PRZEŁOMIEC: Stosunki polsko-litewskie

Dwa aspekty, czyli historia i kwestia polskiej mniejszości, długo dosyć skutecznie „mieszały” w polsko- litewskich relacjach, i to z winy obu stron.


Litwa, nasz kraj sąsiedzki, choć stosunkowo niewielki, zajmuje ważne miejsce w polskiej polityce. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest kilkusetletnia wspólna historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, która w Polakach często budzi sentymentalne nastroje, natomiast dla Litwinów długo była okresem państwowej „smuty”. Wystarczy wspomnieć symboliczny sąd nad Władysławem Jagiełłą, jaki odbył się w 1931 r. w podkowieńskim miasteczku Koszedary (Kaisiadorys). Przybyli tam litewscy naukowcy, publicyści, obrońcy, oskarżyciele, sędziowie. Królowi zarzucono zdradę, bo przyłączył Litwę do Polski, oraz utratę Wilna i skazano na zapomnienie, wykreślając go z historii Litwy. Nie da się ukryć, że nowożytna państwowość litewska była budowana na antypolskich resentymentach, które skutecznie uniemożliwiły stworzenie po I wojnie światowej jakiejkolwiek wspólnoty między Polską i Litwą. Zajęcie Wilna przez Żeligowskiego w 1920 r. jeszcze pogłębiło tę wrogość.

Raport przedstawiający scenariusze dla Partnerstwa Wschodniego dostępny do pobrania za darmo na stronie Videgrad Insight.

Z kolei polscy mieszkańcy Wileńszczyzny, (a był wśród nich m.in. minister spraw zagranicznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, Krzysztof Skubiszewski), którzy pamiętali przekazanie w 1939 r. przez ZSRS Wilna Litwinom i późniejsze krótkie litewskie rządy, z prześladowaniem jakichkolwiek śladów polskości oraz przymusową lituanizacją, też z pewnym dystansem przyglądali się rozpoczętej w 1990 r. litewskiej walce o niepodległość.

 

W 1991 r. wyraźnie widać było swoistą dwutorowość polskiej polityki wobec litewskiego sąsiada. Z jednej strony na Litwę szły transporty z pomocą, a niemal każdego dnia w bronionym przez barykady Sejmasie pojawiali się kolejni polscy parlamentarzyści, z drugiej – oficjalnie Warszawa długo zwlekała z uznaniem niepodległości Republiki Litewskiej. Pierwsza, w lutym 1991 r., uczyniła to Islandia, Polska zrobiła to dopiero w końcu sierpnia, po upadku moskiewskiego puczu Janajewa; i Litwini mieli o to żal. Spotkany przeze mnie tuż po ogłoszeniu decyzji Rejkjaviku Vytautas Landsbergis powiedział, „mój ojciec był przekonany, że to będzie Polska”.

Dobrego startu oficjalnych polsko-litewskich stosunków nie ułatwiała także sprawa licznej polskiej mniejszości. Co prawda deklarację niepodległości podpisało trzech polskich posłów do litewskiego parlamentu, ale z kolei wielu lokalnych działaczy zdecydowanie bardziej ciążyło ku Moskwie. Doprowadziło to do, na szczęście nieudanych, prób powołania Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego pod egidą Rosji.

Piszę o tym wszystkim tak dokładnie, ponieważ te dwa aspekty, czyli historia i – w jeszcze większym stopniu – kwestia polskiej mniejszości, długo dosyć skutecznie „mieszały” w polsko- litewskich relacjach, i to z winy obu stron.

Władze litewskie do tej pory nie uregulowały sprawy pisowni polskich nazwisk czy dwujęzycznych nazw w zamieszkiwanych przez Polaków miejscowościach, ciągle ślimaczy się również kwestia zwrotu ziemi potomkom jej przedwojennych polskich właścicieli. Z kolei obecni liderzy litewskich Polaków, mimo że już kilkakrotnie wchodzili w skład koalicji rządzącej, wydają się bardziej zainteresowani narzekaniem na litewski nacjonalizm niż załatwieniem powyższych spraw. Być może boją się, że po unormowaniu tych problemów stracą swój elektorat.

Nowy numer: Pęknięta Polska

Tymczasem Litwa, mająca w swojej najnowszej historii podobne do polskich doświadczenia z komunizmem, jest potencjalnie bardzo dobrym partnerem w prowadzeniu polityki wschodniej, czy to wobec Rosji, Ukrainy czy Białorusi, czy wreszcie jako jedno z trzech, istotnych strategicznie państw bałtyckich. Wydaje się, że do tej pory jedynym politykiem, który w pełni zdawał sobie z tego sprawę i miał sprecyzowaną wizję polskiej polityki wschodniej, był śp. Lech Kaczyński. Warto przypomnieć chociażby wspólną ideę prezydentów Polski i Litwy dotyczącą organizowania corocznych szczytów energetycznych z udziałem przywódców państw Europy Wschodniej, Azerbejdżanu i Kazachstanu, które miały na celu uniezależnienie się od rosyjskich dostaw (odbyły się trzy takie szczyty: w Krakowie, Wilnie i Kijowie), czy solidarną reakcję na wojnę w Gruzji w 2008 r. Niestety po śmierci Lecha Kaczyńskiego jego idee poszły w zapomnienie. Bronisław Komorowski traktował wizyty na Litwie raczej towarzysko-rodzinnie, a ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wsławił się powiedzeniem, że jego noga w Wilnie nie postanie, dopóki Litwini nie spełnią polskich postulatów. Wilno pamięta mu to do dzisiaj.

W tej chwili stosunki polsko-litewskie uważam za jedną z jaśniejszych stron polskiej polityki wschodniej. Niewątpliwie przyczynił się do tego rosyjski atak na Ukrainę, zajęcie Krymu, wojna w Donbasie i agresywna polityka Kremla. Litwini doszli do wniosku, że istnieją większe zagrożenia niż polskie sentymenty do Wilna. Zwrotowi uległo także podejście do historii. Rzeczpospolita Obojga Narodów zaczęła być traktowana jako wspólne dobro, czego najbardziej spektakularnym dowodem jest np. ustanowienie 3 maja litewskim świętem narodowym czy niesłychanie uroczysty pochówek odnalezionych na Górze Trzykrzyskiej przywódców powstania styczniowego, z całą symboliką I Rzeczpospolitej.

Niewątpliwie do poprawy wzajemnych stosunków przyczyniło się także nieco bardziej krytyczne nastawienie Warszawy do liderów litewskich Polaków. Punktowane są ich wszystkie prorosyjskie zachowania, a środki płynące na pomoc dla polskiej mniejszości zaczęły trafiać nie tylko do środowisk reprezentowanych przez Akcję Wyborczą Polaków na Litwie, ale także do młodszych i bardziej otwartych na normalną współpracę z władzami swego kraju (czyli Litwy) środowisk.

Na marginesie warto wspomnieć o pozytywnej roli, jaką odgrywa polski koncern Orlen Lietuva, pozostający największym płatnikiem do litewskiego budżetu. Fakt, że strona litewska po kilku latach bezsensownego uporu zgodziła się odbudować linię kolejową, znacznie skracającą trasę dostaw do rafinerii, jest przekonującym dowodem ocieplenia na linii Wilno–Warszawa.

Jednym słowem, mamy solidne podstawy do tworzenia dobrych polsko-litewskich relacji, a współpraca taka staje się w tej chwili niezbędna, także na forum Unii Europejskiej, gdzie Litwa ma lepsze notowania niż Polska. Sytuacja na Białorusi wymaga solidarnego działania wszystkich państw regionu. Zachód oczywiście potępił brutalną pacyfikację protestów, ale zdecydowanie ostrzej zareagował na rewelacje o otruciu Nawalnego. W tej sytuacji w Brukseli powinno istnieć silne lobby reprezentujące interesy naszego regionu.

Dobrą reakcją na kremlowskie zagrożenie są takie inicjatywy jak Trójmorze czy ostatnio Trójkąt Lubelski – powołany niedawno przez ministrów spraw zagranicznych Litwy, Polski i Ukrainy. Problem w tym, że oba te projekty trzeba wypełnić konkretną treścią, i w tym kontekście dalsza, zgodna współpraca Polski i Litwy nabiera specjalnego znaczenia.

 


Maria Przełomiec, polska dziennikarka, była korespondentka sekcji polskiej BBC, potem w Telewizji Polskiej, gdzie prowadziła autorski program „Studio wschód”.


 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa