ROGOWSKA: Rewolucja to sztuka

Strajk kobiet zapoczątkował dyskusję, nie tyle w kwestii aborcji, co pozycji kobiet i młodzieży w społeczeństwie, oraz miejsca Kościoła i relacji norm moralnych do prawnych


Jak u Bułhakowa, nieuniknione już się stało, Annuszka wylała olej, jak głosi jedno ze słynnych już protestacyjnych haseł. Tylko nie wszyscy jeszcze zdali sobie z tego sprawę. Aroganci nie próbują nawet uniknąć fatalnego losu, jaki niechybnie spotka przestarzały model państwa, Kościoła, społeczeństwa.

Korporacyjne skrypty narodowe

Temat aborcji był właściwie tylko zapalnikiem, ogień, który teraz płonie nieodwracalnie zmieni społeczny, a nie tylko polityczny, krajobraz Polski.

Do tej pory zarówno kobiety, jak i młode pokolenie, w życiu społecznym zajmowali pozycję „aspirującą”, to znaczy nie traktowano ich poważnie, o ile nie zakładali masek profesjonalizmu bądź nie odgrywali z góry narzuconego ich grupie społecznej (matek, uczniów, stażystów) skryptu.

Dopóki kobieta-lekarka podejmuje decyzję o stosowanej terapii, jest w porządku. Dopóki młody specjalista ds. marketingu podpowiada strategię reklamową, jest w porządku. Gdy jednak zaczynają upominać się o prawa, jak możliwość decydowania o własnym ciele, wybór kanonu estetycznego, równy podział obciążeń domowych, zaplecze socjalne, prawo do czasu wolnego, ubezpieczenia społecznego itp., okazują się roszczeniowymi egoistkami i egoistami, którym za dobrze się wiedzie.

Kobiety, ryby i dzieci

Polska była jednym z pierwszych europejskich krajów, w których kobiety uzyskały prawa wyborcze. Od dawna argument ten służy za listek figowy, który ma przesłonić wszystkie przejawy dyskryminacji. Podobnie jak pamięć XVI-wiecznych wolności religijnych na terenie Rzeczpospolitej ma przykryć wstydliwą kartę antysemityzmu. W praktyce emancypacja kobiet zatrzymała się na dostępie do nowych ról społecznych.

Tegoroczne protesty, oprócz sprzeciwu wobec drakońskiego prawa antyaborcyjnego, są próbą rzeczywistej emancypacji i wyrwania się z serdecznego acz niepożądanego uścisku paternalizmu. W kobiety na przemian rzuca się kamieniem i całuje w rączki. Z jednej strony odsądza się je od czci i wiary, a przy okazji miłości do własnych dzieci, z drugiej – mówi się o tym, że dzięki nim życie toczy się „gładko i harmonijnie”, jakby to właśnie było ich zasadniczym powołaniem. Do tego chyłkiem zakłada się im gorset niepisanych reguł, które mają regulować ich życie, ale które już niekoniecznie obowiązują w świecie mężczyzn.

Jednym z symboli protestów stały się wykrzykiwane wulgaryzmy, po które sięgnęły protestujące kobiety, by wyrazić swoje najwyższe oburzenie i brak zgody na ingerencję w sferę ich wolności. Jak się okazało, wulgaryzmy zadziałały katartycznie – kobietom dodały siły, a jednocześnie obnażyły rozmiar hipokryzji i protekcjonalizmu, z którym muszą się na co dzień mierzyć.

 

Strajk kobiet zapoczątkował dyskusję, nie tyle w kwestii aborcji, co w ogóle pozycji kobiet i młodzieży w polskim społeczeństwie, a także miejsca Kościoła i relacji norm moralnych do norm prawnych. Fale komentarzy odsłoniły mielizny głęboko zakorzenionego paternalizmu i fundamentalizmu, na których rozbija się już nie tylko społeczna norma, ale i prawodawstwo.

Byliście głupi, my jesteśmy mądre.

Edukacja historyczno-obywatelska sprowadza się w Polsce z jednej strony do przedstawiania ideału wolności w kategoriach suwerenności narodowej, a z drugiej – wolnego rynku. Nie bez znaczenia jest także faktyczny brak nauczania etyki w szkołach, której przeciwstawiono lekcje religii. W rezultacie Polacy mają problem z dyskutowaniem o prawach i wartościach. W kontekście kobiecości płynnie przechodzi się od ideału matki-Polki poświęcającej się dla rodziny i narodu, do wyrachowanej i agresywnej lwicy biznesu. Dziewica albo dziwka, dom albo praca, matka lub dzieciobójczyni. Wszystko postawione w formie absurdalnej alternatywy. Osaczone tym oceanem niedorzeczności i okrucieństwa kobiety po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego poczuły, że nie mogą dłużej znosić niesprawiedliwości, i muszą same zawalczyć o swoje prawa.

Nowy numer: Wybory w USA

Dlatego pośród głosów oburzenia i sprzeciwu na manifestacjach coraz wyraźniej słychać było listę postulatów. Powstała rada konsultacyjna Strajku Kobiet, która ma je wszystkie zebrać i opracować „ścieżkę wyjścia z bagna”. Protesty przybierają na sile, przyjmując kształt społecznej rewolucji. Ich ideałami – oprócz wolności – stają się te, które po rewolucji ’89 roku w wyniku przyspieszonych przemian gospodarczych, zostały zepchnięte na drugi plan: solidarność, równość, siostrzeństwo/braterstwo. Może pesymistyczna wizja przyszłości snuta przez profesora Marcina Króla, który w 25-lecie transformacji bił się w pierś, wyznając „byliśmy głupi”, dzięki kobietom i młodemu pokoleniu Polaków nie musi się urzeczywistnić.

Rewolucja w czasach zarazy

W obecnej sytuacji politycznej w Polsce, trudno nie odnieść wrażenia, że czas ogłoszenia orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego nie był przypadkowy. Środek pandemii, sezon grypowy, łatwe do przewidzenia protesty. Czy powrót do tematu aborcji w tym okresie miał przyciągnąć niewielką grupę ultrakonserwatywnego elektoratu, skonsolidować frakcję Jarosława Kaczyńskiego, czy raczej odciągnąć uwagę opinii publicznej od nasilającej się pandemii Covid-19?

Już teraz widać, że w przeciwieństwie do sytuacji na wiosnę, Polska nie przejdzie przez drugą falę pandemii suchą stopą. Rząd nie będzie mógł zbierać punktów za sterowanie łodzią, która zmierza wprost na lodowiec. Biorąc pod uwagę wypowiedzi wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego już w trakcie trwania Strajku, a także wysiłki telewizji publicznej, można postawić tezę, że pełną odpowiedzialnością za brak kontroli nad pandemią i rosnącą liczbą zgonów oraz niewydolność służby zdrowia wkrótce zostaną obarczeni uczestniczki i uczestnicy protestu. Czy taka była główna przesłanka opublikowania orzeczenia TK?

Wydaje się, że PiSowi może być na rękę mówienie teraz o nienarodzonych zamiast o umierających, a przede wszystkim znalezienie kozła ofiarnego, na którego można będzie zrzucić winę za śmierć wciąż rosnącej liczby osób zarażonych SARS-Cov-2, a także tzw. nadliczbowe zgony (ang. excess deaths).

Apostazja w google trends

W przeszłości mediatorem w konfliktach społecznych w Polsce bywał Kościół, tym razem zdaje się on stroną sporu. Stanowisko Kościoła wobec aborcji jest jasne, nie do końca oczywiste jest jego zaangażowanie polityczne. Sojusz tronu z ołtarzem zawsze źle kończy się dla tego drugiego i tego właśnie doświadcza Kościół w Polsce, który angażując się w walkę polityczną, w dużej mierze osłabił swój autorytet moralny. Brak jednoznacznego odcięcia się od polityki, a wręcz podbijanie aborcyjnej piłeczki przez przedstawicieli episkopatu, sprawiły, że uczestnicy protestów częścią winy za zaistniałą sytuację obarczyli Kościół właśnie.

W pierwszych dniach protestu jednym z trendów w wyszukiwarce Google obok „strajku kobiet” i „lockdownu”, było hasło „apostazja”. Polska może stać się drugą Irlandią, która z jednego z najbardziej katolickich krajów stała się symbolem lawinowego odejścia wiernych z Kościoła. Ewidentne wydaje się więc, że rewolucja społeczna, jaka dokonuje się w Polsce, zmusi do jakiejś odnowy także polski Kościół.

Politycy prawicy nie od dziś chętnie ustawiają w jednym szeregu słowa takie jak „Kościół”, „naród”, „wartości”, „patriotyzm”, jednocześnie pokazując palcem na potencjalnego wroga polskości. Tak było i tym razem. Do obrony kościołów wezwał w swoim oświadczeniu-orędziuJarosław Kaczyński.

Ewidentnie prowokacyjna wypowiedź prezesa PiS sprawiła, że zarówno Kościół, jak i przedstawiciele Strajku Kobiet, choć nie zmienili swoich stanowisk, dosyć szybko zorientowali się, że bezpośrednia ich konfrontacja nie przyniesie niczego dobrego. Tymczasem środowiska prawicowe zdają się zbroić przed wyruszeniem na walkę w obronie wiary. A jak wiadomo, wojny religijne są niezwykle burzliwe i zawsze pociągają za sobą wiele niewinnych ofiar.

To jest sztuka

Protesty wyzwoliły energię, która do tej pory pozostawała uśpiona. Głos zabrały grupy, które wcześniej nie uczestniczyły na równych prawach w dyskursie publicznym. „To jest wojna” pojawiło się jako jedno z pierwszych haseł protestów, jakby na potwierdzenie tego, że tym razem kobiety nie odpuszczą, nie zrezygnują, nie będą brać jeńców. 

Do tej pory wojny i wojenki wypowiadał Jarosław Kaczyński, dziś na jego zaczepki i prowokacje odpowiedziały kobiety, które normalnie do wojny się nie kwapią, ale i się w nią nie bawią. Choć protesty zostały umyślnie wywołane przez rządzących, to ich skala z pewnością ich zaskoczyła. Oczywistym jest, że nie da się utrzymać rewolucyjnych nastrojów przez długie tygodnie, a tym bardziej trzy lata, jakich brakuje do następnych wyborów, ale rewolucja dzieje się przede wszystkim w świadomości i tego nie da się już cofnąć.

Mimo karnawałowej atmosfery, to, co dzieje się na polskich ulicach, to nie zabawa. Niezwykle kreatywne hasła protestów, pokazują, że na polu bitwy stanął nowy uczestnik – młody, energiczny, twórczy. I właśnie o prawo do wyrażania siebie, do samostanowienia, do projektowania własnego życia zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą, celami i wyobraźnią upomina się najmocniej. Przyzwyczajony do ołowianych żołnierzyków zastęp starych polityków i moralistów w tej wojnie nie ma szans. Na tle młodzieńczej energii i twórczej inwencji, przy salwach szczerego śmiechu, kończy się właśnie mit wielkiego stratega.

 

fot. creative commons


Gabriela Rogowska, redaktorka „Res Publiki Nowej” i „Visegrad Insight”, tłumaczka.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa