Ukraina, czyli eksperyment na żywym ciele

W „Gazetach tego nie napiszą” Tarasa Prochaśki jest miejsce na Mariampol nad Dniestrem, ale nie ma już miejsca na Mariupol nad Morzem Azowskim. Ukraińskość autora jest ograniczona przede wszystkim folklorystycznie, do konkretnego regionu, do ściśle […]


W „Gazetach tego nie napiszą” Tarasa Prochaśki jest miejsce na Mariampol nad Dniestrem, ale nie ma już miejsca na Mariupol nad Morzem Azowskim. Ukraińskość autora jest ograniczona przede wszystkim folklorystycznie, do konkretnego regionu, do ściśle określonego terytorium swojego kraju. Brak w tejże wizji ukraińskości miejsca na abstrakcyjną obywatelskość.

W gazetach tego nie napiszą jest osobistym przewodnikiem po Ukrainie. Parafrazując słowa Prochaśki, jest to „przewodnik po dżungli”, opisujący nie tylko miejsca i ludzi, ale przede wszystkim podejmujący próbę zrozumienia ukraińskiej rzeczywistości. Należy zauważyć, że został on wydany w Polsce z opóźnieniem, reprezentując jeszcze ukraińskie pojmowanie realiów przed kryzysem, którego w ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami.

W początkowej części książki autor stara się przyporządkować elementy swoich prywatnych obserwacji do metod florystycznych, które uważa za uniwersalne. Wynika to zapewne z jego specyficznego wykształcenia – Prochaśko jest florystą. W dalszej części przechodzi do opisu bliskich jego sercu i duszy miejsc.

Jednak czytelnika, już na dziesiątej stronie, uderza stwierdzenie, że rozmyślania o „swojej ukraińskości i swojej Ukrainie” Prochaśko uważa za męczące. Skłania to natychmiast do sformułowania następującego pytania: czyżby książka o Ukrainie była wyrazem autorskiego masochizmu? Dlaczego autor postanowił męczyć się, skazywać się na nieprzyjemność, decydując się na pisanie akurat na ten temat? Chociaż stara się sobie umilić to wyzwanie używając barwnych, wysublimowanych określeń i wyrażeń, to budzi to wątpliwości, co do czystości jego intencji.

(CC BY-ND 2.0) Aleera / Flickr
(CC BY-ND 2.0) Aleera / Flickr

Dżungla zamiast ogrodu

Autor dokonuje komparatystycznej wyliczanki. Na samym początku porównuje Ukrainę do biesiag, czyli huculskich toreb, w których noszony jest cały dobytek. Oczywiście, w przypadku Ukrainy, biesiagi są przeciążone i zawierają różne elementy, często ze sobą niespójne. Ukraina czuje się coraz bardziej zmęczona ciężarem noszonego na plecach dobytku, który na domiar złego z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej się miesza i tłumaczy. Można stwierdzić, iż Ukraina, dlatego, że jest tak chaotyczna jak zawartość biesiag, jest właśnie tak malownicza. Co więcej, jest najpiękniejsza tylko wtedy, gdy jest minimalnie oświetlona, co pozwala ukryć jej niedoskonałości, wszelkie niedoróbki w wykończeniu.

Wiąże się to z konstatacją, iż Europa, w przeciwieństwie do Ukrainy, związana jest z kulturą parkową, dbałością o szczegóły. Europa charakteryzuje się tym, że wkłada niepotrzebny wysiłek, by zachować w swoim otoczeniu estetyczną i życiową regularność. Autor jest pewien, że takie rozwiązanie jest nieakceptowalne w jego kraju.

Kluczowym w zrozumieniu ukraińskiej tożsamości, według Tarasa Prochaśki, jest utracenie pierwotnego państwa, jakim miała być Kijowska Ruś. Dało to Ukraińcom nowy cel: odtworzenie go i przywrócenie jego dawnej świetności. Autor stawia ciekawą tezę, iż właśnie doświadczenie bezpaństwowości było dla Ukraińców najbardziej korzystne. Najlepszą Ukrainą była ta, która bezustannie pragnęła niepodległości. Taki stan rzeczy nie zmuszał samych Ukraińców do zmierzenia się z wyzwaniem jakim jest budowanie własnego państwa, którego obraz był przez stulecia idealizowany i stał się w pewnym momencie niemalże bajkowy.

Korzeni oporu wobec prób stanowienia jednolitego porządku, nieprzystawania do wartości europejskich, autor również dopatruje się w Rusi Kijowskiej. Właśnie wtedy zaczęło funkcjonować  zjawisko „dwuwiary”, która jest podstawą ukraińskości. Opiera się ona na akceptacji fasadowości świata realnego. Natomiast najczęściej żyje się zgodnie z innymi zasadami niż oficjalne. Wszystko staje się umowne, niepewne, w każdej chwili może zostać zmienione i dostosowane do nowych reguł gry.

Okazuje się, że ma to bezpośredni związek z ukraińskim pojmowaniem historii, w której dominuje kult krzywd. Ukraińcy zawsze są krzywdzonymi, w pierwszej kolejności przez „okupantów”. Czy czegoś to nam, Polakom, nie przypomina? Przyjmując taką optykę historyczną, nieprzestrzeganie narzucanych przez okupanta zasad jawiło się jako heroiczne i bohaterskie. Lecz później, gdy prawo zaczęło być tworzone przez samych rodaków przynależących do innego ugrupowania, omijanie oficjalnych zasad nadal pozostawało nie wyjątkiem, lecz ogólnie przyjętą normą. Umownym staje się przestrzeganie nie przepisów prawnych, ale niepisanych reguł. Uczy to elastyczności, lecz tym bardziej odsuwa od typowego europejskiego sposobu myślenia.

Ukraińskość z laboratorium

Wszystko to prowadzi do wniosku, iż współczesna Ukraina jest w rzeczywistości jednym wielkim laboratorium, a na jej terytorium zachodzi bezustanny eksperyment syntezy, zderzenia europejskości z rosyjskością. I to właśnie rozdwojenie może być podstawą współczesnej identyfikacji Ukraińców.

Pomimo stwierdzenia o zderzaniu się dwóch cywilizacji na przestrzeni historyczno-geograficznej Ukrainy, charakterystyczne dla Prochaśki jest to, że w jego książce, w jego sposobie myślenia jest miejsce na Mariampol nad Dniestrem, ale nie ma już miejsca na Mariupol nad Morzem Azowskim.

Ukraińskość autora jest ograniczona nie tylko florystycznie, ale przede wszystkim folklorystycznie, do konkretnego regionu, do ściśle określonego terytorium swojego kraju. Brak w tejże wizji ukraińskości miejsca na abstrakcyjną obywatelskość.

Sowieckość i zanadto wyrazista rosyjskojęzyczność znajduje się poza marginesem ukraińskości Prochaśki, dlatego też Krym i Donbas nie mieszczą się w ukraińskości „pierwszego sortu”. Po lekturze, Ukraina Prochaśki jawi się nam bardzo galicyjsko, a nawet podkarpacko. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest zapewne fakt, iż Prochaśko należy do środowiska nazywanego „fenomenem stanisławowskim”, do którego zalicza się również Jurija Andruchowycza i Jurija Izdryka. Reprezentują oni konkretny trend literacki, który przepuszcza ukraińskość przez wyrafinowane galicyjskie sito. Zapewne jednak autor specjalnie ograniczył się do swoich prywatnych wynurzeń, a próby opisania uniwersalnych praw i reguł rządzących Ukrainą należy traktować z przymrużeniem oka.

Eksperyment na żywym ciele

W gazetach tego nie napiszą jest książką wyjątkową. Po jej przeczytaniu można dojść do wniosku, że ukraińskość to poniekąd eksperymenty na żywym, wiecznie niedojrzałym ciele. Wydaje się, że Ukraina zawsze jest w fazie dorastania.

Na pierwszy rzut oka, zawartość książki można potraktować jako zbiór niespójnych elementów, przez co trudno jest śledzić wątek. Autora charakteryzuje niewyobrażalne przywiązywanie uwagi do fasady, detali, szczegółów budujących oprawę, która ma zawsze coś imitować. A jak opisał to sam Prochaśko – zgodnie z zasadą „dwuwiary”, oczywistym jest jakie mechanizmy funkcjonują za sceniczną kotarą, i to one powinny zostać wyraziście opisane.

Z drugiej strony, można książkę potraktować jako zbiór bon motów dotyczących Ukrainy, trafnych spostrzeżeń o ukraińskiej tożsamości. Z zastrzeżeniem, że ograniczają się one w swojej uniwersalności wyłącznie do jej zachodniej i do pewnego stopnia centralnej części. Z racji daty pierwotnego wydania tejże publikacji, jest ona kliszą opisującą stan ducha autora jeszcze przed prezydenturą Wiktora Janukowycza. Należałoby prześledzić, jaką ewolucję przeszły poglądy i uczucia autora w wyniku „europejskiej rewolucji” 2013-2014 roku, kiedy na Ukrainie doszło do zmian w narracji politycznej, jak i tożsamościowo-kulturowej.

Jak wynika z przymiotnikowo-przedmiotowego opisu Lwowa: „Każdy ma swój Lwów”. Można to stwierdzenie wykorzystać w obronie Prochaśki. Możliwym jest, że każdy ma swoją Ukrainę. Prochaśko i jego środowisko również.

large_W_gazetach_tego_nie_napisz_

 

 

 

 

 

 

 

Taras Prochaśko, W gazetach tego nie napiszą, przeł. Renata Rusnak, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa