Piwo się wylało

Trzeba przypominać producentom, właścicielom i akcjonariuszom, że pracownik ma swoją godność, a rozwój swoje granice. Tylko dlaczego tego wszystkiego nie mogą nam zapewnić karty wyborcze? Dlaczego musimy głosować kartami kredytowymi? - o rozlanym piwie pisze […]


Trzeba przypominać producentom, właścicielom i akcjonariuszom, że pracownik ma swoją godność, a rozwój swoje granice. Tylko dlaczego tego wszystkiego nie mogą nam zapewnić karty wyborcze? Dlaczego musimy głosować kartami kredytowymi? – o rozlanym piwie pisze Artur Celiński.

Po skandalicznej wypowiedzi szefa Ciechana, przyłapani w barze z jego piwem w ręku, powinniśmy poczuć się co najmniej niestosowanie. Marka, która obudziła „piwną hipsterkę”, pewnie straci dotychczasowych klientów. Jednak, jak to bywa z bojkotami konsumenckimi, szybko zyska nowych. Każdy z obywateli konsumentów ma prawo do spożytkowania swojego głosu, a właściwie pieniędzy, w taki sposób, jaki mu się podoba.

fot. Thomas / Flickr / CC BY-NC-ND 2.0
fot. Thomas / Flickr / CC BY-NC-ND 2.0

Produkty muszą dziś coś wyrażać. Najlepiej, jakby wyrażały ciebie. Stosunek ceny do jakości już dawno przestał być jedyną relacją, jaką jest zainteresowany klient. Chodzi nie o to, kim jesteśmy, ale o to, kim chcielibyśmy być. Nikt nie chce być już tylko odbiorcą – chcemy być również twórcami. Ta relacja ta jest dwustronna. Konsumenci oczekują, że dostaną produkt nie tylko dobry i społecznie odpowiedzialny, ale również politycznie poprawny. Każda złotówka staje się kartą wyborczą. Pieniądze mają spowodować, że również polityka producenta będzie taka, jakiej oczekują złotówkowi wyborcy. W końcu klient ma zawsze rację.

Demokracja konsumencka…

Problem polega na tym, że o ile każdy ma jeden głos, to liczba złotówek nie jest ani równa, ani powszechna, ani proporcjonalna, ani bezpośrednia (natomiast bywa tajna). Nie byłoby to niebezpieczne, gdyby demokracja konsumencka dotyczyła tylko produktów, które przeciętnemu obywatelowi są albo zbędne, albo łatwo je zastąpić. Wstydząc się publicznego spożywania homofobicznego piwa, pewnie napiję się innego. Gorzej jednak, gdy się okaże, że niepoprawny politycznie produkt nie ma żadnej alternatywy.

Wchodząc na stronę Slavery Footprint można wypełnić ankietę, dzięki której dowiemy się, ilu z 29 milionów współczesnych niewolników pracuje na nasz indywidualny styl życia. Okazuje się, że na mój komfort, osiągany dzięki zakupionym produktom, pracuje czterdziestu sześciu niewolników. 

…na którą mnie nie stać

Moja koszula jest szyta przez dzieci pracujące w bangladeskich piwnicach, a telefon składały ręce skandalicznie opłacanych Chinczyków. Nie chcę tego, a jednocześnie nie stać mnie, aby kupować tylko rzeczy z lokalnymi certyfikatami, dla pewności produkowane przez rzemieślnika za rogiem. Nawet jeśli będę się starał, to połowa z używanych przeze mnie rzeczy w ogóle nie byłaby dostępna. Musiałbym wyrzucić większość swoich mebli, bo wyprodukowała je firma należąca do faceta, który nie tylko sympatyzował z nazistami, ale był nawet członkiem szwedzkiej partii nazistowskiej. Szybko by się okazało, że nie stać mnie na przyzwoitość w moich wyborach konsumenckich. Łatwo mi wylać Ciechana, ale marny ze mnie obywatel demokracji konsumenckiej.

Bojkoty konsumenckie wynikają z poczucia przyzwoitości i społecznej odpowiedzialności. Generalnie są fantastyczną rzeczą. Trzeba przypominać producentom, właścicielom i akcjonariuszom, że nie wszystko można kupić, że człowiek i pracownik ma swoją godność, a rozwój ma swoje granice.

Tylko dlaczego tego wszystkiego nie mogą nam zapewnić karty wyborcze? Dlaczego coraz częściej musimy głosować naszymi kartami kredytowymi?

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Jeden komentarz “Piwo się wylało”

Skomentuj

Res Publica Nowa