Pomerantsev: Taktyka dezinformacji

Rosjanie stali się nowymi celebrytami świata: mieli teraz najwięcej energii, stali się najbogatsi i najbardziej niebezpieczni. Mieli najwięcej ropy, najpiękniejsze kobiety i organizowali najlepsze imprezy.


Wraz z narastającym poczuciem własnej słabości Kreml systematycznie zaczął uczyć się reguł obowiązujących w liberalnych demokracjach, by wykorzystać je przeciwko Zachodowi. W ten oto sposób z kultury, gospodarki oraz z informacji uczynił narzędzie nowej nielinearnej wojny.

Jeśli przylatuje się do Moskwy w nocy i popatrzy na to miasto z góry można dostrzec, że stanowi ono orbitalny system dróg układających się w koncentryczne koła, z których najmniejsze, położone w samym środku, to ulica otaczająca Kreml. Pod koniec dwudziestego wieku oświetlenie tych wszystkich dróg zlewało się w jedną słabą żółtą poświatę. Moskwa była wtedy smutnym satelitą na skraju Europy, migoczącym przygasającym żarem sowieckiego imperium. Ale w dwudziestym pierwszym wieku wydarzyło się coś nowego: wydarzyły się pieniądze. Jeszcze nigdy dotąd tak wiele pieniędzy nie napłynęło w tak krótkim czasie na tak mały obszar świata. Moskiewskie orbity uległy wyraźnej zmianie. Oglądane z góry koncentryczne koła rozbłyskały światłami nowych drapaczy chmur, neonów i pędzących po drogach maybachów; wirowały wciąż szybciej i szybciej w tym przeraźliwym, hipnotycznym, jarmarcznym blasku i splendorze. Rosjanie stali się nowymi celebrytami świata: mieli teraz najwięcej energii, stali się najbogatsi i najbardziej niebezpieczni. Mieli najwięcej ropy, najpiękniejsze kobiety i organizowali najlepsze imprezy. Jeszcze niedawno byli gotowi wszystko sprzedać. Teraz mogli wszystko kupić: londyńskie kluby piłkarskie i nowojorskie drużyny koszykówki; kolekcje sztuki, angielskie gazety i europejskie spółki energetyczne. Nikt nie był w stanie ich zrozumieć. Stali się jednocześnie wulgarni i wyrafinowani, przebiegli i naiwni. Ale w Moskwie – mieście, które żyło na takim przyspieszeniu i zmieniało się tak błyskawicznie, że było to wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu; w mieście, w którym w mgnieniu oka zwykli chłopcy przeistaczali się w miliarderów – to miało sens.

Zapraszamy na spotkanie autorskie w Peterem Pomerantsevem, które odbędzie się 28 września w Krakowie oraz  29 września w Warszawie. W warszawskim spotkaniu udział weźmie redaktor naczelny Res Publiki Nowej, Wojciech Przybylski. pomerantsev

Najmodniejszym słowem Moskwy stał się „wykon” – performance. Pasowało ono do świata, w którym gangsterzy przemieniali się w artystów, naciągaczki cytowały Puszkina, a członkom gangu Aniołowie Piekieł zwidywało się, że są świętymi. Rosja widziała tak wiele światów, które w zawrotnym tempie zastępowały jeden drugi – od komunizmu, przez pierestrojkę i terapię szokową, ubóstwo, rządy oligarchii i państwo mafijne, po kraj milionerów – że wszystkich jej nowych bohaterów porzucano szybko i bez żalu, z poczuciem, że życie jest tylko błyskotką i maskaradą; zabawą, na której wszelkie role, pozycje, wierzenia i przekonania podlegają nieustannym przeobrażeniom.

– Chciałbym spróbować wcielić się w każdą z postaci, jakie kiedykolwiek poznał świat – powiedział mi Vladik Mamyshev-Monroe, znany performer. Vladik był maskotką Moskwy. Bez niego nie mogła odbyć się żadna impreza, na której pojawiał się zestaw zawsze tych samych potentatów biznesu i supermodelek. Mamyshev-Monroe przychodził tam przebrany za Gorbaczowa, fakira, Tutanchamona czy rosyjskiego prezydenta. Gdy po raz pierwszy wylądowałem w Moskwie, wszystkie te niekończące się przemiany postrzegałem jako wyraz wyzwolenia się kraju; przymierzanie przeróżnych kostiumów oznaczało dla mnie gorączkę wolności, przesuwanie granic osobowości tak daleko, jak to tylko było możliwe w ramach tego, co jeden z dostojników prezydenta nazywał „wyżynami kreacji”. Ale zaledwie parę lat później te nieskończone mutacje były dla mnie już nie wyrazem wolności, ale różnymi formami delirium. W delirium tym straszliwe marionetki i koszmarni mistycy zdobywali pewność co do swojej prawdziwości i wytrwale maszerowali ku temu, co ten sam dostojnik zaczął określać jako „piątą wojnę światową, pierwszą wojnę wszystkich przeciwko wszystkim”.

Czytaj najnowsze wydania Res Publiki: o wychowaniu do innowacyjności, o potrzebie mocy i o radykalizmie miejskim. Wszystkie dostępne na stronie naszej księgarni3 okladki czerwiec 2015

Ale wybiegam za bardzo naprzód.
Pracuję w telewizji. Telewizji dokumentalnej, opartej na faktach. A mówiąc dokładniej, w telewizji, która robi rozrywkę opartą na faktach. W 2006 roku leciałem do Moskwy dlatego, że – jak wszystko inne – przemysł telewizyjny przeżywał tam wtedy swój wielki rozkwit. Rosję już znałem. Od 2001 roku – czyli rok po tym, jak skończyłem uniwersytet – przez większość czasu mieszkałem właśnie tam, co rusz zmieniając pracę. Najpierw – jako bardzo pośledni konsultant do spraw projektów unijnych – miałem pomagać w rosyjskim „rozwoju” i przeskakiwałem z jednego think tanku do drugiego, później poszedłem do szkoły filmowej, a ostatnio pracowałem w Moskwie jako asystent przy kręceniu dokumentów dla zachodnich sieci telewizyjnych. Moi rodzice, jako emigranci polityczni, wyjechali ze Związku Radzickiego do Anglii w latach siedemdziesiątych, więc dorastałem, kontaktując się ze światem za pomocą specjalnego rodzaju emigracyjno-ludowego języka rosyjskiego. Ale zawsze bardzo uważnie obserwowałem Rosję. Chciałem się do niej zbliżyć. Londyn wydawał mi się zbyt wyważony i przewidywalny; z kolei Ameryka – w której mieszkała reszta mojej emigracyjnej rodziny – zbyt zadowolona. A prawdziwi Rosjanie byli dla mnie tacy żywi, z tym ich wspaniałym poczuciem, że wszystko jest możliwe. Tym, czym rzeczywiście chciałem się zająć, był film. Chciałem nacisnąć przycisk nagrywania, wycelować obiektyw i kręcić film – po prostu. Wszędzie brałem ze sobą Sony Z1, kamerę, która była tak mała, że zawsze udawało mi się upchnąć ją w bagażu. Przez długi czas filmowałem tylko po to, by – po prostu – nie pozwolić umknąć światu. Filmowałem na ślepo, bo wiedziałem, że już nigdy nie będę miał takich aktorów. Miałem w Moskwie niezłe wzięcie. Powód tego był jeden, bardzo prosty; wystarczało, że wypowiedziałem te kilka magicznych słów: Jestem z Londynu. Ta fraza działała tak samo, jakbym mówił: Sezamie, otwórz się. Rosjanie są przekonani, że Londyńczycy znają sekretny alchemiczny przepis na robienie telewizji, która odniesie sukces; że potrafią wydestylować z rzeczywistości to, co za chwilę stanie się najnowszym gorącym reality show czy bijącym rekordy popularności talent show. Nie miało znaczenia to, że nigdy nie zaszedłem wyżej niż na pozycję trzeciorzędnego asystenta projektów prowadzonych przez innych ludzi. Szeptałem słowa: Przyjechałem z Londynu i umawiałem się na każde spotkanie, na jakie chciałem. Byłem pasażerem na gapę, który załapał się na statek wielkiej cywilizacji Zachodu. Pałętałem się wśród tych wszystkich bankierów, prawników, konsultantów do spraw rozwoju, księgowych i architektów, którzy wypłynęli owym statkiem na szerokie wody globalizacji, by w czekających tam na nich przygodach odnaleźć swe szczęście.

Ale w Rosji robota w telewizji oznacza coś więcej niż samą obserwację i pracę z kamerą. W kraju obejmującym dziewięć stref czasowych, zajmującym jedną szóstą całej powierzchni lądów na naszej planecie, rozciągającym się od Pacyfiku po Bałtyk i od lodów Arktyki po pustynie Azji Środkowej, zabudowanym wszystkim od wciąż niemal średniowiecznych wiosek, w których ludzie własnymi rękoma czerpią wodę z drewnianych studni, przez skupione wokół jednej fabryki miasteczka, po mieniące się błękitnym szkłem i stalą wieżowce nowej Moskwy – w takim kraju telewizja jest jedyną siłą, która jest w stanie połączyć wszystko w całość i tym wszystkim rządzić. To telewizja pełni rolę najważniejszego mechanizmu w maszynie nowego typu autorytaryzmu, tak innego od tych charakterystycznych dla wieku dwudziestego. A ja, jako producent telewizyjny, zostałem przeniesiony wprost do samego środka tego skomplikowanego mechanizmu.

Fragment książki Petera Pomerantseva „Jądro dziwności. Nowa Rosja” wydanej przez Wydawnictwo Czarne w 2015 roku. Przełożyła Iga Noszczyk. Tytuł fragmentu od redakcji (nr 219 Res Publica Nowa).

Peter Pomerantsev – brytyjski pisarz, dokumentalista, reżyser i producent filmowy. Urodzony w Kijowie, we wczesnym dzieciństwie wraz z rodzicami wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Po ukończeniu studiów wyjechał do Moskwy, gdzie mieszkał i pracował przez kolejne dziewięć lat. Powrócił do Londynu w 2010 roku. Jest cenionym współpracownikiem „London Review of Books”. Publikował również w „Financial Times”, „Wall Street Journal”, „Foreign Policy”, “Le Monde Diplomatique”, „Daily Beast”, „Newsweek” i „Atlantic Monthly” a także w wydaniu internetowym NewYorker.com. Pracował dla instytucji Unii Europejskiej. Konsultant projektów rozwojowych dla Banku Światowego w krajach byłego ZSRR.

fot. okładka książki „Jądro dziwności” / wyd. Czarne

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa