawikłanej historii. Ta argumentacja ma słabości. Po pierwsze – Rosja z chęcią (i znacznie szybciej) pomogłaby Ukrainie, gdyby Kijów o to poprosił. Po drugie – w umowie stowarzyszeniowej Unia praktycznie obiecuje w celu poprawy sytuacji wylać krew, pot i łzy. Po trzecie – efekty zależą od poziomu determinacji przy ich wprowadzaniu, która nie należy do mocnych stron Ukrainy. Co więcej – na Wschodzie racjonalność nie wpływa na podejmowane decyzje.

Wiktorowi cukierek

Niewątpliwie oferta UE jest lepsza niż oferta Rosji, lecz tylko jeśli Kijów wiąże z nią poważne plany na przyszłość. A nic na to nie wskazuje. Słyszalne w naszych mediach zachwyty nad ekspresowym tempem prac legislacyjnych w Werchownej Radzie oraz nad wrześniowym obraniem kursu na Zachód nie idą w parze z jakimkolwiek przewartościowaniem ukraińskiej rzeczywistości. Wręcz przeciwnie, nawet prezydent Janukowycz nie kwapi się do wylewnych i przekonujących wystąpień, które potwierdziłyby zachodnią orientację Kijowa. W sprawie Tymoszenko utrzymuje ten sam poziom arogancji i hipokryzji, co Władimir Putin obnażający hipokryzję Zachodu. Podczas ostatniej wizyty w Zaporożu stwierdził, że wszyscy obywatele Ukrainy są równi i nie zamierza nikogo traktować ulgowo. Szkoda tylko, że nie pamiętał o tym, gdy doszedł do władzy w 2010 roku. Można się zatem zastanowić, czy za deklaracjami i czynami Kijowa nie kryje się inny, znacznie bardziej pragmatyczny plan.

© M Francis McCarthy / flickr
© M Francis McCarthy / flickr

Umowa stowarzyszeniowa oparta jest na Europejskiej Polityce Sąsiedztwa, która wyznaje zasadę „więcej za więcej, mniej za mniej”. Janukowycz staje przed możliwością podpisania umowy, która uzbroi go w mocny argument na ukraińskiej scenie politycznej i będzie stanowić silną kartę przetargową w negocjacjach z Kremlem. Ponadto za jej pomocą uzyska nowy status w Europie, odsunie perspektywę kryzysu, umocni swój wizerunek oraz utoruje sobie drogę do reelekcji w 2015 roku.

A Julii?

Jedynym problemem jest Julia? Jest jasne, że ostatecznie Janukowycz musi podjąć decyzję o tym, co zrobić w sprawie swojej politycznej konkurentki. Cała sprawa byłej premier jest sama w sobie absurdem. Unia Europejska naciska na suwerennego przywódcę (którego sama przecież uznała! Tak samo jak układ polityczny, który został scementowany po wątpliwie przeprowadzonych wyborach w 2012 roku!), aby uwolnił osobę, którą sam pozbawił wolności, naruszając wszelkie zasady praworządności. Skąd jednak strach Wiktora Janukowycza przed Julią Tymoszenko? Niewątpliwie jest ona ofiarą jego reżimu politycznego. Jest również jedyną opozycjonistką będącą w stanie zjednać sobie ludzi. Jest także jedyną, która mogłaby stanowić rzeczywiste zagrożenie dla jego reelekcji w 2015 roku. Poza tym, jej wyjście z więzienia będzie niezbitym dowodem na arbitralność jego władzy i na ustępstwa, które poczyni wobec Zachodu.

Jest chyba coś jeszcze – sprawa Julii skupia tak dużo uwagi, że odwraca ją od pozostałych warunków, których Kijów również nie spełni. Może się okazać, że wypuszczenie Julii w ostatniej chwili okaże się dla Zachodu tak wielkim sukcesem, że przeoczy sprawy reformy prawa wyborczego zgodnie z zaleceniami Komisji Weneckiej czy zmian w wymiarze sprawiedliwości. Są to kwestie kluczowe dla zachowania zasad wolnych wyborów na Ukrainie w perspektywie zbliżających się wyborów prezydenckich, a Zachód próbuje naprawić sytuację po wyborach z 2012 roku, kiedy to sam rozlał mleko, uznawszy wybory za w miarę uczciwe. Jak można było zaakceptować wybory, po których ukraińska Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła, że w pięciu komisjach nie da się ustalić końcowego wyniku głosowania, lecz do dzisiaj nie przeprowadziła wyborów uzupełniających?

Tymoszenko stała się uosobieniem większości problemów nękających Ukrainę. Arbitralny i marionetkowy wymiar sprawiedliwości, pomiatanie prawami człowieka, manipulacje społeczeństwem i zasadami demokratycznymi, wszechobecna władza to niezbite dowody autorytaryzmu wdrażanego konsekwentnie przez ekipę Janukowycza. Tej samej, z którą Unia chce się bratać. Zatem w sferze wartości nie da się odnaleźć odpowiedzi na pytanie, czy umowa stowarzyszeniowa zostanie podpisana.

Polityka kartografii

Były prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski powiedział, że obecnie toczy się „geopolityczna bitwa” o Ukrainę. Bitwa, w której spotkania między Putinem i Janukowyczem bez komunikatów to jak spotkanie dwóch armii bez strzałów. W tej bitwie strony są cztery, a ich interesy niekoniecznie dzielą konflikt na dwie równe części. Europa Środkowo-Wschodnia (na czele z Polską) wraz z Unią Europejską dążą do realizacji planu minimum, jakim byłoby przyciągnięcie Ukrainy do unijnej strefy wpływów, czyli unijnej „bliskiej zagranicy”. Dla Rosji walka toczy się o utrzymanie idei „bliskiej zagranicy”, przez ukrócenie ukraińskich zapędów na Zachód.

W tym miejscu należy przypomnieć, że tuż po dojściu do władzy Janukowycz uczynił dwie rzeczy. Uspokoił Moskwę co do jej geostrategicznych interesów przez przedłużenie stacjonowania rosyjskiej floty czarnomorskiej oraz wprowadził koncepcję „pozablokowosti”, która miały postawić Ukrainę w neutralnej pozycji wobec dwóch wielkich sąsiadów (Rosja i UE czy szerzej Zachód). Jedynym praktycznym wymiarem „pozablokowosti” jak do tej pory było zaprzestanie wysiłków na rzecz zbliżenia z NATO. Oba te argumenty mają szczególny wydźwięk, gdy przypomnimy, że to Putin namaścił Janukowycza na prezydenta w 2004 roku, w przeddzień pomarańczowej rewolucji, oraz że wschód Ukrainy, skąd wywodzi się Janukowycz, jest zdecydowanie prorosyjski. Czy zatem rzeczywiście doszło do tak głębokiego poróżnienia Janukowycza z Putinem w przeciągu ostatnich trzech lat?

Janukowicz w objęciach 'starszego brata’

Są na to jakieś dowody. Obecnie Kijów próbuje zmniejszyć ukraińskie uzależnienie od rosyjskich surowców naturalnych, co mogłoby stać się przełomem, jeśli byłoby konsekwentnie realizowane. Pozbawiłoby bowiem Moskwę istotnego narzędzia wywierania wpływu na Ukrainę. Poza tym – wprowadzone utrudnienia handlowe również wskazują na wyraźną dezaprobatę Kremla wobec poczynań Janukowycza. Czego zatem chce Janukowycz?

Wydaje się, że jego celem jest przede wszystkim umocnienie swojej pozycji na Ukrainie. Podpisanie umowy stowarzyszeniowej pozbawi go odium rosyjskiego satrapy, osłabi proeuropejskość jego przeciwników oraz umocni jego pozycję jako szanowanego przez świat przywódcy kraju. Czy zatem podpisanie umowy jest przesądzone? Jedno wiadomo na pewno: niepodpisanie jej popchnie Janukowycza w ręce Kremla. Ale czy kiedykolwiek się z nich wyrwał?

Jeżeli celem Janukowycza jest zachowanie władzy w 2015 roku, ma przed sobą dwie drogi: jedna wiedzie przez Brukselę, druga – przez Kreml. Pierwsza prowadzi przez krajobraz wartości, który jest mu obcy oraz mętny nurt rzeki Julii Tymoszenko. Jest to również droga, która usiana jest pułapkami dla modelu gospodarki oligarchicznej, który Janukowycz tak skrupulatnie pielęgnuje. Druga droga wiedzie przez dolinę uzależnienia i potwierdzenia prorosyjskiej natury ukraińskiego prezydenta. Kończy się utratą suwerenności oraz powrotem do głębokich podziałów społecznych na Ukrainie. Podziałów, które mogą odegrać kluczową rolę w 2015 roku.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa