Technologia i partia władzy

Skoro błąd demokracji leży w samym systemie, może naprawią go specjaliści od systemów komputerowych. Czy lepsza technologia może nas uchronić przed  dominacją technokratów? Nowe spojrzenie na znany w Polsce problem partii władzy. John Evans – […]


Skoro błąd demokracji leży w samym systemie, może naprawią go specjaliści od systemów komputerowych. Czy lepsza technologia może nas uchronić przed  dominacją technokratów? Nowe spojrzenie na znany w Polsce problem partii władzy.

John Evans – pisarz, dziennikarz i programista – w swoim ostatnim felietonie na portalu TechCrunch opisuje współczesny związek między polityką a technologią. Swój tekst rozpoczyna wzmianką Lorda Actona: Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Wielcy ludzie to niemal zawsze dranie. Słowa tego angielskiego historyka, polityka i pisarza, Evans wykorzystuje do opisu współczesnych elit politycznych.

(CC BY-SA 2.0) James Vaughan / Flickr
(CC BY-SA 2.0) James Vaughan / Flickr

Czy na dobre zagościły w demokracji hermetyczne, aroganckie partie władzy? Ciężko inaczej określić sytuację, gdy rząd amerykański robi co może by chronić swój niegdyś tajny program inwigilacji, jednocześnie lekceważąc prawo do informacji publicznej, a agencja bezpieczeństwa NSA tłumaczy, że nie posiada technologicznych narzędzi by sprawdzać własne maile. Morał wydaje się być jasny – jedynie  silni mogą inwigilować słabych, a mechanizmy obywatelskiej kontroli to mrzonka liberałów.

Metapartia władzy

Evans przytacza dalej słowa guru science-fiction Charlesa Strossa: Czy Wielka Brytania jest państwem o jednej partii? Mam taką teorię, według której są tam w rzeczywistości cztery partie: Konserwatyści, Partia Pracy, Liberalni Demokraci i Partia Władzy. Partia Władzy to metapartia… zawsze wygrywa wybory, ponieważ niezależnie, która partia zwycięża, kierowana jest przez członków Partii Władzy – którzy mają ze sobą więcej wspólnego niż z dinozaurami z ostatnich ławek swoich macierzystych formacji. Wszelka próba zmiany układu sił bez jednoczesnego torowania drogi dla nowej Partii Władzy, niesie ryzyko zostania uznaną za akt terrorystyczny.

Oczywiście w Ameryce to nic nowego. Jedyne co łączy ze sobą Tea Party i Ruch Oburzonych to pragnienie wyrzucenia partii władzy z Waszyngtonu. Evans przyznaje, że w amerykańskiej polityce uważa się za pewnik, że ktokolwiek siedział za długo w Białym Domu, jest podejrzany i za pewne skorumpowany (ponad 75% Amerykanów podejrzewa partie o korupcje).

Ostatnia lawina antyrządowych protestów w Turcji i Brazylii może być również uważana za sprzeciw wobec różnym formom partii władzy. Czy  wadliwa jest więc sama idea demokracji wielopartyjnej? Slavoj Žižek pisze w London Review of Books: To co początkowo uznaliśmy za porażkę w przyjęciu szlachetnej zasady (wolność demokratyczna), jest w rzeczywistości porażką samej zasady.

Technologia przeciwko technokratom

Skoro błąd leży w samym systemie, może naprawią go specjaliści od systemów komputerowych? Czy lepsza technologia może nas wyzwolić spod niechcianej dominacji? Evans twierdzi, że coraz częściej alternatyw dla systemu firmowanego przez Waszyngton upatruje się coraz częściej w Dolinie Krzemowej. Pojawiły się nawet głosy wzywające Google do wykupienia bankrutującego Detroit, czy pomysł Larry’ego Page’a o wyspie szalonej nauki, gdzie naukowcy mogli by wprowadzać w życie swoje najbardziej wizjonerskie idee, bez konieczności liczenia się z przestarzałymi prawami i ograniczonymi politykami. Google to, koniec końców, apoteoza Doliny Krzemowej, firma, która oferuje nawet wieczną młodość. Może więc, powinniśmy zaciągnąć Google do Waszyngtonu i zmienić rząd polityków w rząd geeków?

Evans jest temu przeciwny – Dolina Krzemowa została zbudowana na idei innowacji i racjonalności, jednak jej światopogląd może być nawet bardziej ograniczony niż partii władzy. Technologia nie rozwiąże przecież wszystkich problemów ludzkości, a racjonalne narzędzie w pełnym nieracjonalnych ludzi świecie często może być bezużyteczne. A przede wszystkim, przypominają się słowa Actona: władza deprawuje.

Nie da się uniknąć związku technologii z polityką – dowiódł tego Edward Snowden. Przemysł technologiczny stał się zbyt ważny i zbyt potężny. Nie oznacza to jednak, że ma on bezpośrednio wpływać na decyzje rządów. Celem firm technologicznych powinno być opracowanie takich technologii, które zamiast rozbudowy panoptykonu służącego hegemonii partii władzy oddadzą jednostce jej prywatność.

Na podstawie: TechCrunch

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa