Tykające bomby, cz. VIII i IX

To małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią ponad 99% wszystkich firm, generują połowę PKB i połowę nowych miejsc pracy. Dlaczego nie uwzględnia się ich w programach wyborczych? O sprawach, o których się nie mówi w kampanii, pisze Tomasz Kasprowicz.


Dziś o konieczności uproszczenia przepisów oraz o sytuacji małych i średnich firm. Tomasz Kasprowicz, redaktor działu Ekonomia pisze alternatywny gospodarczy program wyborczy. W poprzednich tygodniach prezentowaliśmy jego teksty o infrastrukturzekryzysie demograficznym i polityce energetycznej,  polityce finansowej i socjalnej, kolejnych obciążeniach nakładanych na przedsiębiorców.

Priorytet dla małej i średniej przedsiębiorczości

Wyobraźnię polityków zaprzątają głównie wielkie firmy: kopalnie, huty, stocznie, banki, PKN Orlen i TP SA. Politycy zajmują się tworzeniem „regionalnych championów” przez konsolidację państwowych molochów, jednocześnie zapewniając im dochody przez przyzwolenie na prowadzenie praktyk monopolistycznych. Mało kto zajmuje się jednak osiedlowym warzywniakiem, drobnym rzemieślnikiem, małą firmą budowlaną. Jednak to małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią ponad 99% wszystkich firm, generują połowę PKB i połowę nowych miejsc pracy. One zatem powinny stanowić oś zainteresowania podczas tworzenia regulacji – gdyż w sensie ilościowym tworzą przytłaczającą większość podmiotów. W rzeczywistości jednak przepisy tworzone są zwykle z myślą o korporacjach, a nie kilkuosobowych firmach. Natomiast siłą rzeczy wymagania zaprojektowane dla dużych firm automatycznie rozciąga się na 99% firm, które mają zupełnie inną strukturę i metody działania.

(CC BY-SA 2.0) Maciej Lewandowski

Idea jednego okienka, jakkolwiek chwalebna, nawet jeśli byłaby wdrożona skutecznie, ukazuje tylko nieumiejętność przestawienia się na myślenie w kategoriach MŚP. Nawet jeśli założenie firmy trwa tydzień lub dwa, to jest o czynność wykonywana raz. Natomiast wszelkie obciążenia biurokratyczne spadające na firmę obciążają ją co miesiąc. Likwidacja lub ograniczenie tych właśnie uprzykrzeń zrobiłaby dla przedsiębiorców znacznie więcej niż nawet świetnie działające jedno okienko. Uczenie się przez przedsiębiorcę wszystkich dotyczących go procedur i obowiązków zajmuje dużo więcej czasu niż formalne założenie firmy. Jeśli coś odstrasza ludzi od własnej przedsiębiorczości, to właśnie codzienne kontakty z biurokracją państwową, a nie jednokrotne trudności przy zakładaniu firmy (dowodów można szukać w raportach PARP dotyczących małej przedsiębiorczości).

Pierwszym, ale milowym krokiem w kierunku uproszczenia życia małym przedsiębiorcom mogłoby być opracowanie przystępnego w odbiorze pełnego wykazu wszelkich obowiązków sprawozdawczych i podatkowych, jakim podlega mały przedsiębiorca. Niech wykaz ten będzie zobowiązaniem państwa, że przedsiębiorca nie zostanie zaskoczony innymi niespodziewanymi obowiązkami, o których nie miał szans się dowiedzieć. W obecnym natłoku przepisów trudno się spodziewać, by przeciętny piekarz lub dekarz był w stanie sam zgromadzić tego typu informacje. Samo porządkowanie i przedzieranie się przez sterty przepisów przez urzędników, by wykaz taki utworzyć, będzie świetnym punktem wyjścia do sukcesywnego ograniczania ilości obowiązków przedsiębiorcy. Niech kolejne edycje tego wykazu zawierają zawsze mniej, a nie więcej obowiązków.

Ważne jest także, by w nowych przepisach wyraźnie oznaczać, że dotyczy on także MŚP, a nie, jak dotąd, oznaczać zwolnienia MŚP z danego wymogu. Ten prosty psychologiczny mechanizm zagwarantuje głębszy namysł przy wprowadzaniu nowych obciążeń, bo automatyczne obejmowanie przepisem wszystkich jest łatwe, ale uzasadnienie objęcia nim konkretnej grupy wymaga namysłu.

Kamieniem milowym, a często kamieniem u szyi, jest dla małego przedsiębiorcy zatrudnienie pierwszego pracownika. Mnogość przepisów związanych z zatrudnieniem jest fizycznie niemożliwa do opanowania przez jedną osobę niezajmującą się wcześniej tym tematem. Wnikliwa kontrola małych przedsiębiorstw musiałaby wykazać nieprawidłowości w niemal każdej firmie. Nie chodzi tu zresztą tylko o przepisy dotyczące obciążeń podatkowych, ale także BHP, możliwości i trybu rozwiązania stosunku pracy z powodów ekonomicznych itp. Obowiązki nałożone na zatrudniającego są niemożliwe do udźwignięcia przez małą firmę – stąd skłonność do działania w szarej strefie, zwłaszcza w kwestii zatrudnienia. Trudno jednak się tym przedsiębiorcom dziwić, gdyż legalne zatrudnienie nie daje im zasadniczo żadnych korzyści, jest za to znacznie bardziej kosztowne, a do tego naraża ich na kontrole.

Konieczne wydaje się zatem umożliwienie mikrofirmom rozwoju do większych rozmiarów, bez nakładania im jednak od razu całego kagańca prawa pracy. Zasadne może się okazać stworzenie dla mikrofirm zatrudniających nie więcej niż 1-2 pracowników nowej kategorii zatrudnienia – osoby współpracującej. Ten typ zatrudnienia charakteryzowałby się pełną elastycznością dotyczącą okresu, na jaki jest on podejmowany, rozliczania czasu pracy, maksymalnie uproszczonym opodatkowaniem, sprawozdawczością i przepisami BHP.

Zapewnienie tak zatrudnionym współpracującym ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego mogłoby prowadzić do szybszego zatrudniania ludzi przez firmy z jednej strony i legalizacji zatrudnienia z drugiej. Dzięki temu firmy mogłyby się rozwijać szybciej – przekształcając się po drodze w pełnoprawnych pracodawców. Stopniowe wchodzenie w zagadnienia zatrudnienia obniżyłoby strach przed tym krokiem i jednocześnie pomogło obniżać bezrobocie, co jest korzystne z punktu widzenia budżetu i polityki społecznej. Jednocześnie opór związków zawodowych przeciwko takiemu podejściu nie powinien być zbyt duży, bo nie narusza to interesów dużych grup pracowniczych z wielkich zakładów pracy.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Jeden komentarz “Tykające bomby, cz. VIII i IX”

Skomentuj

Res Publica Nowa