PRZYBYLSKI: Białoruś – Tragedia Europy Wschodniej

W Białorusi przebudził się śpiący dotąd naród i w pokojowych demonstracjach masowo manifestuje swój sprzeciw wobec „ostatniego dyktatora Europy”. Reżim natomiast pokazuje swoje najgorsze oblicze.


Wydarzenia ostatnich tygodni w Białorusi dla wielu obserwatorów są słodko-gorzką niespodzianką. Przebudził się śpiący dotąd naród i w pokojowych demonstracjach masowo manifestuje swój sprzeciw wobec „ostatniego dyktatora Europy”. Reżim natomiast pokazuje swoje najgorsze oblicze, co już sprowokowało częściowo uzasadnione porównania z torturami udokumentowanymi w więzieniach syryjskich. Jak na to powinna odpowiedzieć Europa, w tym Polska? Plan musi uwzględniać kilka nowości, a zarazem powstać i zostać wdrożony szybko. Moment zaskoczenia i zmiany może potrwać jeszcze tydzień, zanim na wiele lat zostanie zaprzepaszczony.

Kroków, jakie podejmuje dotychczasowy prezydent Łukaszenka i podległa mu administracja, nie można uznać za nowość. Domniemane morderstwa przeciwników politycznych z początku jego panowania, sfałszowane referenda przedłużające jego rządy i zamordystyczne metody sprawowania kontroli społecznej z wykonywaniem okrutnych wyroków śmierci włącznie, nigdy nie były tajemnicą. Zachód przymykał jednak na nie oczy, nie mając po stronie białoruskiej wyrazistego partnera społecznego – społeczeństwo pogrążone było w letargu.

Oficjalna ideologia w pełni kontynuująca kłamstwa ZSRR i formalna integracja polityczna z Rosją zdawały się dotąd na długo określać trajektorię polityczną Mińska. Nawet ostatnie puszczenie oka w stronę Zachodu owocujące spotkaniami na wyższym szczeblu i projektami dywersyfikacji energetycznej przy współpracy z USA i Polską były ledwie listkiem figowym w trendzie dalszego podporządkowywania kraju woli Kremla. Na tym tle dość powszechnie zakłada się, że Europa niewiele może wskórać i pozostaje tylko czekać na lepsze czasy – w domyśle implozję systemu, która zresztą wcale nie musi nastąpić. Choć wcześniej mogło się to wydawać rozsądne, rozwój wydarzeń pokazuje, jak błędne jest to podejście.

Skala i samoorganizacja społeczna powinna dramatycznie zmienić postrzeganie Białorusinów jako społeczeństwa i narodu. W związku z tym można spodziewać się, a wręcz trzeba zaryzykować nowe podejście w szeroko rozumianej polityce wobec tego kraju. W ostatnich dniach unaocznił się bowiem klasyczny paradoks tego regionu Europy.

Nowy numer: Pęknięta Polska

Przebudzona na nowo świadomość społeczna i narodowa rzeszy ludzi, którzy mimo osobistego ryzyka najpierw dokumentując nieprawidłowości, zorganizowali społeczną kontrolę wyborów w całym kraju, a następnie stanęli naprzeciwko reżimowych pałkarzy i pociągnęli za sobą masowe strajki w kluczowych zakładach państwowych na terenie Białorusi stanowi niezbity dowód na to, że mamy do czynienia ze społeczeństwem obywatelskim broniącym praw człowieka i obywatela na gruncie europejskich wartości – wartości Zachodu.

Tymczasem bizantyjska władza dominująca nad tym społeczeństwem, której cechy opisał niegdyś Milan Kundera w słynnym eseju dla New York Review of Books, pochodzi z innego porządku – porządku odrzuconego przez Europę. W Białorusi rozgrywa się właśnie tragedia, w której kulturowe i cywilizacyjne preferencje społeczeństwa wraz z pamięcią o suwerennym projekcie politycznym symbolizowanym przez biało-czerwono-białą flagą są tłumione przemocą przez człowieka, który z wyłącznie egoistycznych pobudek chce zostać wasalem Kremla, byle tylko utrzymać się u władzy.

Łukaszenka nie jest i nigdy nie będzie gwarantem suwerenności Białorusi, nawet jeśli kiedyś roiło mu się, że tak jest. Jako człowiek wyjęty spod prawa jest przywódcą bezprawnej junty wyzyskującej swój kraj. Jego osobista rządza bogacenia się i obdarowywania swoich najbliższych zyskami ze zwijającej się od lat gospodarki stoją w sprzeczności z interesem narodowym Białorusi i najpewniej wolą wyrażaną przez naród w głosowaniach.

W obliczu otwartego sprzeciwu, którego skali nikt, łącznie z administracją w Mińsku, się nie spodziewał – król okazał się nagi, a czas jego panowania uzależniony jest już tylko od gotowości zastraszania i bycia zastraszonym. Europa – w tym Polska – utrzymywała dotąd, że w Łukaszence można mieć partnera do rozmów, a dotychczasowa formuła polityczna Białorusi może być wręcz pożytecznym pomostem do dialogu z Rosją, jak w przypadku „porozumień mińskich”. Teraz, gdy w Mińsku oficjalnie rządzi wojskowa junta bez żadnych pozorów demokratycznej legitymizacji, postrzeganie Białorusi przez Zachód, ale i przez Rosję musi się dramatycznie zmienić.

Jeśli opozycji nie uda się szybko doprowadzić do zmian, to sytuacja będzie się tylko pogarszać. Wystarczy przypomnieć sobie Wenezuelę, gdzie Maduro stracił legitymizację, ale nawet wielotysięczne protesty i naciski międzynarodowe nie są w stanie odmienić sytuacji. Reżim trwa. Fakt, Białoruś to nie Wenezuela, ale zestawienie wcale nie jest przypadkowe. Hugo Chavez utrzymywał regularny kontakt z Łukaszenką, radząc się go niczym mistrza w sprawach fingowania referendum konstytucyjnego, a w zamian udzielał poparcia Mińskowi w negocjacjach z Moskwą.

Ta ambiwalentna sytuacja w stosunkach międzynarodowych daje też do myślenia Moskwie, która ewidentnie nie ma jeszcze planu wobec Białorusi, ale nie należy się łudzić: plan szybko powstanie i zostanie wdrożony. Rosji w dotychczasowych próbach integracji politycznej nigdy nie zależało na gospodarczym rozwoju Białorusi. Co najwyżej kilku oligarchom cieknie ślinka na myśl o przejęciu resztek majątku narodowego sąsiada. Z punktu widzenia bezpieczeństwa Moskwie zależy na utrzymaniu Białorusi nie tylko z dala od Zachodu, ale też zainstalowaniu bezpieczników w postaci obecności nawet niewielkich oddziałów sił zbrojnych Federacji w kluczowych miejscach tak, by nadal szachować NATO. Łukaszenka wiedział jak nadepnąć na odcisk Putinowi, gdy ostatnio zapraszał przedstawicieli NATO na ćwiczenia wojskowe.

Raport przedstawiający scenariusze dla Partnerstwa Wschodniego dostępny do pobrania za darmo na stronie Videgrad Insight.

Prawdziwym bólem głowy Rosji okazało się unaocznienie siły Białorusinów jako społeczeństwa. Podobnie jak pod rządami Putina w Rosji, tak i na Białorusi w końcu pojawiła się zglobalizowana klasa średnia. Jak pisaliśmy w raporcie Visegrad Insight o trendach w krajach Partnerstwa Wschodniego, dynamika społeczna i wola upodmiotowienia pulsuje w całym regionie, a w Białorusi napędza ją szczególnie postęp technologiczny i rozwój kultury miejskiej. Flagowe projekty cyfrowe jak Viber lub World of Tanks plasują się w czołówce rosnącego eksportu usług cyfrowych, który dynamicznie rośnie (w 2017 r. przekroczył 4 proc. udziału w handlu zagranicznym). Poziom życia niewielkiej grupy należącej do cyfrowej klasy średniej zaczął być zarazem inspiracją dla dorastającej w kraju młodzieży. Dość powiedzieć, że kultura cyfrowa w Białorusi i penetracja internetu w kraju nawet w czasach Euromajdanu była większa niż na Ukrainie. Stawiając na rozwój tej gałęzi gospodarki na warunkach względnej autonomii wymaganej przez sektor cyfrowy, Łukaszenka niejako ukręcił na siebie bat.

Katalizatorem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego stała się zaś nieoczekiwanie pandemia COVID-19. Jak zawsze zachodnią świadomość społeczną buduje poczucie osobistego i kolektywnego bezpieczeństwa usług publicznych. Gdy wirus dotarł do Białorusi, administracja popełniła karygodne błędy, lekceważąc zagrożenie i pozostawiając obywateli samym sobie. W efekcie – przy użyciu dostępnych kanałów informacyjnych (głównie internetu), społeczeństwo obywatelskie szybko zbudowało podstawy samopomocy i organizacji, które tchnęły ducha w narodową rewolucję, dokonującą się dziś na naszych oczach. Społeczeństwo obywatelskie – dawniej niemrawe i nieliczne – z rezydenta kraju stało się dysponentem woli narodowej i trudno sobie wyobrazić, jak taka świadomość miałaby nagle zgasnąć. Tymczasem uśpione od trzydziestu lat związki zawodowe odzyskały wigor i są kluczowym elementem oporu w walce z kłamstwami i terrorystycznymi metodami działania aparatu bezpieczeństwa. W czasach pandemicznej zapaści na całym świecie grozi to oczywiście gospodarczą katastrofą. Być może właśnie dlatego Białorusini mówią „dość” także kłamstwom, którymi każdego dnia karmi ich rządowa telewizja.

W tym miejscu trzeba wspomnieć, że Białorusini są w stanie walczyć dzięki uzyskanej, choćby częściowo, suwerenności informacyjnej, której pierwszym i ostatnim bastionem stał się komunikator Telegram. Mąż Swiatłany Cichanouskiej zyskał rozpoznawalność poza oficjalnym obiegiem właśnie jako jeden z najbardziej popularnych Vlogerów na YouTube i w mediach społecznościowych.

Wszystko to sprawia, że siła bezsilnych polegająca na obywatelskim nieposłuszeństwie wobec autorytarnego kłamstwa, o której pisał kiedyś Václav Havel, przyniosła moment rewolucyjny. Jak mówili na zamkniętej części naszego spotkania „Białoruś: Zmiana czy Przyspieszenie” nasi białoruscy eksperci, zaledwie na kilka tygodni otworzyła się szansa przestawienia Białorusi na inne tory. Teraz jest dokładnie ten czas, w którym Białorusini potrzebują mądrego, a przede wszystkim szybkiego wsparcia w kilku obszarach.

Po pierwsze, społeczeństwo potrzebuje wiedzy prawnej i technik dokumentacji oraz strategii dochodzenia sprawiedliwości we wszystkich przypadkach przestępstw, aktów terroru i tortur. Przestępstwa przeciwko narodowi białoruskiemu nie mogą być zapomniane, ale akurat Polska może służyć dużym doświadczeniem zgromadzonym w tym zakresie. Kaci już teraz muszą wiedzieć nie tylko, że zostaną rozliczeni, ale i w jaki sposób.

Po drugie, natychmiastowego wsparcia wymagają strajkujący, zastraszani obecnie odpowiedzialnością karną przez reżim. Międzynarodowe, a także krajowe, organizacje związków zawodowych mają dostęp do zasobów wiedzy o tym, jak strajkować, jak się bronić przed represjami i mogą udzielać rzeczywistego wsparcia, docierając do strajkujących i ich rodzin bez podnoszenia tych działań na poziom państwowy. Innymi słowy, „Solidarność” ma do spłacenia ogromny dług za solidarność okazaną przez zagraniczne związki trzydzieści lat temu i teraz przyszedł czas zapłaty.

Po trzecie, rząd RP i EU nie może oczekiwać i naciskać na dialog, ani też próbować porozumiewać się poza głowami Białorusinów. Nikt poza społeczeństwem obywatelskim w tym kraju nie ma prawa decydować o ich przyszłości. Nawet jeśli zostaniemy o to poproszeni, powinniśmy unikać formatu, w którym stalibyśmy się słabym gwarantem i trwałym zakładnikiem takiego wątpliwego procesu. Wybory nie mogą zostać uznane, a trudno negocjować z przywódcami junty. Zgodnie z literą prawa głową państwa w przypadku opróżnienia urzędu prezydenta zostaje premier. Choć to wątpliwa moralnie postać, blisko związana z Łukaszenką, nie wolno sankcjonować bezprawia na oczach sąsiedniego narodu poprzez próby rozmów z dotychczasowym prezydentem.

Co jednak, gdy moment minie, a wszystkie wysiłki spełzną na niczym? Pamiętajmy, że po wydarzeniach ostatnich tygodni w Białorusi nic już nie będzie takie samo. Pod biało-czerwono-białą flagą przebudził się inny kraj i nawet jeśli przemiana zajmie więcej czasu, to Polsce i Europie nie wolno orientować się na przeszłość, chociażby ze względu na całą naszą strategię wobec krajów Partnerstwa Wschodniego i odpowiedzialność, jaka się z tym wiąże.

 

*tekst ukazał się także w języku angielskim na platformie Visegrad Insight

 


Wojciech Przybylski, prezes Fundacji Res Publica, redaktor naczelny „Visegrad Insight”


 

Polecamy lekturę scenariuszy i powiązanych rekomendacji, jakie w ostatnim czasie wypracowaliśmy w ramach Visegrad Insight:

 

fot. Artem Podrez

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa