Powrót do domu

Dostatek i „wartości rodzinne” nie idą zwykle w parze. Kryzys, który obserwujemy, jak i ten, który nas niestety dopiero czeka,  sprawią, że rodziny będą sobie bliższe niż dotychczas.   Niska dzietność i rozpad tradycyjnych więzi […]


Dostatek i „wartości rodzinne” nie idą zwykle w parze. Kryzys, który obserwujemy, jak i ten, który nas niestety dopiero czeka,  sprawią, że rodziny będą sobie bliższe niż dotychczas.

 

CC BY 2.0 by Stefano A.

Niska dzietność i rozpad tradycyjnych więzi rodzinnych to utrapienie – szczególnie dla środowisk do wartości tych przywiązanych. Wiele mówi się o polityce prorodzinnej, mającej zachęcić młodych do posiadania dzieci. Stąd ulgi podatkowe, becikowe i temu podobne udogodnienia. Nikt jednak nie wskazuje dość oczywistego faktu: silne więzi rodzinne i wysoka dzietność dominują w społeczeństwach biednych, a nie bogatych. Wraz z bogaceniem się społeczeństw młodzi mają tendencję do wyprowadzania się z domu. Jednocześnie mają mniej dzieci, bo z jednej strony wychowanie dziecka we dwójkę jest dużo bardziej kosztowne czasowo i emocjonalnie niż w dużej rodzinie, z drugiej strony świadomość, że dzieci szybko się wyprowadzą, zmniejsza korzyści wynikające z ich posiadania. Wielu pewnie oburzy się na tak ekonomiczne podejście do problemu, ale po pierwsze jestem ekonomistą, po drugie – proszę o wykazanie, że nie mam racji.

Jednocześnie rzeczywistość przynosi potwierdzenie tej teorii. Problem braku pracy dla młodych w Europie manifestujący się poprzez tzw. pokolenie 1000 Euro (u nas raczej 1000 złotych) powoduje z przyczyn oczywistych pozostawanie młodych ludzi z rodzicami. Zjawisko to znane we Włoszech jako bamboccioni zaobserwować można już w całej Europie. Nie przekłada się ono jeszcze na masowe zakładanie nowych rodzin pod wspólnym dachem. Jednak i do tego dojdzie, bo czekać w nieskończoność nie można, a widoków na odwrócenie sytuacji nie ma. Pogłębiający się kryzys może to zjawisko tylko wzmocnić, zmuszając do powrotu w rodzinne pielesze wszystkich tych, którzy w dobrych czasach zaciągnęli kredyt hipoteczny, którego teraz nie są w stanie spłacać.

Szybkie rozwiązanie problemu na drugim końcu skali – czyli opieki nad ludźmi starszymi – zapewni nam natomiast intensywna kampania marketingowa funduszy hipotecznych. Oferują one starszym ludziom comiesięczne wypłaty w zamian za przekazanie na własność mieszkania lub domu po ich śmierci – instrument znany jako odwrotna hipoteka. Z punktu widzenia staruszka to czysty zysk: sytuacja mieszkaniowa nie ulega pogorszeniu, za to sytuacja bytowa jak najbardziej. Jest to jednak czysta strata dla spadkobierców – znaczące uszczuplenie masy spadkowej. Do tej pory babcia z mieszkaniem stanowiła pewny przypływ majątku w przyszłości – nie mogła przecież pozbyć się mieszkania, bo gdzie by miała mieszkać – nie było zatem konieczności zbytniego troszczenia się o staruszkę. Teraz sytuacja zaczyna wyglądać zgoła inaczej. Napomknienie przez babcię o funduszu hipotecznym może spowodować nagły wzrost zainteresowania nią i jej potrzebami, ku obopólnej korzyści. Babcia zyska opiekę i uwagę, której za kilkaset dodatkowych złotych i tak by nie była sobie w stanie zapewnić, spadkobiercy zaś znowu mogą liczyć na suty spadek.

Zaprezentowana analiza może się wydawać kontrowersyjna, ale nie czyni to jej nieprawdziwą. Dostatek i „wartości rodzinne” nie idą zwykle w parze. Kryzys, który obserwujemy, jak i ten, który nas dopiero czeka, niestety sprawią, że rodziny będą sobie bliższe niż dotychczas. Zapewne nie do końca o to chodziło konserwatystom. Jak mówi stare przysłowie: „uważaj, czego sobie życzysz, bo możesz to dostać”.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa