Planty w mieście ogrodzie

W Warszawie jest wiele parków, ale łączą je asfaltowe drogi, a nie trakty piesze. Dlatego korzystają z  nich tylko mieszkańcy najbliższych bloków. I to w bardzo ograniczony sposób, bo te zielone tereny mają często złe […]


W Warszawie jest wiele parków, ale łączą je asfaltowe drogi, a nie trakty piesze. Dlatego korzystają z  nich tylko mieszkańcy najbliższych bloków. I to w bardzo ograniczony sposób, bo te zielone tereny mają często złe chodniki, brakuje im ławek… Ale bardzo łatwo można to naprawić. Z Heleną Wawrzeniuk, która w swojej pracy dyplomowej na Akademii Sztuk Pięknych wytyczyła Planty na Ochocie, rozmawia Monika Pastuszko.

Rakowiec, miasto-ogród

Przygotowując projekt dotarłaś do historycznej idei, by parki na Rakowcu, dzisiejszy park Zasława Malickiego i Forty Korotyńskiego oraz Park Szczęśliwicki były połączone pasażami zieleni. Czyj to był pomysł?

Modernistyczni architekci Rakowca realizujący ideę miasta-ogrodu chcieli, by w mieście było dużo parków i terenów rekreacyjnych, gdzie ludzie mogliby odpoczywać po pracy. Chcieli też, żeby parki Rakowca były połączone zielonymi traktami. Jednak idea Plant nigdy nie była skondensowana w takiej postaci, jaką proponuję. Wymyśliłam, żeby stworzyć z tych traktów i parków pełną pętlę. Dodałam krótki odcinek wzdłuż ul. Korotyńskiego.

Fragment projektu "Planty na Ochocie"

Czyli kontynuujesz modernistyczne idee miasta-ogrodu?

Trochę tak. Rakowiec dzięki temu, że miał dobrych projektantów, jest wciąż atrakcyjny; wystarczy mu niewielki lifting, by stał się przestrzenią dobrą do życia. Z drugiej strony teraz te fajne przestrzenie, które tu są, szarzeją, zarastają; ich jakość stale, choć niezauważalnie się pogarsza.

Obecnie Rakowiec zmienia swój charakter. Zanikają małe lokalne sklepiki – zastępują je sieciówki i supermarkety. Bazarek na Mołdawskiej niedługo zniknie, bo ma tam powstać duża ulica, przelotówka między trasami Żwirki i Wigury a Grójecką.
Ale przecież ten charakter nie musi zmieniać się na gorsze. Możemy obserwować potrzeby mieszkańców i dostosowywać do nich przestrzeń, rewitalizować ją, starając się przy tym zachować ducha starego Rakowca.

Ta dzielnica jest jak zgrzebna sukienka: stara i z dziurami, ale wciąż wygodna, bo przed laty była szyta na miarę. Nie jest olśniewająca, wystawna, elegancka, ale wciąż jest funkcjonalna i dobrze się w niej czujemy. Warto zaszyć w niej dziury.

Czy możesz opowiedzieć o historii osiedli na Rakowcu? Jak to się stało, że zielone pasaże nie powstały w pełnej formie?

W latach trzydziestych na Rakowcu powstało modernistyczne, społeczne osiedle mieszkaniowe, zaprojektowane przez małżeństwo Syrkusów, a zbudowane w ramach Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. To osiedle zajmuje skrawek dzisiejszego Rakowca, jest zlokalizowane na południe od strony parku Malickiego, przy ulicy Pruszkowskiej.

W czasie wojny Syrkusowie, pracując w konspiracyjnym biurze zajmującym się architekturą i urbanistyką, stworzyli dla miasta plany rozbudowy tego osiedla. Właśnie w tych wojennych planach zaznaczyli połączenie między parkiem Forty Korotyńskiego, wałem fortecznym i parkiem Zasława Malickiego.

Te wojenne plany nie zostały zrealizowane. Mimo to grupa Zasława Malickiego, która po wojnie dokonywała rozbudowy – byli w niej między innymi Oskar Hansen i jego żona – pozostawała w kontakcie z Syrkusami i inspirowała się pomysłami z czasów wojny. W ten sposób między wałem fortecznym a jeziorkiem (parkiem im. Zasława Malickiego) powstała przestrzeń między blokami, która jest szersza od podwórka – ślad po planach zielonego połączenia parków. Po 1989 roku na wale fortecznym, o którym w czasie wojny myślano jako o elemencie przyszłego zielonego pasażu, powstało osiedle.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Jeden komentarz “Planty w mieście ogrodzie”

Skomentuj

Res Publica Nowa