RAJK: Paradoksy tolerancji

Dziś zmarł László Rajk, węgierski intelektualista. Przypominamy jego tekst poruszający bardzo aktualny problem, dotykający również polskiej polityki.


Historia idei tolerancji liczy sobie wiele wieków. Przykłady jej zastosowań można znaleźć już w starożytnej filozofii, a także w pismach religijnych oraz w Biblii. Jednak pierwsza warta wspomnienia próba tolerancyjności miała miejsce w okresie reformacji chrześcijaństwa. Później przez długi czas tolerancja jako taka stanowiła jeden z najważniejszych elementów dyskusji między religiami. W ostatnim stuleciu jej zasady były coraz częściej stosowane w konfliktach etnicznych, społecznych, moralnych, związanych z płcią społeczno-kulturową oraz orientacją seksualną. Obecnie tolerancja, a zwłaszcza jej paradoksy, stały się przedmiotem różnych filozoficznych dociekań, szczególnie w ramach filozofii dekonstruktywistycznej.

Zamiast przedstawiania historycznych przykładów różnych problemów, podejść czy argumentów dotyczących tolerancji, opowiem trzy historie. Jakkolwiek owe studia przypadku nie mają wiele wspólnego z Węgrami, mam nadzieję, że ułatwią zrozumienie wielowymiarowych aspektów tolerancji na Węgrzech.

Pierwsza historia zaczyna się 13 października 2012 roku w galerii Tate Modern w Londynie. Zgodnie z zeznaniami świadków dwudziestoletni mężczyzna przez chwilę siedzi spokojnie w sali z obrazami Marka Rothki, po czym powoli wstaje, podchodzi do obrazu zatytułowanego Black on Maroon (Czerń na kasztanowym) i maże po nim, czy raczej oznacza go, grubym pisakiem. Następnie, bez pośpiechu, wychodzi z sali. Policja wciąż go poszukuje.

To zjawisko nie jest unikatowe w historii wystaw sztuki:

– pewnego razu rzeźba Rodina pt. Pocałunek została związana liną;
– w Muzeum Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku w 2000 roku dwóch artystów performatorów pochodzenia chińskiego chciało oddać mocz do pisuaru Marcela Duchampa, nazwanego przez artystę Fontanną.

Najpierw przyjrzyjmy się, co ów młody mężczyzna napisał, ponieważ w toku dalszych rozważań może okazać się to znaczące. Napis głosi: „Vladimir Umanets / Potencjalny egzemplarz yellowizmu”. Napis jest raczej enigmatyczny. Część pierwsza jest prosta, Vladimir Umanets może być imieniem i nazwiskiem (prawdopodobnie ukraińskim) lub nawiązaniem do tytułu rosyjskiej kreskówki soft porno – Uma Netto, może też być kalamburem, grą słowną, która mogłaby oznaczać: U Manet malarz. Lecz co oznacza yellowizm? Odpowiedź można znaleźć w internecie:

Manifest yellowizmu
Yellowizm nie jest sztuką ani anty-sztuką. Przykład yellowizmu może wyglądać jak dzieło sztuki, które nie jest dziełem sztuki.

Jest to paradoksalna definicja, tak jak paradoksalna jest tolerancja.

Zanim dojdziemy do ponurej rzeczywistości Węgier, omówmy wspomniane wyżej trzy historie, trzy studia przypadku zniszczenia dzieł sztuki i oceńmy, czy można je tolerować, czy nie?

Pierwsza z nich dotyczy oznaczenia. W dużym stopniu zmieniło ono przesłanie obrazu. Jednak podpis jest raczej mały, ledwo widoczny z odległości, więc nie wyrządza aż takiej szkody znaczeniu obrazu Black on Maroon. Nie zapominajmy, że ostatnia znana cena obrazu Rothki wynosiła 53,8 mln funtów i padła podczas licytacji w domu aukcyjnym Sotheby. Black on Maroon zapewne nie byłoby takie cenne z oznaczeniem, jak jest bez niego. Pytanie nasuwa się samo: czyn młodego mężczyzny był prymitywnym wandalizmem czy przemyślaną i umyślną demonstracją, mającą na celu sprzeciw wobec wzrastającej dekadencji w obrębie sztuki współczesnej?

Druga historia przedstawia związanie Pocałunku Rodina. Lina nie zaszkodziła fizycznie rzeźbie, mogła zostać z łatwością
usunięta, lecz ośmieszyła eksponat. Ci, którzy wiedzieli o tym działaniu lub widzieli zdjęcia związanej rzeźby, nie mogą już postrzegać jej tak samo jak wcześniej. Od tamtej pory oglądaniu statuy będzie towarzyszył chichot w tle, gorzki uśmiech na twarzy. Czy mogłoby to być działanie ostrzegające nas przed niebezpieczeństwem banału i kiczu? Czyż nie jest to protest przeciwko populizmowi, polegający na wyśmianiu go?

Trzeci przykład to oddanie moczu do pisuaru Marcela Duchampa (artyści zostali powstrzymani przed wykonaniem działania). Czy nie ma nic bardziej naturalnego niż oddanie moczu do pisuaru? Na tym właśnie polega podstęp – owo działanie stawia na głowie koncept Duchampa, który stanowi podwaliny współczesnej sztuki. Ktoś może też powiedzieć, że to działanie umieszcza pisuar z powrotem w codziennej rzeczywistości. Zatem jest to protest przeciwko relatywizacji sztuki i kultury (czyn performerów nie uszkodziłby owej rzeźby-manifestu, ponieważ właśnie miała być umyta i wyczyszczona, zupełnie tak jak to bywa od czasu do czasu z pisuarem).

Czemu piszę o tych przypadkach? Ponieważ nowa większość, stanowiąca 2/3 w węgierskim parlamencie, oddała mocz na węgierską demokrację, związała ją i oznaczyła. Bez wdawania się w szczegóły, krótko wymienię fakty. W 2010 roku, zdobywając 53% oddanych głosów, obecna koalicja stała się większością stanowiącą 2/3 węgierskiego parlamentu. Jakkolwiek niektórzy przywódcy zwycięskich partii byli zaangażowani w obalanie ancien régime’u w 1990 roku, nowo wybrane 2/3 prawie od razu zaczęły atakować węgierski ugruntowany już system podziału władzy. W trakcie dwóch ostatnich lat owe 2/3 wdrożyły nową konstytucję, stanowiącą fundament prawa. W konsekwencji działanie Sądu Konstytucyjnego zostało sparaliżowane. Węgierski Bank Narodowy znajduje się pod ciągłym ostrzałem, a prokurator generalny wraz z całym systemem prawnym jest w coraz większym stopniu kontrolowany przez rząd. Media straciły swoją niezależność, prawa opozycji parlamentarnej zostały zredukowane, ochrona danych osobowych zminimalizowana, zaś rząd nie uznał niektórych religii świata. Zmiany były szybkie i gwałtowne, a społeczeństwo obywatelskie absolutnie nie było przygotowane na obronę.

Niestety, wszystko to brzmi bardzo znajomo. Jednakże, mimo że symptomy aktualnych autorytarnych realiów w polityce są podobne do tych z ostatnich lat totalitaryzmu na Węgrzech w późnych latach 80., to istnieje fundamentalna różnica. Mianowicie Węgry są państwem członkowskim Unii Europejskiej. Ten fakt kładzie jeszcze większy ciężar na ramiona tych, którzy chcą zawrócić Węgry na drogę demokracji. To również stawia instytucje Unii Europejskiej w trudnym położeniu, ponieważ muszą znaleźć nowe sposoby, aby zatrzymać schodzące z demokratycznej ścieżki państwo członkowskie. UE traktuje sprawę poważnie i konsekwentnie uruchamia procedury reagowania na niektóre wymienione wyżej naruszenia, będące wynikiem niedemokratycznych działań węgierskiego rządu.

Równolegle do ilości procedur wdrażanych przez Unię wzrasta liczba rozczarowanych wyborców, którzy wcześniej wspierali działający parlament. Nawiązując już do głównego wątku mojej rozprawy – warto sprawdzić, jaką rolę mogłaby odegrać tolerancja w procesie przywracania demokracji na Węgrzech, co robić, zważywszy na wdrożone antydemokratyczne prawo i konstytucję. Innymi słowy „Что Делать?” (co zrobić?) po upadku obecnego rządu, zwłaszcza że upadnie na pewno.

Wróćmy do pytania o tolerancję. Jaka część zmian wprowadzanych przez obecny rząd mogłaby być tolerowana, a jaka nie może być tolerowana w żadnym wypadku? Decyzja ta jest kluczowa, ponieważ zmiana wszystkich praw za jednym zamachem będzie niemożliwa, a po okresie autorytaryzmu Węgry potrzebują zdecydowanie szerszych ram ogólnonarodowego porozumienia w porównaniu z tymi, na których opieramy się obecnie. Innymi słowy – potrzebne są kompromisy i tolerancja.

Zatem nadszedł czas, aby ujawnić pułapki tolerancji, czyli jej paradoksy. Zwłaszcza, że te pułapki mogą dotyczyć również innych krajów. Ogólnie rzecz biorąc, można utworzyć trzy różne kategorie paradoksów tolerancji:

Paradoks tolerancyjnego rasizmu. Aby to wyjaśnić, opowiem bardzo krótką historię. We wczesnych latach 90., gdy w Europie Środkowo-Wschodniej narodził się ruch skinheadów, pewien mężczyzna zaprosił mnie do zapoznania się z liberalnym skrzydłem tego ruchu. Jako pełny ciekawości liberał i osoba tolerancyjna przyjąłem zaproszenie. Powiedziano mi o owym skrzydle: „oni są tolerancyjni, ponieważ Żydzi są biali, więc są częścią Białej Siły, a zatem są również częścią ruchu skinheadowskiego”. Błędna logika, zgodnie z którą reinterpretuje się niepoprawną ideologię, nie zmienia istoty rasizmu. Wręcz przeciwnie, wzmacnia ją.

Nie należy wymagać od rasistów, aby byli tolerancyjni lub by ujawniali pozory tolerancji. Trzeba by rasista całkowicie odrzucił wszystkie swoje rasistowskie przekonania.

Paradoks moralnej tolerancji. Jeśli powody zarówno akceptacji, jak i odrzucenia czegoś miałyby mieć podłoże moralne, to należy tolerować również to, co jest moralnie złe. Jest to paradoks najczęściej stosowany przez radykalnych ekstremistów oskarżających osoby tolerancyjne o hipokryzję, ponieważ są one w zasadzie nietolerancyjne.

Rozwiązanie tego paradoksu wymaga wprowadzenia rozróżnienia między powodami moralnymi a wyższym porządkiem, który ogranicza tolerancję.

Paradoks wyznaczania, definiowania granic. Jest to naprawdę najbardziej skomplikowany paradoks, ponieważ innymi słowy oznacza: nie ma tolerancji dla nietolerancyjnych. Istota tej uwagi dzieli się na dwa podpunkty: (1) odrzucenie, zaprzeczenie tolerancji jako normie czy idei; (2) brak tolerancji dla tych, którzy nie chcą tolerować odrzucenia, wyparcia się norm. Ten paradoks jest najczęściej przywoływany w przypadku walk politycznych, kiedy opozycja odmawia tolerowania innych rozwiązań niż własne.

Rozwiązaniem dla tego paradoksu jest przyjęcie, że granice tolerancji nie mogą być wyznaczane ani definiowane ad hoc i w sposób arbitralny, a tylko poprzez rzetelne uzasadnienie.

Jak już zostało powiedziane, większość antydemokratycznych praw wdrażanych przez obecny rząd zależy od tych 2/3, stanowiących większość. Jeśli jakieś nowe demokratyczne działania mają rozszerzyć społeczną podstawę demokracji podczas przywracania Węgier do demokratycznej wspólnoty, muszą być one tolerancyjne wobec tych, którzy budowali niedemokratyczny system. Jeśli to zadanie nie będzie mogło zostać zrealizowane, Węgry zamiast odnalezienia podłoża do wzajemnego porozumienia będą musiały zmierzyć się z „długą zimną wojną domową”. Jednak jak demokraci mogą być tolerancyjni wobec antydemokratów? To by oznaczało, że wszelkie działania demokratyczne muszą się ciągle zmierzać z tym podstawowym paradoksem tolerancji:

bycie tolerancyjnym jest antagonistyczne wobec bycia nietolerancyjnym, zatem jest nietolerancyjne.

Jest to podstawowy dylemat twórców prawa. Jednak zawsze trzeba pamiętać o tym, że są jeszcze inni aktorzy walk politycznych, a mianowicie społeczeństwo obywatelskie. Obywatele mogą przezwyciężyć pułapki paradoksów tolerancji, jeśli ich zasady w tworzeniu polityki będą mniej sztywne, mniej ad hoc, bardziej zaś spontaniczne, bardziej artystyczne,
bardziej obywatelskie.

Na początku października odbyła się międzynarodowa konferencja w Budapeszcie dotycząca tego, jak reagować na ruchy ekstremistyczne. Wynik tej konferencji był zaskakujący i ciekawy. Wszystko wskazuje na to, że rozwiązania nie powinny być realizowane poprzez prawo. Prawne rozwiązania mogłyby odnieść sukces jedynie na krótką metę. W dłuższej perspektywie przestaną odgrywać swoją rolę, proszę spojrzeć na wykres.

Pokazuje on, że czasem ekstrema stają się silniejsze przez swoją obecność w parlamencie lub rządzie, czasem zaś słabną. Nie ma jednoznacznych tendencji. Póki ekstremiści również stanowią część społeczeństwa obywatelskiego, są spontaniczni i gotowi, aby prezentować się jako ta lepsza część obywateli. Zatem muszą wykorzystywać inne techniki, takie jak ośmieszanie lub świadome, celowe ignorowanie ekstremistów. Kwestią ostatnią, ale równie ważną, jest uważanie, by nie siać w społeczeństwie histerii wobec nich, ponieważ jest to dokładnie to, co chcą osiągnąć.

Wszystkie te działania związane ze sztuką, które wymieniłem wcześniej, powinny być przemyślane. Prawdopodobnie prezentują się one tutaj zbyt sztucznie, jednak przestudiowanie ich może pomóc w znalezieniu sposobów, czasem nieortodoksyjnych, do walki z ekstremizmem.

Na końcu mojego wywodu należałoby się spodziewać konkluzji. Jest to tylko jedno zdanie. Zawracanie Węgier na demokratyczne ścieżki będzie bardzo trudne, ale trzeba tego dokonać.

Z angielskiego przełożyła Agnieszka Zarzyńska

László Rajk (1949-2019) – węgierski architekt i projektant, członek awangardowego ruchu architektów. Opozycjonista, współzałożyciel Związku Wolnych Demokratów (Szabad Demokraták Szövetsége). W latach 1990–1996 zasiadał w węgierskim parlamencie.

Przemówienie wygłoszone podczas konferencji „Tolerancja. Modele, metamorfozy i implikacje”, która odbyła się w Willi Decjusza w Krakowie 18 października 2012 r.

Fot. Neil Bates via Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa