Po Urban Laboratory

Jako architektoniczni laicy głodni wiedzy, wybraliśmy się na konferencję z nadzieją zobaczenia ciekawych prezentacji, wysłuchania opinii publiczności i zweryfikowania, jak sprawdza się metoda warsztatu na tak dużym spotkaniu. Michał Delura i Marcin Stachowicz dzielą się […]


Jako architektoniczni laicy głodni wiedzy, wybraliśmy się na konferencję z nadzieją zobaczenia ciekawych prezentacji, wysłuchania opinii publiczności i zweryfikowania, jak sprawdza się metoda warsztatu na tak dużym spotkaniu. Michał Delura i Marcin Stachowicz dzielą się wrażeniami z konferencji „Urban Laboratory”.

Odmłodzenie zarządu Stowarzyszenia Architektów Polskich miało wyjść tej organizacji na dobre, spodziewaliśmy się nowych metod pracy i promocji, zmiany wizerunku, większej integracji z instytucjami kultury czy organizacjami pozarządowymi. SARP-owi częściowo udaje się realizować powyższe cele, co pokazują choćby warsztaty dla młodych architektów z cyklu Import/Export w Muzeum Sztuki Nowoczesnej czy bijące konkurencję na głowę czasopismo Arch. Niestety, jedna z ostatnich inicjatyw stowarzyszenia – szeroko reklamowana i zapowiadająca się niezwykle ciekawie polsko-szwajcarska konferencja Urban Laboratory, pozostawiła spory niedosyt, okazując się wydarzeniem mocno zanurzonym w “branżowym” sosie.

Piękny plakat, ciekawy program, ważne tematy i międzynarodowi goście. Jako architektoniczni laicy głodny wiedzy, wybraliśmy się na konferencję z nadzieją zobaczenia ciekawych prezentacji, wysłuchania opinii publiczności i zweryfikowania, jak sprawdza się metoda warsztatu na tak dużym spotkaniu. Miało być nowocześnie i w ścisłym związku z najbardziej żywotnymi problemami polskiej architektury i urbanistyki. Wspólne roztrząsanie zagadnień polityki przestrzennej przez Polaków i ich kolegów ze Szwajcarii, mogło stać się prawdziwym zastrzykiem energii, zwłaszcza, że zaproponowane tematy, np. przestrzeń publiczna, konkursy architektoniczne i budownictwo mieszkaniowe były interesujące nie tylko dla samych architektów, ale także dla użytkowników architektury. Tymczasem byliśmy świadkami nie do końca trafionych prezentacji i kiepsko moderowanych dyskusji. Duża część publiczności pomyliła warsztaty urbanistyczne ze zjazdem SARP – nie wykorzystano międzynarodowego potencjału imprezy i szansy na nauczenie się czegoś od zagranicznych gości, zamiast tego załatwiając swoje prywatne sprawy.

Konferencja trwała 3 dni. Tematem pierwszego panelu była przestrzeń publiczna, perspektywę szwajcarską miał przedstawić Stephan Herde, polską zaś Krzysztof Domaradzki. Celem panelu była odpowiedź na istotne pytania: jakie kryteria mają znaczenie przy projektowaniu miejsc publicznych w Szwajcarii, a jakie w Polsce? Czy istnieją różnice w postrzeganiu przestrzeni publicznej w obydwu krajach? Spodziewaliśmy się prezentacji o charakterze bardziej ogólnym, próbujących nakreślić wizję przestrzeni publicznej w obu krajach i metod jej projektowania. Wydaje się, że żadna z prezentacji nie miała na celu bezpośredniej odpowiedzi na te pytania, aczkolwiek z obu wystąpień mogliśmy wyciągnąć ciekawe wnioski.

Od Herdego otrzymaliśmy po prostu prezentację ciekawych projektów zrealizowanych przez jego pracownię w niewielkim, stutysięcznym mieście Winterthur. Herde podkreślał, że w Szwajcarii najpierw planuje się krajobraz, a później w jego kontekście umieszcza się dopiero architekturę. Dla niego osobiście najważniejszy jest użytkownik i jego satysfakcja z korzystania z przestrzeni publicznej.

Dworzec w Zurychu autorstwa Santiago Calatrava (CC BY-NC 2.0) by johen.juergensen/Flickr
Dworzec w Zurychu autorstwa Santiago Calatrava (CC BY-NC 2.0) by jochen.juergensen/Flickr

Krzysztof Domaradzki, autor m.in. chwalonej koncepcji rewitalizacji Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu (na której wykonanie jego zespół miał, jak się okazało, tylko 6 tygodni) wskazywał na historyczne ograniczenia planowania przestrzennego w Polsce, a zwłaszcza na skutki dekretu Bieruta w Warszawie. W wyniku roszczeń do ziem zabranych dekretem zmuszeni jesteśmy oddawać przestrzeń publiczną prywatnym właścicielom, zamiast w miarę możliwości gromadzić ją w rękach miasta, planować i zabudowywać. Układ obecnych gruntów jest odbiciem dawnego stanu posiadania a różne obszary były zagospodarowywane na różnych etapach, dlatego urbanistyka Warszawy jest tak chaotyczna. W dyskusji Adam Zając z SISKOMu zwrócił uwagę na niedostosowanie licznych rewitalizacji, w tym wspomnianego reprezentacyjnego Krakowskiego Przedmieścia, do potrzeb osób niepełnosprawnych. W rozmowach nie obyło się niestety bez jałowych sporów między polskimi architektami i urbanistami i wypominania sobie wzajemnie błędów (w publicznej dyskusji udało nam się nawet dowiedzieć dlaczego ktoś nie odpisał na otrzymanego maila).

Temat panelu drugiego dnia to “Konkursy architektoniczne – narzędzie do rozwiązywania problemów urbanistycznych?”. Zaproszony został Michael Hauser, naczelny architekt Winterthur oraz Wojciech Kaczura. Dyskusję starał się prowadzić Dariusz Hyc, członek komisji konkursowych SARP. Poznaliśmy kolejne cechy szwajcarskiej urbanistyki, na których możemy się wzorować. W Szwajcarii prawie 90% projektów budynków publicznych jest wybieranych w konkursach, które mają w tym kraju 100 lat tradycji. W samym 100-tysięcznym Winterthur każdego roku odbywają się 2 konkursy na budynki publiczne. Michael Hauser pokazywał przykłady konkursów, projektów i realizacji szkół czy hal gimnastycznych, ale także konkursu na budynek mieszkalny organizowanego przez dewelopera, którego nauczono pracować metodą konkursową (budynek ma 10 typów mieszkań, najmniejsze ma 56 metrów i jest przeznaczone dla… 1 osoby). Posiedzenia jury konkursowych – które są dobrze opłacane, więc zmotywowane do dobrej pracy – są dostępne, może przyglądać się im każdy mieszkaniec, powszechna jest również praktyka pytania mieszkańców o opinię. Dariusz Hyc z kolei zwrócił uwagę na niechlubną polską praktykę wybierania kilku projektów w konkursie, a następnie organizowania przetargu i realizacji najtańszego z nich. Publiczność również wskazywała na absurdalność tego rozwiązania, które zniechęca architektów, także międzynarodowych, do wygrywania polskich konkursów, skoro ich prace i tak nie będą realizowane.

Ostatni dzień warsztatów poświęcony był między innymi kwestii budownictwa mieszkaniowego. Tym razem, głównie za sprawą wystąpienia Jacka Bieleckiego, udało się odejść od “okołobranżowych” dyskusji na rzecz szerszego ujęcia związków architektury z życiem społecznym i polityką. Rozmowa toczyła się przede wszystkim wokół newralgicznego tematu polskich zasobów mieszkań komunalnych i spółdzielczych, których znaczenie spadło po 1989 roku, a obecnie możemy obserwować ich gwałtownie postępującą prywatyzację. Głównym punktem odniesienia stała się oczywiście Szwajcaria, gdzie budownictwo społeczne ma długą tradycję i jest wciąż udoskonalane, a duża część obywateli żyje w mieszkaniach czynszowych.

Debatę otworzyło wystąpienie Jacka Bieleckiego – współzałożyciela i dyrektora Polskiego Związku Firm Deweloperskich. W krótkiej prezentacji, podpierając się licznymi wynikami badań, Bielecki przedstawił obecną sytuację na polskim rynku mieszkaniowym. Jak argumentował, duży odsetek mieszkań własnościowych, w porównaniu z publicznymi, sytuuje nasz kraj bliżej Rumunii, gdzie ponad 90% wszystkich mieszkań jest w rękach prywatnych. Według Bieleckiego, najskuteczniejszym środkiem zaradczym na złą sytuację na rynku mieszkaniowym byłoby wdrożenie przez państwo spójnej polityki w zakresie budownictwa komunalnego. Tymczasem brak konsekwentnych działań w tej kwestii skazuje młodych ludzi na długoterminowe kredyty i życie w ciągłym poczuciu braku bezpieczeństwa.

O budownictwie mieszkaniowym dyskutowano także w kontekście projektowania – swoimi doświadczeniami na tym polu podzielili się dwaj architekci: Andreas Hofer, partner w szwajcarskim biurze archipel – Planung und Innovation GmbH z Zurychu oraz Maciej Miłobędzki z pracowni JEMS Architekci. Hofer prezentował eksperymentalne projekty budownictwa spółdzielczego z Zurychu kładące szczególny nacisk na stworzenie mieszkań dopasowanych do potrzeb użytkowników, z obszernymi przestrzeniami wspólnymi, których koszty utrzymania zostały zredukowane między innymi dzięki zastosowaniu energooszczędnych technologii. Omówił również strukturę mieszkaniową Zurychu – już teraz jest tam ponad 25% publicznych budynków mieszkalnych, a planuje się zwiększenie ich udziału w rynku do jednej trzeciej. Z kolei Miłobędzki skupił się na estetyce budynków projektowanych przez swoją pracownię, prawie zupełnie pomijając kwestie użytkowe. Posiłkując się hasłem „Architektura to nie mieszkaniówka” i pokazując w swojej prezentacji głównie błyszczące, szklane elewacje, wzbudził spore kontrowersje wśród zaproszonych na warsztaty szwajcarskich architektów, którzy podkreślali, że budownictwo mieszkaniowe to właśnie kwintesencja architektury.

Mimo sporego niedosytu, jaki pozostawiły po sobie warsztaty, wydaje się, że sama idea podobnych spotkań, umożliwiających wymianę doświadczeń i myśli na poziomie lokalnym i międzynarodowym, powinna stać się integralną częścią działalności SARP-u. Zwłaszcza, że ostatnio coraz więcej mówi się i pisze o tragicznym stanie polskiej polityki tak przestrzennej, jak i mieszkaniowej. Inspirowanie się sprawdzonymi rozwiązaniami z zachodniej Europy jest więc krokiem we właściwym kierunku, oczywiście jeśli nie będzie to bezmyślne kopiowanie, bez uwzględnienia naszej lokalnej specyfiki. Mimo nie w pełni udanej konferencji, obserwując inne działania SARP-u mamy nadzieję na jego “rewitalizację” i na to, że zacznie odgrywać ważną rolę pomostu pomiędzy laikami a architekturą.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa