STĘPIEŃ: Polski gen samorządności

Imperatyw obywatelski powodujący, że w czasach trudnych obywatele z własnej inicjatywy zawiązują się i tworzą nową rzeczywistość, jest bardzo ważny i dla nas niezwykle charakterystyczny


W polskim społeczeństwie istnieje coś takiego jak gen samorządności. Przejawia się on przez całą naszą historię i do tego chciałbym nawiązać.

Imperatyw obywatelski

Czasami zapominamy o ustawie o miastach z czasów Sejmu Wielkiego (1788–1792). Wszyscy wiemy, że Konstytucja 3 maja nie była legalnie przyjęta, ale ustawa „o miastach naszych królewskich” została uchwalona całkowicie lege artis w trzech czytaniach. Ona zostawiła przejmującą obywatelską tęsknotę za samorządnością, nawet jeśli później samorządy już nie mogły funkcjonować, szczególnie w miastach.

Później, po powstaniu styczniowym, na terenie Kongresówki ludność wiejska też nauczyła się samorządności. Charakterystyczne jest również to, że zanim Piłsudski wyruszył 6 sierpnia 1914 roku z Oleandrów, to już 3 sierpnia w Warszawie powstał Komitet Obywatelski. Komitety obywatelskie, które powstały na początki I wojny światowej, były tak dynamiczne, że w gruncie rzeczy przejęły zarządzanie miastami. To do nich nawiązywaliśmy przy tworzeniu komitetów obywatelskich w 1989 roku. W 1916 roku odbyły się wybory samorządowe nie tylko w Warszawie, ale również na tych wszystkich terenach, które były podporządkowanym władzom na mocy Aktu 5 listopada.

Ten imperatyw obywatelski powodujący, że w czasach trudnych obywatele z własnej inicjatywy zawiązują się i tworzą nową rzeczywistość, jest bardzo ważny i dla nas niezwykle charakterystyczny.

Słuchając obecnej dyskusji o decentralizacji, przypominam sobie nasze rozmowy z końca lat 70. czy z lat 80., kiedy również o niej myśleliśmy. Jeszcze przed 1980 rokiem pojawił się mocny trend w tym kierunku podczas prac konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”. To z niego wyrósł Jerzy Regulski, który agregował różne ówczesne siły i środowiska zainteresowane przywróceniem samorządu.

Lekcja Śląska

Szukając inspiracji ustrojowych, zawsze uczyliśmy się od Śląska. W średniowieczu już w XIII wieku prawo magdeburskie obowiązywało w wielu polskich miastach, łącznie z moim rodzinnym Sandomierzem, ale tak naprawdę zawsze przychodziło ono przez Śląsk, np. poprzez prawo średzkie.

Kiedy przystępowaliśmy do pisania ustaw o samorządzie, również odwoływaliśmy się do inspiracji śląskiej. Idee samorządowe były rozwijane na Uniwersytecie Śląskim przez profesorów Karola Podgórskiego i Waleriana Pańko. Podgórski był jedyną osobą będącą niejako naszym łącznikiem z czasami przedwojennymi. Nawet w środowisku Jerzego Regulskiego, który miał 15 lat, gdy wybuchła II wojna światowa, nie było ludzi pamiętających sytuację II Rzeczpospolitej, a Podgórski był przed wojną urzędnikiem województwa śląskiego. Między innymi z tego powodu przestrzegał nas, byśmy nie nawiązywali do złych tradycji II RP, także tych śląskich.

Dziś do głowy by nam nie przyszło, żeby na przykład na czele organu wykonawczego samorządu województwa stał wojewoda mianowany przez ministra spraw wewnętrznych, co prowadziło na Śląsku do poważnych konfliktów. Również nie moglibyśmy dzisiaj przyjąć zasady, że w każdym regionie mogłoby obowiązywać prawo ustanowione przez Sejm dopiero wtedy, gdy sejm danego regionu zdecydowałby, że to prawo ma na danym terytorium obowiązywać. A z obiema sytuacjami mieliśmy do czynienia przed wojną na Śląsku. Autonomia Śląska była więc pewnym ostrzeżeniem w procesie budowania ustroju III Rzeczpospolitej.

Rola jednostek

Oczywiście tworząc go, popełniliśmy mnóstwo błędów. Wielu rzeczy nie udało się zrobić. Jerzy Kołodziejski, urzędnik w Radzie Ministrów, hamował decentralizację. To była bardzo potężna postać, historyczny wojewoda gdański z 1980 roku, którego jednak pamiętamy głównie dlatego, że kiedy przyszedł z oficerami SB internować Lecha Wałęsę, miał założone dwa różne buty.

Wcale nie przychodziło nam łatwo uchwalanie ustaw samorządowych. Mówiono, że najpierw trzeba zrobić wybory do rad narodowych, jeszcze w grudniu 1989 roku, po to, by Komitety Obywatelskie mogły przejąć rządzenie w miastach, bo bardzo rwały się już do władzy. Gdybyśmy wtedy to zrobili, to nie byłoby samorządów w takim kształcie, jak dziś. Radzono nam również, byśmy odłożyli te reformy o dwa lata i dopiero po tym czasie je wprowadzali. Oczywiście nie mogliśmy się na to zgodzić. Tu była wielka zasługa profesora Stelmachowskiego, który swoją pozycją polityczną wymógł na rządzie Tadeusza Mazowieckiego wycofanie się z tej koncepcji. Dzięki niemu mieliśmy kilka miesięcy na przygotowanie najważniejszych ustaw i 27 maja 1990 roku mogliśmy przeprowadzić pierwsze wybory samorządowe. To przyczynek do tego, jak istotne są ważne osobistości w kreowaniu i wdrażaniu reform.

Chętnie służę opowieścią, co chcieliśmy zrobić oraz czego nam się nie udało, i nie aspiruję do niczego więcej.

Komentarz z sali wygłoszony podczas konferencji Unus pro omnibus. Omnes pro uno, która odbyła się 21 marca 2019 roku w Pałacu Staszica w Warszawie.

Jerzy Stępień  prawnik, polityk, senator, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, były prezes TK. Współzałożyciel „Solidarności” w regionie świętokrzyskim. Internowany 13 grudnia 1981 roku. Członek Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Ekspert ds. samorządu podczas obrad Okrągłego Stołu. Współtwórca reformy samorządu terytorialnego.

Fot. Kancelaria Senatu RP (CC BY-SA 3.0 PL)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa