Samozadowolenie i europejska strefa komfortu

Zimna wojna wyrządziła ogromne szkody w mentalności Europy Zachodniej – uczyniła nas intelektualnie zależnymi i doprowadziła do powstania europejskiej strefy komfortu. Szczególnie widać ją wobec kryzysu w Ukrainie. Polacy czują się zagrożeni, Estończycy czują się […]


Zimna wojna wyrządziła ogromne szkody w mentalności Europy Zachodniej – uczyniła nas intelektualnie zależnymi i doprowadziła do powstania europejskiej strefy komfortu. Szczególnie widać ją wobec kryzysu w Ukrainie. Polacy czują się zagrożeni, Estończycy czują się zagrożeni, ale Zachodni Europejczycy już nie.

Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Res Publiki Nowej i Visegrad Insight, rozmawia z Judy Dempsey, wizytującą analityczką w Carnegie Europe i redaktorką naczelną Strategic Europe.

 

W Europie mamy do czynienia z przekonaniem, że należy się obawiać  Rosji. Czy powinniśmy czuć lęk w związku z obecnymi wydarzeniami na Ukrainie?

Zimna wojna wyrządziła ogromne szkody w mentalności Europy Zachodniej – uczyniła nas intelektualnie zależnymi i zadowolonymi z siebie, ponieważ tak bardzo polegaliśmy na wsparciu Stanów Zjednoczonych. Ale zamiast wykorzystać jej zakończenie jako okazję do samodzielnego przemyślenia nowej wolności, wciąż mówiliśmy: „Ameryka się tym zajmie”, a Ameryka ma przecież tyle innych priorytetów.

Doprowadziło to (pomimo wojen na Bałkanach, pomimo Gruzji, pomimo nierozwiązanych problemów w Bośni) do powstania europejskiej strefy komfortu. Szczególnie widać ją teraz w przypadku Ukrainy. Co ona oznacza? Że czujemy się bezpiecznie. Mówiąc szczerze: Polacy czują się zagrożeni, Estończycy czują się zagrożeni, ale Zachodni Europejczycy już nie. Z powodu braku wspólnej wizji zagrożenia nie podejmujemy bardziej stanowczych decyzji w kwestii sankcji lub  w ramach NATO.

Być może potrzebujemy lepszych ram intelektualnych do analizy wydarzeń na Ukrainie? Nie mamy żadnego wspólnego zrozumienia tych procesów.

Nie mam pojęcia. Ale wiem, że granice uległy przesunięciu i jesteśmy świadkami wypróbowywania nowych metod destabilizacji. Dotyczy to Naddniestrza, umocniono też granice Abchazji i Osetii Południowej. Władimir Putin nie dokona inwazji na Ukrainę, dlaczego miałby to zrobić? On destabilizuje: odkrawa fragmenty nie-państwa – ponieważ Wiktor Janukowycz zniszczył instrumenty państwa, funkcjonującą administrację, aparaty rządu,, co ułatwiło Putinowi potwierdzanie porażki Ukrainy jako państwa.

Wiemy, w jaki sposób Ministerstwo Obrony było zarządzane za Janukowycza. Zapewnienie integralności terytorialnej jest przecież obowiązkiem państwa – być może Ukraińcy nie mogli polegać na aparacie państwa? Stąd – co pewnie zabrzmi szokująco – widzę prawdopodobieństwo podjęcia działań partyzanckich.

Tymczasem zagrożenie łatwo przewidzieć: to nie tylko życie obok upadłego państwa i koszty tego upadku, ale także konieczność radzenia sobie z okropnym ubóstwem, jakie z tego wyniknie, a także korupcją, strumieniami uchodźców (lub po prostu uciekinierów) zmierzających do Polski czy państw bałtyckich – to progi UE. Kiedy Ukraińcy poczują się bardzo zagrożeni, wyjadą, a konsekwencje tego dotyczą również nas. Będziemy musieli pomagać im ekonomicznie i na wiele innych sposobów. Dlatego właśnie powinniśmy być bardzo, bardzo poważni i intelektualnie uczciwi wobec bieżących wydarzeń. Nie mogę pojąć, że Europejczycy nie czują się zagrożeni. Mur Berliński upadł raptem w 1989 roku, minęło tak niewiele czasu.

Na czym polegają zaniedbania Grupy Wyszehradzkiej?

Działanie w ramach Grupy Wyszehradzkiej oznacza posiadanie spójnej polityki zagranicznej, w szczególności wobec Rosji i wschodnich sąsiadów. Tego wyraźnie brakuje. Weźmiemy pod uwagę zachowania Rosji z ostatnich kilku lat – w Gruzji, ale szczególnie na Krymie i zamiary Putina wobec Ukrainy – Słowacy, Czesi, Polacy i Węgrzy powinni występować przeciwko nim jako jedność… a nie występują.

Słowacy nieco chwiejnie zajmują się problemem gazowym, a Viktor Orbán niechętnie krytykuje Putina. Wpisał się w jego propagandę, twierdząc, że etniczni Węgrzy na Ukrainie są ofiarami prześladowania i dyskryminacji. Wszystko na potrzeby kampanii wyborczej i, oczywiście, żeby nie dezaprobować Putina. Byliśmy świadkami niezwykłej sytuacji, w której Orbán krytykował Chińczyków za ich układ z Rosją, równocześnie zacieśniając stosunki z Putinem; te energetyczne powiązania są podstępne i faktycznie szkodliwe.

Ale zanim będziemy mieli spójną politykę zagraniczną, powinniśmy mieć bardziej spójne wspólne interesy, przede wszystkim połączenia gazowe. Z perspektywy geopolitycznej rury przebiegają na osi wschód-zachód i wciąż łączą się w zbyt niewielu miejscach.

Tak, absolutnie. Mówimy na temat rur od 1991 roku! Wszyscy znają geografię i historię zimnej wojny. Na każdej edycji GLOBSEC, Wrocław Global Forum czy Lennart Meri Conference woła się: „połączenia, połączenia!”. Ile razy mamy jeszcze powtarzać, co trzeba zrobić? Przejdźmy do działania. Tak, to kosztuje, ale mamy fundusze infrastrukturalne, które mogą zostać przekierowane. Jeżeli poważnie podchodzimy do zjednoczonego, wolnego rynku gazu i pomocy w dogrzaniu Wschodniej Europy, musimy to zrobić.  Oczywiście Rosji to nie odpowiada i ma swoje sposoby, by temu zapobiec.

Mamy demokrację we Wschodniej i Środkowej Europie, jednak rosyjska spuścizna sięga głęboko, dlatego rosyjskie interesy zakorzeniły się w części politycznych elit Czech, Słowacji, Węgier i także Polski. To nie jest przejrzystość, wolny rynek, otwarta konkurencja – to nowy rodzaj nie tyle już kontroli, co wpływu.

Odwróćmy sytuację – spójrzmy na związki Węgier z Chinami, stają się nie tylko ich przyczółkiem, ale wręcz centrum operacji na europejskich rynkach. Im bardziej państwa te zbliżają się wzajemnie, tym większy stopień wpływu Chin na głosowania Unii Europejskiej w kwestiach takich jak embargo na broń, międzynarodowe układy handlowe czy intelektualne prawa autorskie. Strategia Chin polega na zdobyciu przyczółku, a pomysłem Rosji rozgrywanie państw członkowskich przeciwko sobie.

Jednakże poczynania Rosji są szczególnie podstępne i bardzo sprytne. Nie powiodło jej się umocnienie zależnych komunistycznych partii w Zachodniej Europie, nie udało się doprowadzić do upadku Zachodu… Nie mamy pełnego obrazu, ale wśród prawicowych partii w Europie także nie brakuje rosyjskich wpływów.

Spójrzmy na partię Marine Le Pen, Blok Flamandzki czy UKIP. Czy kiedykolwiek słyszano z ich ust krytykę Putina? Rosji? Ich finansowanie pozostaje bardzo niejasne. Dlaczego o tym wszystkim nie mówią? W rzeczy samej istnieje związek pomiędzy myśleniem Putinowskiej Rosji i tymi partiami, ponieważ są bardzo konserwatywne i bardzo tradycjonalistyczne. Są także niechętne wobec nowoczesności. Czy możesz sobie wyobrazić, że niepodległość Francji jest zagrożona? Czy możesz sobie wyobrazić Marine Le Pen, która milczy na ten temat? A niepodległość Ukrainy właśnie została naruszona.

To pokrętna argumentacja.

W rzeczy samej, jednak należy być bardzo ostrożnym. To kolejna słabość Wyszehradu, ale  i całej Europy. Znamienne są słowa estońskiego ministra obrony: „Jasność – musimy być przejrzyści w naszych zamiarach”. Ale jak mamy to osiągnąć, jeżeli BBC zamyka audycje nadawane na falach krótkich? Kiedy Voice of America i Radio Wolna Europa ograniczają swoją działalność? Byłe republiki ZSRR potrzebują tych usług.

Możemy mówić o sytuacji kryzysowej, skoro BBC World Service przechodzi z Biura Zagranicznego do systemu licencyjnego. W Biurze Zagranicznym byli przynajmniej eksperci, którzy znali rolę prawdy, radia i alternatywnego przekazu  – to musi być wspierane. Oczywiście, możemy to robić przez Internet, ale dostęp do sieci na prowincji jest ograniczony, no i nie każdy posiada komputer. Radio jest szalenie istotne. Tu chodzi o rywalizację wyznawanych w Europie wartości. Dla mnie jako kogoś, kto dorastał ze stacjami nadającymi na krótkich falach, to rzeczywiście przygnębiające, że takie medium przestaje być dostępne.

Z drugiej strony, wpływ Russia Today i innych rosyjskich kanałów, zaopatrujących region w kulturę popularną, pokazuje, że jeszcze ważniejsze niż radio są poważne inwestycje w telewizję.

Tak, zgadzam się. Ale Belsat starał się tego dokonać, z ograniczonymi środkami. Inna sprawa: Europejski Fundusz na rzecz Demokracji – powinien być wsparty. Jeżeli chcemy bronić naszych wartości i idei, a ich podstawowym elementem jest obywatelskość, to musimy mocniej wspierać społeczeństwo obywatelskie: jednostki, grupy i ruchy, radio i telewizję. To kwestia stworzenia alternatywnej przestrzeni dla naszych wartości, musimy ich bronić.

Tego nie potrafię zrozumieć. Spędziłam całe życie na omawianiu regionalnych wydarzeń i najprzyjemniejszym momentem było dla mnie dołączenie Polski do Unii Europejskiej. Zostałam wychowana w przekonaniu, że Europa nie powinna być podzielona. I możemy teraz zaprzepaścić ten projekt – jesteśmy samozadowoleni i żyjemy w strefie komfortu.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa