POTOCKI: Jaka lewica polityczna po koronawirusie – LGBT czy program „500+”?

Od wyborów parlamentarnych w 2005 roku partie lewicowe mają status partii opozycyjnych. Czy konieczna jest transformacja wizerunku lewicy parlamentarnej w Polsce?


Lewicowe partie polityczne dwukrotnie po 1989 roku uczestniczyły w sprawowaniu władzy publicznej na szczeblu krajowym dzięki kontrolowaniu stanowiska premiera: w latach 1993-1997 (rząd Józefa Oleksego, rząd Włodzimierza Cimoszewicza) i w latach 2001-2005 (rząd Leszka Millera i rząd Marka Belki). Od wyborów parlamentarnych w 2005 roku partie lewicowe mają status partii opozycyjnych. Jak do tego doszło? Jakie czynniki wpływają na to, że lewica nie może realizować swojej agendy programowej poprzez aktywność rządową? Jak długo będzie trwał ten stan? Celem niniejszego artykułu jest podjęcie próby udzielenia odpowiedzi na te pytania w kontekście trwającej pandemii COVID-19, która poważnie wpływa na zachowania polityczne obywateli państw demokratycznych. O trwałości zmian w zakresie tych zachowań będzie zapewne przesądzała głębokość i zakres kryzysu gospodarczego wywołanego przez „zamrożenie gospodarki”, a czas jego trwania i skutki nadal pozostają poza naszymi możliwościami prognostycznymi. Jest to przykład strategicznej sytuacji decyzyjnej, której wszystkie parametry nie poddają się pełni kontroli decydentów politycznych.

Na początek warto nakreślić tło demograficzne polskiej polityki po 1990 roku, które rzadko bywa traktowane w dyskursie eksperckim jako istotny czynnik determinujący możliwości działania aktorów partyjnych – ich programy, wizerunki, relacje z rywalami i przeciwnikami, komunikowanie z otoczeniem zewnętrznym.

Zgodnie z danymi demograficznymi, które publikuje GUS w naszym kraju w 1990 roku było 11 mln 286 tys. osób w wieku przedprodukcyjnym (0-17 lat) i 4 mln 889 tys. osób w wieku poprodukcyjnym (60/65 lat +), natomiast w 2018 roku osób w wieku przedprodukcyjnym było 6 mln 936 tys. i 8 mln 206 tys. osób w wieku poprodukcyjnym[1]. Od 1990 roku wielkość współczynnika dzietności ma wartość poniżej 2, co nie zapewnia prostej zastępowalności pokoleń i stanowi, że mamy do czynienia ze zjawiskiem depresji demograficznej. Struktura demograficzna polskiego społeczeństwa uległa więc zasadniczej zmianie po 1989 roku, co nie pozostało bez wpływu na zachowania wyborcze polskiego społeczeństwa oraz po części na strategie wyborcze partii politycznych. Pierwszą partią po 1989 roku, która została przy urnach wyborczych dotkliwie ukarana za brak uwzględnienia tego czynnika w swojej strategii politycznej, był Sojusz Lewicy Demokratycznej. Po roku 2001 nie stworzył on właściwych warunków do wejścia na rynek pracy roczników z drugiego powojennego wyżu demograficznego (urodzonych na przełomie lat 70. i 80. ub. wieku)[2]. Warto przypomnieć – patrząc na wyzwania demograficzne polskiej polityki po 1945 – że ekipa Edwarda Gierka była świadoma skutków politycznych wkroczenia roczników pierwszego powojennego wyżu demograficznego i dlatego w latach 70. prowadziła ekspansywną politykę inwestycyjną, która skutkowała powstaniem dużych zakładów przemysłowych (zatrudniających powyżej 1000 osób[3]) oraz wbudowaniem setek tysięcy nowych mieszkań w budownictwie mieszkaniowym opartym na wielkiej płycie. Nieprzewidzianą jednak przez komunistycznych decydentów konsekwencją tych posunięć gospodarczych ekipy Gierka było powstanie ruchu społecznego „Solidarność”, którego członkowie – młodzi robotnicy pracujący w tych nowych zakładach pracy i mieszkający w nowych blokach – odegrali poprzez akcje strajkowe kluczową rolę w demontażu systemu politycznego PRL. Natomiast możliwości oddziaływania ekipy Leszka Millera na rynek pracy poprzez inwestycje publiczne były nieporównanie mniejsze. W latach 2002-2004 stopa bezrobocia rejestrowanego przekraczała 20 proc. i jedynym sposobem na zmianę tego stanu było wynegocjowanie otwarcia zachodnioeuropejskich rynków pracy w ramach przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Gospodarcze owoce tego geostrategicznego sukcesu lewicowego rządu Millera konsumowały rządy PiS w latach 2005-2007, gdy bezrobocie zaczęło wyraźnie spadać, a przed październikowymi wyborami parlamentarnymi w 2007 roku stopa bezrobocia rejestrowanego spadła poniżej 11 procent (wcześniej taką wartość ten wskaźnik miał w 1. połowie 1999 r.). Konsekwencje politycznego braku właściwej recepty na to wyzwanie demograficzne lewica polityczna w Polsce odczuwa do dziś. Gdy w wyborach do Sejmu RP w 2001 roku SLD uzyskał 5 342 519 głosów, a w wyborach do Sejmu RP w 2019 r. na listy wyborcze SLD oddano 2 319 946 głosów (czyli zaledwie 43 proc. tego, co w 2001 r.), to w pierwszej turze tegorocznych wyborów prezydenckich Robert Biedroń – jedyny lewicowy kandydat – zdobył 432 tysiące głosów. To spowodowało pojawienie się w dyskursie medialnym komentarzy eksperckich stawiających pod znakiem zapytania funkcjonowanie dotychczasowej formuły programowo-organizacyjnej lewicy.

Zatem, czy konieczna jest reorientacja agendy programowej i transformacja wizerunku lewicy parlamentarnej w Polsce? Wydaje się, w świetle dotychczasowej dynamiki sytuacji politycznej w Polsce i teoretycznych rozważań na temat uwarunkowań rywalizacji partyjnej w społeczeństwach poprzemysłowych, że obecny kurs programowy nie wymaga wyraźnych korekt. Uczynienie z praw osób LGBT jednej z kluczowych kwestii sporu politycznego w trakcie tegorocznej prezydenckiej kampanii wyborczej sprawiło, że Koalicyjny Klub Parlamentarny Lewicy mógł wiarygodnie wystąpić po wydarzeniach, jakie miały miejsce na Krakowskim Przedmieściu w dniu 7 sierpnia br., jako obrońca praw osób, które zostały w związku z tym wydarzeniem zatrzymane przez policję. Aktywizacja wątku wojny kulturowej wzmacnia polaryzację sceny politycznej opartą na klasycznym podziale na prawicę i lewicę. Warto przypomnieć, że w czerwcu tego roku aż 91 procent osób z elektoratu lewicy zdecydowanie nie zgadzało się, że stwierdzeniem prezydenta Andrzeja Dudy o LGBT, jako groźnej ideologii, przed którą trzeba bronić Polski (dla porównania: z tym stwierdzeniem zdecydowanie zgadzało się aż 71 procent osób z elektoratu PiS)[4]. W tej sytuacji Koalicja Obywatelska może być postrzegana jako aktor polityczny, który nie prezentuje jednolitego stanowiska w tej sprawie, co osłabia jego wizerunek jako głównej siły opozycyjnej. Wprowadzenie wątku obrony praw osób z mniejszości LGBT do agendy medialnej jest korzystne dla lewicy parlamentarnej także dlatego, że sondaże preferencji partyjnych, które były publikowane w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej i w okresie powyborczym, sugerują, iż pojawienie się nowego ugrupowania Szymona Hołowni może wpłynąć negatywnie na pozycję sondażową lewicy.

Czy zatem obecny spór wokół praw osób LGBT wynika jedynie z bieżącej gry politycznej w obozie władzy? Niekoniecznie. Politolog Herbert Kitschelt już na początku lat 90. ubiegłego wieku przewidywał, że przestrzeń rywalizacji politycznej partii socjaldemokratycznych w Europie Zachodniej ulegnie transformacji, która doprowadzi do przesunięcia głównej osi sporu politycznego z wymiaru „socjalizm – kapitalizm” do wymiaru „libertarianizm – autorytaryzm”[5]. Wydaje się, że od 2015 roku początki tego procesu możemy obserwować w Polsce – po 1989 roku wymiar „socjalizm-kapitalizm” był często przedmiotem swoistego neoliberalnego tabu akceptowanego także przez część lewicowej elity politycznej, a wymiar „libertarianizm-autorytaryzm” nie zyskiwał realnej treści empirycznej ze względu na opóźnienie ewolucji struktury społecznej w stosunku do społeczeństw zachodnioeuropejskich. Cały proces ewolucji w kierunku dominacji tego drugiego wymiaru rywalizacji partyjnej uległ przyspieszeniu w Polsce dopiero po 2015 roku, gdy dążenie do prymatu woli politycznej nad zasadą legalizmu zaczęło wpływać na proces legislacyjny oraz aktywność koalicji rządowej[6]. Badania oczekiwań programowych osób o lewicowych poglądach politycznych wskazują, iż postępowa agenda programowa powinna obejmować następujące postulaty: dążenie do równoprawnego traktowania Kościoła katolickiego, poprawę sytuacji w służbie zdrowia, większa ważniość inwestycji prorozwojowych od transferów socjalnych, podejmowanie działań proekologicznych przez władze publiczne, odwrócenie zmian w wymiarze sprawiedliwości wprowadzonych przez PiS, złagodzenie przepisów antyaborcyjnych[7]. Niewątpliwie są to postulaty, które lewica po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych utrzymuje na szczycie swojej agendy programowo-legislacyjnej, ale skuteczność sondażowa tej strategii jest osłabiona przez wybuch pandemii koronowirusa, która uczyniła bieżące spory polityczne drugorzędnymi w sytuacji zagrożenia epidemiologicznego i konieczności utrzymania miejsc pracy dzięki szybkiemu uchwaleniu kolejnych tarcz antykryzysowych w ramach trybu „zdalnej” ścieżki legislacyjnej. Tradycyjne debaty parlamentarne, po 2015 roku tracące na znaczeniu na skutek zaniku mechanizmów kontroli parlamentarnej nad władzą wykonawczą, w obecnej sytuacji pandemicznej nie skupiają uwagi opinii publicznej. Jedynie agora cyfrowa poprzez Twitterowe pojedynki polityków, dziennikarzy i ekspertów pełni rolę protezy normalnego trybu komunikowania się koalicji rządowej i partii opozycyjnych w grze parlamentarnej. Celowość utrzymania obecnego kształtu sztandarowego postulatu programowego Zjednoczonej Prawicy, czyli programu „500+”, w sytuacji konieczności szukania oszczędności budżetowych w dobie recesji, może stać się początkiem kolejnego sporu politycznego. Sondaże z okresu tegorocznej prezydenckiej kampanii wyborczej wskazują, że opinia publiczna jest gotowa do rozpoczęcia poważnej debaty na temat zmian formy programu „500+”. Na początku lipca tego roku blisko 65 procent ankietowanych przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS deklarowało, że Prezydent RP powinien dążyć do reformy programu 500+ i wprowadzenia progu dochodowego, który sprawi, że świadczenia nie będą otrzymywać osoby najlepiej zarabiające; aż 39,5% proc. badanych zdecydowanie zgadzało się z tym stwierdzeniem (dla porównania: tylko 14,8% wyrażało zdecydowanie odmienną opinię w tej kwestii)[8]. Lewicowe partie polityczne, dotychczas raczej skłaniające się ku utrzymaniu obecnego kształtu tego programu, traktują go jako jeden z elementów budowy polskiego państwa dobrobytu, którego pierwowzoru upatrują w państwach skandynawskich (podkreśla to zwłaszcza partia Razem).

Gdzie zatem lewica parlamentarna powinna szukać źródeł poprawy swojej pozycji na polskim rynku politycznym? Po pierwsze, raczej za mało prawdopodobny należy uznać taki scenariusz rozwoju sytuacji politycznej, w którym lewica parlamentarna w tym roku zacznie uzyskiwać wyższe poparcie sondażowe (kosztem Koalicji Obywatelskiej). Wynika z to z utrzymującego się po drugiej turze tegorocznych wyborów prezydenckich duopolu sondażowego ZP – KO. Na listopad tego roku lewicowi liderzy zapowiedzieli przeprowadzanie dużego kongresu programowego, który ma towarzyszyć procesowi zjednoczenia Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Wiosny. Podstawowym celem tego Kongresu będzie wzmocnienie zaplecza społecznego i eksperckiego lewicy politycznej, czyli stworzenie alternatywnego wobec Koalicji Obywatelskiej ośrodka krystalizacji progresywnej i wyraźnie proeuropejskiej agendy programowej. Owoce polityczne tego wydarzenia w postaci większej responsywności otoczenia zewnętrznego (opinia publiczna, grupy interesu, związki zawodowe) na pomysły legislacyjne Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy zapewne nie pojawią się wcześniej niż w drugiej połowie 2020. Po drugie, w świetle wiedzy dostarczanej przez geografię wyborczą (rozkład głosów oddanych na lewicowe listy wyborcze do Sejmu RP w latach 2005-2019), trudno zgodzić się z tezą, która jest głoszona i powielana przez niektórych ekspertów, że lewica polityczna powinna podjąć rywalizację z PiS o „odzyskanie” elektoratu socjalnego (który jest mobilizowany przez PiS na terenach wiejskich transferami socjalnymi)[9]. Lewicowe mateczniki wyborcze znajdują się na terenach tzw. Ziem Odzyskanych, w powiatach byłego zaboru pruskiego, a także na obszarach metropolitarnych i w byłych miastach wojewódzkich. Na przykład w wyborach do Sejmu RP w 2019 roku ponad połowę głosów oddano na listy wyborcze Komitetu Wyborczego SLD w czterech województwach: mazowieckim, śląskim, wielkopolskim i dolnośląskim; mniej niż 10 procent głosów oddanych na kandydatów SLD w skali całego kraju skupiło się w trzech  województwach typowo rolniczych – podkarpackim, świętokrzyskim, podlaskim oraz w Opolskiem (tu decydującym elektoratem jest mniejszość niemiecka). Należy zgodzić się z tezą prezentowaną przez autorów raportu „Polska wieś 2020: raport o stanie wsi”, że aktualne poparcie dla PiS na terenach wiejskich jest determinowana przez czynniki ekonomiczne: „(…) z 1,4 miliona gospodarstw rolnych ponad milion to rolnicy tylko z nazwy. Status rolnika jest dla nich wygodny. Płacą niewielkie składki na KRUS, mają mało kosztowne ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne. Do tego mogą korzystać z płatności bezpośrednich z UE. Koszty utrzymania na wsi są trochę niższe niż w mieście, na przykład podatki od nieruchomości na wsi są znacznie niższe.”[10]Jeśli na skutek recesji, spowodowanej przez pandemię koronawirusa, dojdzie do pogorszenia warunków życia mieszkańców obszarów wiejskich, to bardziej prawdopodobne jest pozyskanie wiejskiego elektoratu socjalnego przez Solidarną Polskę, Konfederację i PSL niż przez lewicowe partie polityczne. Obecnie lewicowy elektorat ma charakter typowo miejski, rekrutuje się z klasy średniej (a nie z klasy ludowej) – to głównie salariat czerpiący swoje dochody z miejsc pracy tworzonych w sektorze publicznym, w mniejszym stopniu – prektariat, znajdujący się w polskich metropoliach.

Konkludując, lewica polityczna w Polsce, aby utrzymać swoją obecną pozycję na polskim rynku politycznym, powinna w jednakowym stopniu zwracać uwagę na interesy i potrzeby polityczne osób LGBT, jak i mieszkańców miast będących beneficjentami programu 500+. Pandemia koronawirusa ujawniła obszary instytucjonalnej bierności polskiego państwa (edukacja, ochrona zdrowia, obrona cywilna), które mogą zostać wzmocnione tylko w warunkach odejścia od prymatu interesu partyjnego nad zasadą merytokratycznego profesjonalizmu w zakresie usług publicznych. Lewicowa agenda programowa jest wiarygodna w tym obszarze i może stać się punktem wyjścia do debaty publicznej na ten temat.

 


dr Przemysław Potocki, doktor nauk o polityce, pracownik naukowo-dydaktyczny Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW, autor ekspertyz zakresu marketingu politycznego. Współzałożyciel fundacji Centrum im. Ignacego Daszyńskiego.


 

[1]Główny Urząd Statystyczny, Sytuacja demograficzna Polski do 2018 r. Tworzenie i rozpad rodzin, Warszawa 2019, s. 30.

[2]Drugą partią polityczną, która nie potrafiła odpowiedzieć na wyzwanie demograficzne (rosnąca liczba osób w wieku poprodukcyjnym) i podniosła – bez zapowiedzi wyborczych i konsultacji społecznych – wiek emerytalny w Polsce była Platforma Obywatelska (przegrana z PiS w wyborach do Sejmu RP w 2015 r.). Natomiast Zjednoczona Prawica w odpowiedzi na wyzwanie depresji demograficznej wdrożyła program „500+”, który zapewni jej utrzymanie władzy po wyborach parlamentarnych w 2019 r.

[3]Zob. A. Karpiński, S. Paradysz, P. Soroka, W. Żółtkowski, Od uprzemysłowienia w PRL do deindustralizacji kraju. Losy zakładów przemysłowych po 1945 roku, MUZA SA, Warszawa 2015.

[4]A. Ambroziak, Sondaż OKO.press. Homofobia nie działa. Większość Polaków odrzuca opowieść o groźnej ideologii LGBT, 19 czerwca 2020, https://oko.press/sondaz-wiekszosc-odrzuca-opowiesc-o-groznej-ideologii-lgbt/.

[5]Herbert Kitschelt, Class Structure and Social Democratic Party Strategy, „British Journal of Political Science” 1993, Vol. 23, No. 3, https://www.jstor.org/stable/194220.

[6]Por. G. Rydlewski, Rządzenie koalicyjne w Polsce (Bilans doświadczeń lat dziewięćdziesiątych), Warszawa 2000.

[7]P. Sadura, S. Sierakowski, Polityczny cynizm Polaków. Raport z badań socjologicznych, Warszawa 2019, s. 37, https://krytykapolityczna.pl/file/sites/4/2017/10/polityczny-cynizm-polakow.pdf.

[8]Business Insider Polska, Ostatni prezydencki sondaż gospodarczy. Polacy chcą ograniczeń w 500 plus, 10 lip, 14:26,https://businessinsider.com.pl/polityka/polacy-chca-zmian-w-500-plus-dla-najbogatszych-sondaz-gospodarczy-przed-ii-tura/9jd2x13.

[9]Zob. Ł. Pawłowski, Debata: Czy lewica może odebrać wyborców PiS-owi? Mirosława Marody, Przemysław Sadura, Jan Sowa, „Kultura Liberalna” Nr 576 (3/2020), 21 stycznia 2020, https://kulturaliberalna.pl/2020/01/21/debata-czy-lewica-moze-odebrac-wyborcow-pis-owi/.

[10]T. Sawczuk, PiS dla rolników-producentów nie zrobiło nic. Z Jerzym Wilkinem rozmawia Tomasz Sawczuk, Nr 602 (32/2020), 21 lipca 2020, https://kulturaliberalna.pl/2020/07/21/pis-dla-rolnikow-producentow-nie-zrobilo-nic/

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa