Rękodzieło elektroniczne

Po powrocie z WRO Media Art Biennale ma się przez chwilę wrażenie, że sztuka, którą oglądamy na co dzień jest wbrew pozorom, dość tradycyjna. Ilość wykorzystanej we Wrocławiu nowoczesnej technologii, siłowników, układów scalonych, projektorów, komputerów […]


Po powrocie z WRO Media Art Biennale ma się przez chwilę wrażenie, że sztuka, którą oglądamy na co dzień jest wbrew pozorom, dość tradycyjna. Ilość wykorzystanej we Wrocławiu nowoczesnej technologii, siłowników, układów scalonych, projektorów, komputerów i wyświetlaczy robi ogromne wrażenie. To jak przechadzanie się po artystycznym Centrum Nauki Kopernik.

Piętnaste, jubileuszowe WRO Biennale jest wydarzeniem o ogromnej skali. To jedno z największych cyklicznych przedsięwzięć artystycznych w Polsce. W tegorocznej edycji bierze udział kilkudziesięciu artystów, imprezy powiązane z przeglądem odbywają się w osiemnastu miejscach, wystawy trwają prawie do końca czerwca. W tym roku hasło przewodnie to Pionieering values, co Piotr Krajewski, dyrektor artystyczny WRO, tłumaczy jako Odkrywanie wartości. Nic więc dziwnego, że przeplata się tutaj wiele wątków i tematów.

Za kredo Biennale mogłaby posłużyć wypowiedź Zbigniewa Rybczyńskiego ze zbioru wywiadów z cyklu ArtistTalk  Outer Views, którego premiera odbyła się w trakcie festiwalu. Pionier sztuki video przekonuje, w rozmowie z Piotrem Krajewskim, że co najmniej od końca średniowiecza twórczość artystyczna, ta najbardziej wpływowa, związana była nierozłącznie z nowymi sposobami przedstawiania i wiedzą o świecie, zarówno tą humanistyczną, jak i techniczną.

WRO Biennale uświadamia, że coraz mniej wiemy o technologii, którą wykorzystują artyści. Czasem może być ona zupełnie przezroczysta, jej zrozumienie jest dla widza drugorzędne, lub nawet niepożądane. Jednak w wielu wypadkach stajemy przed dziełem, którego z braku technicznej wiedzy nie możemy do końca odczytać. Często zatem odbiór dzieła ma we Wrocławiu dwa etapy – zaskoczenia „nowym” i pytania, jak to jest zrobione, oraz dopiero później – interpretacji.

Dźwięki elektrycznego ciała

Tym, co po głównej wystawie Biennale zostaje w pamięci, tej przedrefleksyjnej, jest bardzo zmysłowe wrażenie – dźwięk elektryczności. Tytuł jednej z instalacji – Bzzz! The Sound of Electricity Cécile Babiole – brzmi jak metafora całej ekspozycji Pierścienie Saturna w pałacu Ballestremów. Francuska artystka podłączyła wzmacniacze do prądu i eksponuje po prostu dźwięk wydawany przez elektryczność. Najprościej i najdosłowniej. To nie jedyna praca, którą słychać już z daleka.

BZZZ! The sound of electricity – installation from cecilebabiole on Vimeo.

Wiele innych projektów eksploruje relacje, mechaniczne przełożenia między zjawiskiem fizycznym a jego dźwiękową, wizualną i fizyczną ekspresją. Yolanda Elizalde przekłada fale dźwiękowe na światło załamane falą na powierzchni wody. Łotewska grupa RIXC zaprezentowała instalację wykorzystującą dźwięki tworzone przez odpowiednio hodowane bakterie, wykorzystywane jako ekologiczna bateria. Ta pozornie bardzo prosta konstrukcja, z jednej strony odnosi się do nowinek związanych z możliwościami dbania o zrównoważony rozwój, z drugiej jednak przywołuje niepokojące etycznie skojarzenia, choćby z Matrixem.

Błądząc po trzech piętrach opuszczonego pałacu, którego wnętrza zostały zaadaptowane na potrzeby wystawy, często jesteśmy prowadzeni przez dźwięki, które zapraszają by zajrzeć do kolejnego ciemnego pomieszczenia za rogiem. W pałacu Ballestremów nie do końca wiadomo, gdzie jeszcze może znajdować się następna praca. Oglądanie tej wystawy ma zatem odcień eksploracji, szczególnie, że wnętrza nie były do tej pory wykorzystywane ekspozycyjnie.

Jak to działa?

Nie mogło zabraknąć również prac interaktywnych. Żeby skomunikować się z nimi zwykle potrzebny jest smartfon – trzeba zeskanować kod QR i wejść na stronę, z której wydaje się interaktywnemu systemowi polecenia. Niestety użytkownicy starszych technologii będą odrobinę poszkodowani.

Jednak nawet posiadacze smartfonów muszą uważać. W pałacu Ballestremów można korzystając z internetu podłączyć się do lokalnego wifi – unCloud. Wywołane strony nie zawsze będą prowadziły do wpisanych adresów. unCloud to projekt portugalskiej grupy INTK. W Wielkiej Brytanii funkcjonuje bardzo popularny dostawca sieci bezprzewodowej The Cloud. Raz podłączywszy się do ich sieci można z niej korzystać w bardzo wielu punktach, restauracjach, sklepach i kawiarniach. W praktyce dostęp do sieci tej firmy jest otwarty w znacznej części centralnego Londynu. Cloud – ‘chmura’ – jest również określeniem sposobu przechowywania i dostępu do danych za pośrednictwem internetu. Portugalscy artyści zaproponowali aplikację pozwalającą założyć własną, ogólnodostępną sieć wifi, w której samemu można określić dokąd kierują jakie adresy internetowe. Już wpisując „www.google.com” możemy być bardzo zaskoczeni tym, gdzie ktoś nas przekierował.

Adresy IP, serwery DNS, NASK, LAN to pojęcia, których zwykle nie znamy, chociaż na co dzień korzystamy z internetu, opartego na tych funkcjach. Do to tej konstrukcji odwołują się takie projektu jak unCloud. Do wykonania innych prac wykorzystano złożone mechanizmy. Niektóre nie mają znaczenia, ale w innych wypadkach znajomość procesu wpływa na interpretację. Pytanie „jak to jest zrobione?” powraca co chwila. Kiedy wchodzimy na stronę firmy Google i zamiast na wyszukiwarkę trafiamy na stronę galerii obrazów odczytujemy przesłanie, ale nie wiemy, dlaczego właściwie tak się stało. Żeby w pełni zrozumieć tę pracę trzeba mieć przynajmniej minimalne pojęcie o konstrukcji sieci Internet. Wtedy zrozumiemy kto, kiedy i jak wprowadził błąd do systemu, oraz czyją władzę właściwie krytykuje.

Kojarzenie adresów stron z ich zawartością jest w Polsce administrowane przez NASK – Naukowo-Akademicką Sieć Komputerową. To ona określa na jaką stronę trafimy po wpisaniu Obieg.pl – czy wyświetli się magazyn artystyczny czy popularny portal. Portugalscy artyści przypominają o tym, jak ogromna to władza. Znaczenie sieci i jej złożoność, dwoistość świata – mechanicznego i elektronicznego – jest jednym z głównych tematów tej edycji Biannale. Odrywamy tutaj jak ważne są mechanizmy rządzące współczesną rzeczywistością cyfrową.

Łatwość, przezroczystość funkcjonowania i ogrom rozbudowanej struktury, która za nią stoi, jest jedną z możliwych interpretacji nagrodzonej w tym roku przez krytyków instalacji Crystal City tajwańskiego artysty Chi Tsung Wu. W tej bardzo prostej pracy plastikowe przezroczyste prostopadłościany – sugerujące na ścianie widok wieżowców z lotu ptaka – oświetlone są krążącym na obrotowym ramieniu „słońcem”. Jednak widoczne są nie wznoszące się wierze, ale tylko cienie, które rzucają.

Inną pracą, która przypominała, że świat „wirtualny” jest nie mniej realny niż ten „offline” była również nagrodzona na Biennale The Pixelated Revolution Rabiha Mroue. Libański artysta wiąże życie realne z życiem w sieci. Istnienie w serwisie YouTube amatorskich nagrań uczestników lub świadków zamieszek na Bliskim Wschodzie, na których operator zarejestrował moment strzału w kierunku kamery, sprowokowało go do próby odnalezienia strzelających żołnierzy, oraz rozpaczliwej próby przeprowadzenia logicznego dowodu na to, że mimo wszystko operatorzy żyją.

iDzieło kontra „zrób to sam”

Wspomniana wcześniej Cécile Babiole eksponuje w swojej pracy dźwięk. Ale nie tylko – artystka pokazuje również całą techniczną warstwę swojej pracy. To nie jest wypowiedź, której zaplecze ma być dla widza niewidoczny – przeciwnie, kłębowisko kabli, wtyczek i gniazdek jest częścią ekspozycji. Praca ma sama siebie tłumaczyć. Choć trzeba przyznać, że żeby wiedzieć, co do czego służy potrzebna jest przynajmniej elementarna znajomość elektroniki.

Cecile Babiole/ Bzzz Sound of Electricity
Cecile Babiole/ Bzzz Sound of Electricity

Często technologia w pracach artystów biorących udział w tegorocznym Biennale jest „nieprzezroczysta”, chropawa, widoczna. Silniczki, rurki, kable i wzmacniacze, wcale nie są poukrywane. Wydaje się, że artysta zmagał się z technologią. Zapewne japońska firma wykonując podobny przedmiot (niezależnie od jego bezużyteczności z punktu widzenia korporacji) pokryłaby go np. czystym białym plastikiem. Wyprodukowała „iDzieło”. Widoczna technologia, wykorzystanie mechanicznych relacji, odwzorowań, których artysta nie ilustruje, wydaje się mieć dla tych artystów wartość autentyczności. Zapraszani na WRO twórcy często mierzą się na pomysły z japońskimi korporacjami technologicznymi na swój sposób.

To trudny wyścig, konkurencja dysponuje technologią, o której twórcy mogą tylko marzyć. Zwykle samo pokazanie efektów nieobytej z taką nowością publiczności artystycznej już robi wrażenie.

Narzuca się pytanie – czy aby tworzyć rzeczy naprawdę innowacyjne, przełomowe, w dialogu z duchem czasu, reprezentujące dokładnie to, co w tej chwili można powiedzieć, korzystając ze wszystkich dostępnych środków – potrzebne są naprawdę wielkie pieniądze? Czy tego typu sztuka nie może się obyć bez dużego kapitału, a więc i sukcesu rynkowego lub silnego mecenasa, mogącego sfinansować korzystanie z wyników badań korporacyjnych laboratoriów?

Zabiegi medyczne, które są jednym z elementów dzieła gwiazdy poprzedniej edycji WRO, Stelarca, wymagają dużych nakładów finansowych i w warstwie technicznej zbliżają się do pola badań czysto naukowych, prowadzonych (lub nie prowadzonych – ze względu na ograniczenia etyczne) na uniwersytetach. Lin Pey Chwen w pracach z serii Eve Clone wykorzystuje natomiast jedną z form przedstawień holograficznych, na których postać zmieniają się i odwraca wraz z poruszającym się widzem, by jak Gioconda wciąż spoglądać mu w oczy.

Być może gwiazdą Biennale mógłby być zatem występ Hatsune Miku –„wyprodukowanej” przez Yamahę jako wirtualny byt i wprowadzonej do obiegu kulturowego i rynkowego wirtualnej piosenkarki pop. Jej głos tworzony jest przez oprogramowanie syntezatorowe, a na koncertach pojawia się na holograficznym obrazie, niemal do złudzenia przypominającym namacalną postać.

Jednak pozostaje pytanie o wartość dzieła. Oprócz nowoczesnej, zaskakującej formy wykonania, lub na przykład kolejnego kroku w rozwoju iluzji wzrokowej, prace na WRO Biennale stawiają pytania. Kwestie uzależnienia od kontroli przepływu informacji były jednym z tematów spotkania z Geoffem Coxem, profesorem uniwerstetu w Aarhaus, badaczem relacji technologii i społeczeństwa. Wolność dostępu do informacji, jej technologiczny wymiar oraz niezależność to jeden z wiodących tematów całego przeglądu. O podstawowych wartościach, takich jak równość i sprawiedliwość, mówi się podczas Biennale. Tyle, że mniej tradycyjnym językiem.

Do tradycji sztuki europejskiej odwołuje się Wojciech Doroszuk, którego video „Festin/Feast” również zostało w tym roku wyróżnione. Nawiązując wizualnie do malarstwa takich mistrzów jak Snyders, świetnie pokazuje, co można zrobić z tematem martwej natury wykorzystując współczesną technologię. Jego praca nie jest prostym przełożeniem na obraz filmowy motywów znanych z klasycznego malarstwa, lecz serią dokładnie przygotowanych obrazów. Warsztat i pieczołowitość wykonania porównywane – w innym medium – z dziełami „old masters”. Po skomponowaniu, suto zastawionego stołu, pełnego przepychu owoców, mięs i pucharów, natura „wraca po swoje”. Jakby pod nieobecność ludzi, lub po ich odejściu, do nienaruszonego stołu zakradają się psy. W spokojnych, estetycznych i pozbawionych pośpiechu ujęciach powoli rozdrapują ułożoną według klasycznych wzorów sztuki malarskiej i dworskiej kuchni martwą naturę. Wideo Doroszuka to obraz piękny i niepokojący.

***

Na koniec wędrówki po głównej wystawie trafiamy na ostatnio piętro, gdzie znajduje się tylko jedna instalacja. Trwa tam spokojny, cichy festiwal analogowości – ułożone w asymetryczne stosy telewizory szumią brakiem sygnału, porzucone na poddaszu, poruszając polem magnetycznym kineskopów ustawione przed nimi małe dzwonki.

WRO_Media_Atr_Biennale_fot_100ga (23) (500x334)

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa