Semantyka kobiecej brody

„That’s the Wurst”, napisał jeden z najbardziej poczytnych austriackich dzienników o konieczności organizacji następnej edycji wyborów piosenki dla Europy. Ojczyzna Habsburgów jest równie wstrząśnięta sukcesem Conchity, co Polska. Historia kobiecej brody w Europie Środkowej nie […]


„That’s the Wurst”, napisał jeden z najbardziej poczytnych austriackich dzienników o konieczności organizacji następnej edycji wyborów piosenki dla Europy. Ojczyzna Habsburgów jest równie wstrząśnięta sukcesem Conchity, co Polska. Historia kobiecej brody w Europie Środkowej nie zaczyna się jednak wcale wiosną 2014 roku.

Wybór Thomasa Neuwirtha jako reprezentanta Austrii w tegorocznym konkursie Eurowizji spotkał się z dezaprobatą wielu Austriaków, którzy wyrażali swoją niechęć za pomocą petycji czy grup Nie dla… w mediach społecznościowych. Jednak od ostatniej soboty niezadowolenie społeczne znacząco się zmniejszyło. Wielu konserwatywnych Austriaków dopiero po wygranej przymknęło oko na niecodzienność osobowości scenicznej wykonawcy i zaczęło przyznawać, że sama piosenka Rise Like a Phoenix zasługuje na uznanie. Nie plujmy jednak na Austrię, zrobiła to już Jelinek, a nasz kraj nie jest lepszy.

Nadwiślańska heteronorma czuje aktualnie nieodpartą potrzebę wyrażenia swojej aprobaty dla rodzimych piersiastych wokalistek, tylko ironicznie napomykając o „pseudokonkurencji”, jaką była dla nich Wurst. Czy Conchita chciała konkurować ze słowiańskim ubijaniem masła? Czy chciała kreować nowy rodzaj kobiecości? Na wszelki wypadek należy podkreślić – nie i nie. Największy lęk i intensywną potrzebę afirmacji własnych preferencji seksualnych powodowała w tym przypadku broda.

 

Semantyka brody

Owłosienie twarzy, które w ostatnich latach robi zawrotną karierę, pozostaje najczęściej atrybutem męskości, także na obliczach stylizowanych na drwali. Zarost jest symbolem tego, co odróżnia mężczyznę od chłopca (oraz kobiety). Broda Conchity wprowadza natomiast zamieszanie. Zwykle  drag queen kojarzony jest z przebierankami mającymi podkreślić kobiecy wygląd, tutaj natomiast wydobywane są cechy obu płci – kobieca kruchość, długie gęste włosy i rzęsy raz owłosienie twarzy – by poprzez kontrast nadać nowe znaczenie. Sam zarost jest także specyficzny. Jego sztuczność jest tak oczywista, jak sztuczność rzęs artystki –  naturalne przerzedzenia na brodzie są przyciemnione, a całość wygląda jakby została namalowana przy linijce. Trudno będzie dociec, czy wykreowaniu takiego wizerunku przyświecało dążenie do sławy, walka o prawa społeczności LGBTQ, pokój na świecie, czy był to projekt czysto estetyczny. Niewątpliwie jednak było to działanie przemyślane i poprzedzone refleksją nad efektem, jaki wywoła kobieca broda.

Inspiracji nie trzeba było szukać daleko, wystarczy przypomnieć sobie o cyrkowych brodatych kobietach wzbudzających zaintresowanie w mniejszych i większych miastach Europy Środkowej. Ulotka z Łomży, rok 1938: „Niewidziany cud natury. Po raz I na świecie. Mrs Ralston kobieta z brodą i wąsami (stwierdzone przez powagi naukowe) […] Kobieta czy mężczyzna? Fenomen biologiczny. Bezkonkurencyjnie przepowiada przeszłość, teraźniejszość i przyszłość”. Tekst opublikowano w przededniu II wojny światowej, ale nie powstał w próżni. Tradycje oglądania tego rodzaju występów sięgają przynajmniej XIX wieku. Dwupłciowe osoby (choć trudno powiedzieć czy chodziło o rzeczywisty hermafrodytyzm) budziły zainteresowanie jeszcze zanim fenomen zaczęli badać lekarze. Co znamienne, głównym wyznacznikiem takiej dwupłciowości była wówczas właśnie broda – atrybut przejścia ze stanu dziecięcego w dojrzałość, esencjonalny symbol męskości. Okazywała się być tak silnie związana z płcią, że obecność brody na „niewłaściwej”, bo niewieściej, twarzy mogła wywołać konsternacje, a nawet być sygnałem umiejętności parapsychologicznych jej posiadaczki.

Magia zarostu

Niezwykłą moc jaką przypisuje się brodom odkryli już pod koniec lat sześćdziesiątych nasi czescy sąsiedzi. W 1969 roku miała miejsce premiera filmu science-fiction Oldřicha Lipský’ego Panowie, zabiłem Einsteina. Ta na swój sposób typowa czeska komedia zaskakuje już od pierwszego kadru, ukazującego nam roznegliżowaną parę w czułym pocałunku. Jedynym niepokojącym elementem obrazu jest bujna broda u obojga kochanków. Jak szybko dowiadujemy się z rozwoju akcji, po wybuchu bomby atomowej kobietom zaczęły rosnąć brody – gęste, długie, bujne, odrastające w parę godzin po goleniu. Niby można było pogodzić się z taką sytuacją, ale okazuje się ona nieco uciążliwa dla obu stron, co daje początek poszukiwaniom antidotum. Czesi podchodzą do problemu z właściwym sobie spokojem: zarost ich śmieszy, a nie oburza. Sam film (świadomie bądź też nie) nosi silne znamię estetyki kampu i zręcznie posługuje się symbolem męskości, również żeby pokazać, jak zmieniła się sytuacja kobiet na przestrzeni stulecia. Noszące brody kobiety z przyszłości mogą być inżynierami, naukowcami, zmieniają losy świata. Na początku XIX wieku są tylko ozdobami i kusicielkami mężczyzn. Broda to siła.

Kadr z filmu Zabil jsem Einsteina w reżyserii Oldřicha Lipský'ego
Kadr z filmu Zabil jsem Einsteina w reżyserii Oldřicha Lipský’ego / materiały prasowe

Conchita Wurst to kampowy artysta, który odniósł sukces na niespotykaną skalę. Poczynając od niezwykle „bondowskiej” piosenki w połączeniu z własną (transgresyjną) osobą, tak daleką od ideału dziewczyny Bonda, poprzez malowniczo kiczowaty i intertekstualny teledysk (mistrzowskie nawiązanie do filmu American Beauty) aż po klip prezentujący Austrię, a kręcony w operze (sztuka kanoniczna dla kampu!). Broda i wąsy są zwieńczeniem tego projektu, a emocje, jakie wzbudził, miarą jego sukcesu.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa