Teatr spotyka modę

Moda z rozmachem wkracza do muzeów i w mury akademii. Ostatnio projektanci strojów coraz częściej porzucają wybiegi na rzecz teatralnych desek. Czy świetny projektant z zasady będzie też sprawnym kostiumografem? Pora na ocenę bliskich spotkań […]


Moda z rozmachem wkracza do muzeów i w mury akademii. Ostatnio projektanci strojów coraz częściej porzucają wybiegi na rzecz teatralnych desek. Czy świetny projektant z zasady będzie też sprawnym kostiumografem? Pora na ocenę bliskich spotkań współczesnego polskiego teatru z modą.

Emancypacja mody

Przyglądając się ostatnim programom instytucji kultury, z łatwością można odnotowywać przejawy długo wyczekiwanego dowartościowania mody. Mija ponad rok od zrealizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej projektu „Krzyk mody”, w ramach którego artyści sztuk wizualnych współpracowali z projektantami ubrań. Zaanektowano wówczas wiele witryn sklepowych i dwie muzealne, jednak mimo potencjału przedsięwzięcia oraz kilku mocniejszych akcentów, projekt zamiast krzykiem okazał się szeptem. W Zachęcie można było z kolei oglądać wystawę „Splendor tkaniny” przygotowaną pod opieką kuratorską Michała Jachuły. Ekspozycję na piętrze otwierała wówczas spektakularna suknia skomponowana z krawatów. W ramach wystawy zrealizowano performatywny projekt „Matka ziemia siostra księżyc” Joanny Malinowskiej i Christina Tomaszewskiego. Odtworzono gigantyczny kombinezon pierwszej kobiety w kosmosie, Walentyny Tiereszkowej, wokół którego odbył się pokaz mody science fiction.

Wystawa "Splendor tkaniny".  Materiały prasowe "Zachęty" Narodowej Galerii Sztuki
Wystawa „Splendor tkaniny”. Materiały prasowe „Zachęty” Narodowej Galerii Sztuki

Moda z rozmachem wkracza również do teatru. Już sam wybieg, po którym kroczą dumne modelki, ma wiele wspólnego ze sceną teatralną. Modelki wcielają się w przeróżne role, a same pokazy mody są wyreżyserowanym, koherentnym spektaklem, z podziwiającą przedstawienie publicznością. Błędem byłoby jednak głębsze utożsamianie ich ze sobą.

 

Wybieg a scena

Jakkolwiek słuszna jest Goffmanowska teoria o teatralności życia i ludziach jako aktorach życia codziennego, istnieje ogromna różnica między ubraniami projektowanymi do noszenia na ulicę a kostiumami wykorzystywanymi na scenie. Chodzi o funkcjonalność. Ubrania do codziennego użytku w zdecydowanej większości projektowane są tak, by sprzyjać życiu i działaniu. Strój na scenie nie podlega priorytetowi wygody. Ubranie aktora ma zadanie prezentować charakter bohatera i sytuację, w której się znajduje. Strój zazwyczaj ma być jasnym sygnałem dla widza, dodającym postaci tę całą przestrzeń informacji, która nie mieści się w spektaklu, ale można ją natychmiast wyczytać z kostiumu. Francuski kostiumolog Jacques Manuel pisał, że każdy ubiór „staje się na ekranie/scenie kostiumem, gdyż zaciera osobowość aktora, a podkreśla osobowość  bohatera”.

Niestety niektórzy terminów moda i kostium używają zamiennie, niemal synonimicznie, jak filmoznawca Marek Hendrykowski w swojej książce Film i moda. Kostiumy teatralne jeszcze bardziej niż filmowe tworzone są z myślą o symbolicznym określeniu postaci. Kostium najbliższy ciału jest zarazem najbliższym człowiekowi komponentem współtworzącym spektakl. Nowo wprowadzona postać, zanim zdąży wypowiedzieć słowo, już jest diagnozowana przez widza na podstawie stroju.

Jaka jest więc relacja między modą a kostiumami? Otóż moda może wpływać na kształt kostiumów, ale nie jest to regułą. Często jest odwrotnie. Kostiumy determinują modę od lat, co dzisiaj wyjątkowo dobrze widać – zapewne ze względu na masowość odbioru – na przykładzie dzieł filmowych. Ludzie po prostu chcą nosić to, co wykreowani bohaterowie, których oglądają.

 

Projektant jako kostiumograf

Co się dzieje, kiedy projektant mody występuje w  teatrze w roli kostiumografa? Flirt projektantów mody z reżyserami teatralnymi jest owocem poszerzającej się interdyscyplinarności teatru. W Nowym Teatrze wystawiono ostatnio „Katastronautów” w reżyserii Igi Gańczarczyk, według scenariusza Bartosza Frąckowiaka. Spektakl jest inspirowany książką Jona McKenziego Performuj albo… oraz koncepcją aleatoryzmu kontrolowanego Witolda Lutosławskiego. Gańczarczyk i Frąckowiak wolą nazywać go koncertem-wykładem. Spektakl podejmuje temat przypadku jako czynnika determinującego życie i twórczość. Robi to na kanwie historii mierzących się z losem członków plemienia Challengerów, zgromadzonych na pokładzie wahadłowca Challenger w ściśle nieokreślonym czasie. Za koncepcję wizualną projektu oraz muzykę odpowiada Anna Zaradny. Artystka zaprosiła do współpracy jednego ze zdecydowanie ciekawszych polskich projektantów mody – Maldorora, znanego z militarnego charakteru projektowanych strojów.

Projekt Maldorora. Materiały prasowe projektanta / maldoror.pl
Projekt Maldorora. Materiały prasowe projektanta / maldoror.pl

Nie zamierzam tutaj recenzować samego spektaklu, skupię się jedynie na efektach współpracy twórców teatralnych, artystki wizualnej i kompozytorki z projektantem mody. Efektu tym bardziej intrygującego, że kostiumy futurystyczne stanowią fascynujący wyjątek wśród innych kostiumów – są nieskrępowane naszą wiedzą o przedstawionym świecie, nie muszą trzymać się faktów, a w ich projektowaniu dysponuje się niemal dowolną kreacyjnością. Każdy, kto choć trochę interesuje się modą i widział dekonstuujące uniformy projekty Maldorora, rozumie doskonale, dlaczego ten projektant wydał się wprost idealnym kandydatem do współpracy przy projekcie science fiction. W kolekcjach Maldorora nigdy nie uraczy się ubrań uwydatniających trzeciorzędowe cechy płciowe, mimo to stroje jego projektu są niebanalnie uwodzicielskie, wytwarzają zmysłowe napięcie, choć na pozór są ciężkimi mundurami wojskowymi. Chociaż bardziej zasłaniają, niż odsłaniają, niezmiennie budują wrażenie tajemniczości.

Próba "Katastronautów" / Materiały prasowe projektu "Katastronauci"
Próba „Katastronautów” / Materiały prasowe projektu „Katastronauci”

Na scenie zobaczyłam tymczasem aktorów ubranych w szare, pozbawione czaru stroje gimnastyczne typu unisex. Wszystkie góry uniformów aktorów wychodziły z tej samej bazy szarego podkoszulka z raglanowymi rękawami. Forma każdego z nich została zaburzona w inny sposób. Najciekawsza spośród nich okazała się bluza z namalowanymi plamami potu „spływającymi” spod ramion do samej talii. Ostatecznie ta wersja okazała się wynikiem ingerencji aktora, agresją wymierzoną przez niego w nieprzepuszczające powietrza ubranie. Nieoczekiwaną, oddolną dekonstrukcją. Górne części garderoby w dziwny sposób nie przystawały do reszty stroju. Na nogach każdy z aktorów nosił luźne spodnie dresowe, w ciemniejszym niż bluzy odcieniu szarości. A na stopach czarne tenisówki sięgające kostki. Dość mało fantazyjne jak na strój futurystyczny. Gotowe kostiumy zostały według pomysłu reżyserki rozdzielone pomiędzy aktorów bez wiedzy o tym, która kompozycja była projektowana dla kogo, co miało stanowić dodatkowe odbicie problemu podejmowanego przez spektakl – przypadkowości. Koncepcja bardzo dobra na poziomie teoretycznym, w praktyce niestety nie wyszła. Przypadkowość wywołująca wrażenie niedopasowania nie wykreowała intrygującego dysonansu, ale zwykłe poczucie, że coś tutaj jest nie tak, jak należy.

 

Projektuj albo…

Zapytawszy Maldorora o to,  co wpłynęło na końcowy wygląd projektowanych przez niego kostiumów, dostałam dyplomatyczną odpowiedź: że współpraca projektanta z teatrem nie jest łatwa, że każdy ma swoją wizję, a wypracowanie kompromisu bywa wyjątkowo trudne. Projektant wspomniał też o rozbieżności zdań, przez którą zaprojektował tylko góry uniformów. Nie chce się nad tym rozwodzić. Anna Zaradny również enigmatycznie opowiadała o powstałych antagonizmach.

Mimo obiecujących prognoz współpraca się nie powiodła. Winą za niepowodzenie trudno obarczać jednego z twórców, bo każdemu przyświecały dobre chęci i intrygujące koncepcje. Wina leży gdzieś pomiędzy, na linii komunikacji. Twórcy poszczególnych dyscyplin wciąż nie współpracują ze sobą bez zgrzytów. Pozostaje utyskiwać nad niewykształconą w dalszym ciągu umiejętnością dialogowania między przedstawicielami odseparowanych środowisk. Połączone siły, przełamujące granice tradycyjnych dyscyplin, mogłyby wykształcić nowe wartościowe jakości w kulturze, na które – jak zawsze – niecierpliwie czekamy.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa