Picasso

Kiedy wchodzisz do sali Picassa w galerii S.I. Szczukina ogarnia cię uczucie przerażenia. To, co czujesz, związane jest nie tylko z malarstwem i losem sztuki, ale z samym kosmicznym życiem i z jego losem. We […]


Kiedy wchodzisz do sali Picassa w galerii S.I. Szczukina ogarnia cię uczucie przerażenia. To, co czujesz, związane jest nie tylko z malarstwem i losem sztuki, ale z samym kosmicznym życiem i z jego losem. We wcześniejszej sali tej galerii znajduje się czarujący Gauguin. I wydaje się, że przeżywana jest tam ostatnia radość naturalnego życia, piękno całego jeszcze, urzeczywistnionego, skrystalizowanego świata, upojenie naturalnym słonecznym światłem. Gauguin, syn wyrafinowanej kultury ulegającej rozkładowi, potrzebował wyprawy na wyspy Tahiti, do egzotycznej przyrody oraz egzotycznych ludzi, by odnaleźć w sobie siłę i tworzyć piękno urzeczywistnionego, skrystalizowanego, słonecznego, naturalnego życia. Po tym złotym śnie budzisz się w sali z Picassem. Jest zimno, panuje półmrok, jest strasznie. Zginęła radość urzeczywistnionego, słonecznego życia. Zimowy, kosmiczny wiatr zrywa zasłony, opadają wszystkie kwiaty, wszystkie liście, naga, poraniona skóra świadczy o tym, że zdjęto wszelkie szaty – wszelki realny kształt objawiający się we wzorach niezniszczalnego piękna – rozpada się. Wydaje się, że nigdy już nie nastąpi kosmiczna wiosna, nie będzie liści, zieleni, wspaniałych okryć, urzeczywistnionych syntetycznych form. A jeśli nawet wiosna nadejdzie, to okaże się zupełnie inna, nowa, niezwykła, z nietutejszymi liśćmi i kolorami. Można odnieść wrażenie, że po strasznej zimie Picassa świat nie zakwitnie tak jak kiedyś, że tej zimy opadły nie tylko wszystkie zasłony, ale i cały przedmiotowy, fizyczny świat zachwiał się w swoich posadach. Doszło jak gdyby do tajemniczego nieładu kosmicznego. Picasso to genialny wyraziciel rozkładu, nieładu, fizycznego rozproszenia materialnego, urzeczywistnionego świata. Z punktu widzenia historii malarstwa zrozumiała jest raison d’être pojawienia się kubizmu we Francji. Zresztą Picassa poprzedzał tak ważny malarz, jak Cezanne. Francuskie malarstwo już od dawna, od czasu impresjonistów dążyło do osłabienia, zatarcia stałych form, zmierzało jedynie do kolorystyki. Kubizm jest reakcją na to osłabienie, jest poszukiwaniem geometrii świata przedmiotowego, porządku rzeczy. Są to poszukiwania o charakterze analitycznym a nie syntetycznym. Coraz mniej jest możliwa syntetyczno-całościowa twórczość artystyczna. Wszystko ulega analitycznemu rozkładowi i rozpadowi.

Poprzez analityczne rozdzielenie malarz pragnie dotrzeć do porządku rzeczy, do stałych form, ukrytych pod mięknącymi zasłonami. Materialne powłoki świata zaczęły ulegać rozkładowi i rozproszeniu, przystąpiono do poszukiwań twardych substancji, ukrytych pod tym rozmiękczeniem. W swoim poszukiwaniu geometrycznych form przedmiotów, porządku rzeczy, Picasso cofnął się aż do epoki kamienia. Był to jednak pozór epoki kamienia. Ciężar, toporność oraz twardość figur geometrycznych Picassa jest złudzeniem. W rzeczywistości geometryczne ciała Picassa, składające się z sześcianów szkielety fizycznego świata, rozpadają się przy najmniejszym dotknięciu. Ostatnia warstwa materialnego świata, ukazująca się malarzowi po zerwaniu wszystkich innych warstw, okazuje się złudna, a nie realna. Przenikliwemu spojrzeniu malarza nie ujawnia się substancjalność materialnego świata, gdyż świat ten okazuje się nie być substancjalny. Picasso to bezradny demaskator iluzji urzeczywistnionego, materialnie zsyntetyzowanego piękna. Za zniewalającym i urzekającym pięknem kobiecego [ciała] dostrzega przerażający rozkład i rozpad. Picasso, niczym jasnowidz, przenika spojrzeniem przez te wszystkie warstwy, przez odzież i zasłony, by tam, w głębi materialnego świata ujrzeć kształty swoich stworów. Oto demoniczne oblicze zniewolonych duchów przyrody. Gdyby można było jeszcze dalej wniknąć w głąb, nie byłoby tam już żadnej materialności, lecz tylko wewnętrzna struktura przyrody, hierarchia duchów. Kryzys malarstwa jak gdyby przenosi nas z fizycznego, materialnego ciała do innego, wyższego porządku.

Malarstwo, tak jak i wszystkie sztuki plastyczne, było urzeczywistnieniem, materializacją, krystalizacją. Dawne malarstwo najwyższego lotu przedstawiało krystaliczne, uformowane ciała. W malarstwie tym była zależność urzeczywistnionego, fizycznego świata od statycznej, sformalizowanej materii. Obecnie malarstwo przeżywa największy z dotychczasowych kryzysów. Gdyby głębiej w to wniknąć, trzeba by go określić jako dematerializację, rozwarstwienie malarstwa. W malarstwie zachodzi coś, wydawałoby się, sprzecznego z samą naturą sztuk plastycznych. Wszyscy tak jakby pozbywają się w malarstwie sfery urzeczywistnionej, materialno skrystalizowanej. Sztuka ostatecznie zrywa z antykiem. Zaczyna się proces przenikania malarstwa poza materialny porządek bytu. W dawnym malarstwie było dużo ducha, ale ducha ucieleśnionego, wyrażanego w krystalizacjach materialnego świata. Obecnie zachodzi proces odwrotny: to nie duch się ucieleśnia, materializuje, ale sama materia się dematerializuje, rozkłada, traci swoją trwałość, swoją stałość, swój kształt. Malarstwo pogrąża się w materii, a tam, w najniższych warstwach, nie znajduje już materialności. Gdyby skorzystać z terminologii teozoficznej, można by powiedzieć, że malarstwo przechodzi z ciał fizycznych w ciała eteryczne i astralne. Już u [Michaiła Aleksandrowicza] Wrubla zaczęło się okropne rozpraszanie materialnego ciała. U Picassa granica fizycznych ciał także podlega wahaniom. Te same objawy znajdujemy u futurystów, obserwując tempo, pośpiech w działaniu. Reklama i szalbierstwo, które zniekształcają współczesną sztukę, mają swoje głębokie źródło w rozproszeniu wszelkiej życiowej krystalizacji. Już u impresjonistów zapoczątkowany został proces jakiegoś rozkładu, co nie wynikało to zanurzenia się w duchowości, lecz z pogrążenia się w materialności. Wczesne malarstwo włoskie przepełnione było głęboką duchowością, duch się w nim ucieleśniał. W sztuce współczesnej jakby ubywało ducha, a realny kształt ulegał dematerializacji. To bardzo głęboki wstrząs dla sztuk plastycznych, o których stanowi sama istota formy plastycznej. Dematerializacja w malarstwie może sprawiać wrażenie ostatecznego upadku sztuki. Malarstwo jest w taki sposób związane z kryształami ukształtowanego ciała, jak poezja wiąże się z kryształami ukształtowanego słowa. Rozkład słowa, jego rozproszenie sprawia wrażenie zagłady poezji. A przecież, w istocie zdarza się takie samo rozproszenie kryształów słowa jak kryształów ciała. Nie będę mówił o poezji futurystycznej, która do tej pory nie zaprezentowała niczego znaczącego. Ale przecież Andrzej Bieły, którego uważam za najoryginalniejsze, najważniejsze i nieomal genialne zjawisko rosyjskiej literatury, może zostać nazywany kubistą w literaturze. W jego powieści Petersburg można odnaleźć ten sam proces rozwarstwienia kosmicznego życia, jaki obecny jest również w obrazie Picassa. W niesamowitych i koszmarnych zbitkach słów rozpadają się kryształy słowa. Jest równie przerażającym artystą jak Picasso. To krok do rozproszenia, do zagłady świata, dokładniej mówiąc – nie świata, lecz jednego z wcieleń świata, jednego z porządków życia1.

Rodzi się gorzka, smutna myśl, że nie będzie już wspaniałych ciał, czystych kryształów radości urzeczywistnionego życia, syntetycznie całościowego postrzegania rzeczy, ani organicznej kultury. Wszystko to wynika z bierności, a ci którzy są bierni skazani zostają na smutek, na zwracanie się ku przeszłości, na potworne przerażenie wywołane zagładą urzeczywistnionego piękna świata. Architektura zginęła już bezpowrotnie, a jej zagłada jest wyjątkowo znacząca oraz charakterystyczna. Wraz z zagładą nadziei na odrodzenie wielkiej architektury ginie nadzieja na nowe wcielenie piękna w organicznej, naturalnej, fizycznej kulturze narodowej. W architekturze dawno już odniósł zwycięstwo najbardziej podły futuryzm. Wydaje się, że w świecie materialnego ucieleśnienia wszystko zostało bezpowrotnie naruszone, że wszystko już uległo uszkodzeniu [detra-que]. W tej sferze bytu niemożliwa jest już organiczna, syntetyczno-całościowa radość, upojenie pięknem. Wydaje się, że w samej przyrodzie, w jej rytmie i wirowaniu coś nieodwracalnie się nadwyrężyło i zmieniło. Nie może już nastać równie wspaniała wiosna, równie słoneczne lato, nie ma już krystaliczności, czystości, jasności ani w wiośnie, ani w lecie. Pory roku mieszają się. Nie cieszą nas już wschody i zachody słońca, jak cieszyły wcześniej. Słońce świeci nie tak, jak świeciło dawniej. W samej przyrodzie, w zjawiskach meteorologicznych i geologicznych zachodzi tajemniczy proces analitycznego rozwarstwienia i rozproszenia. Odczuwa to obecnie wielu ludzi posiadających mistyczną wrażliwość i możliwość rozumienia kosmicznego życia. Niczego nie mówią o życiu ludzkim, o ludzkim bycie, o ludzkiej społeczności. Jest to coraz bardziej widoczne i namacalne. Nasze życie coraz bardziej ulega dekrystalizacji, dematerializacji, rozwarstwieniu. Sukcesy techniki materialnej sprzyjają jedynie rozproszeniu historycznych ciał, ustabilizowaniu form rodzinnego życia. Wszelkie fundamenty chwieją się, a wraz z nimi chwieje się nie tylko minione zło i nieprawda życia, ale i dawne piękno oraz miniony komfort życia. Materialny świat jawił się jako absolutnie statyczny, stabilny, mocno skrystalizowany. Lecz jego stabilność okazała się względna. Świat materialny nie jest substancjalny – jest po prostu funkcjonalny. Eliminowane są te stany ducha, które wytworzyły stabilność i krystaliczność wcielonego materialnego świata. Obecnie duch ludzki wkracza w inny etap swojego bycia, dlatego wszędzie widać symptomy rozwarstwienia i rozproszenia świata materialnego: w chwiejności życia społecznego, a zarazem wszelkiego naszego bytu przynależnego rodzinie; w nauce, która znosi tradycyjną granicę doświadczenia i jest zmuszona uznać dematerializację; w filozofii, w sztuce, w okultyzmie, w kryzysie religii. Rozpada się dawny sposób syntetyzowania przedmiotowego świata rzeczy, bezpowrotnie giną kryształy dawnego piękna. Ale jeszcze nie osiągnięto piękna, które odpowiadałoby nowej epoce w rozwoju człowieka i świata. Picasso jest nadzwyczajnym artystą, głęboko przejmującym, lecz nie osiąga piękna. Jest przedstawicielem transformacji i wszechogarniającego kryzysu.

Ciężko, smutno, strasznie jest żyć w takich czasach człowiekowi, który kocha tylko słońce, jasność, Włochy, łaciński geniusz, ucieleśnienie i krystaliczność. Taki człowiek może przeżyć bezkresny smutek nieodwołalnej zagłady wszystkiego, co cenne w świecie. Tylko w głębi ducha można znaleźć odtrutkę na smutek i odnaleźć nową radość. W kulturze germańskiej kryzys ten jest mniej odczuwalny, ponieważ kultura germańska zawsze była mocno uduchowiona, przez co nie poznała urzeczywistnionego piękna, krystalizacji w materii. Świat zmienia swoje okrycia. Materialne zasłony świata są jedynie tymczasowe. W wyniku kosmicznego wiatru muszą opaść stare liście i kwiaty. Stare szaty bytu ulegają rozkładowi i opadają. Oto choroba dojrzewającego bytu. Ale byt jest nieograniczony w swojej istocie, nienaruszony w swoim jądrze. W procesie kosmicznego rozproszenia warstw i zasłon bytu człowiek powinien przetrwać wraz z tym wszystkim, co naprawdę istnieje. Człowiek, jako [istota na] obraz i podobieństwo bytu absolutnego, nie może się rozpaść. Jest narażony na niebezpieczeństwo oddziaływania kosmicznych wichrów. Nie powinien jednak ulegać woli wiatru. W malarstwie Picassa nie ma już człowieka. To, co on obnaża i ukazuje, nie jest już ludzkie. Picasso wydaje człowieka na pastwę sił rozpraszającego [wszystko] wiatru. Ale czysty kryształ ducha człowieczego jest niezniszczalny. Jednak sztuka współczesna tworzy formy pozbawione siły. Obecnie zmierzamy do kryzysu nie tyle w malarstwie, jakich zresztą było wiele, ale do kryzysu malarstwa w ogóle, sztuki w ogóle. Jest to kryzys kultury, która uświadamia sobie własne niepowodzenia; polega on na niemożliwości przelania w kulturę twórczej energii. Kosmiczne rozwarstwienie i rozproszenie rodzi kryzys każdej sztuki, powoduje chwiejność jej granic. Picasso stanowi bardzo wyraźny symptom tego chorobliwego procesu. A podobnych symptomów jest wiele. Stojąc przed obrazami Picassa, myślałem, że ze światem dzieje się coś niedobrego – poczułem ból i smutek zagłady starego, piękna świata, ale też i radość narodzin nowego. To wielki komplement świadczący o sile Picassa. Podobne myśli pojawiają się u mnie również podczas lektury książek okultystycznych oraz gdy rozmawiam z ludźmi działającymi w sferze tych zjawisk. Wierzę jednak, wierzę w to głęboko, że możliwe jest nowe piękno w samym życiu, a zagłada starego piękna jest jedynie pozorna i wynika z naszych ograniczeń, ponieważ każde piękno jest wieczne, stanowi właściwość najgłębszego jądra bytu. Smutek rodzący bezsilność powinien zostać przezwyciężony. Jeśli można przytoczyć, jako przedostatnią myśl, to że piękno tworzone przez Bottciellego i Leonarda zginie bezpowrotnie wraz z zagładą materialnego porządku bytu, w którym ono się ucieleśnia – to, jako prawdę ostateczną należy wskazać, że piękno u Botticielego i Leonarda wkroczyło w życie wieczne, gdyż zawsze skrywało się za niestałą zasłoną kosmicznego życia, którą nazywamy materialnością. Ale nowa twórczość będzie inna, nie będzie zależna od ciężaru tego świata. Picasso nie prezentuje nowej twórczości. On wieńczy stary sposób tworzenia.

1Również w filozofii możliwy jest kubizm. Bowiem krytyczna genealogia w swoich ostatecznych rezultatach ukazuje rozwarstwienie i rozproszenie bytu. W filozofii rosyjskiej ostatnich lat prawdziwym kubistą jest W.B. Jakowienko. Jego filozofia to pluralistyczne rozwarstwienie bytu. Por. artykuły dostępne w „Logosie”. Znamienne, że w Niemczech ukazała się już rozprawa, porównująca Picassa i Kanta.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa