Ogrody otwarte dla publiczności

Wiosna za oknem, czas zajrzeć do ogródków „Ogród jest otwarty dla publiczności” – taki napis czytamy, wchodząc do jednego z miejskich kompleksów działkowych. Otwieramy furtkę do sekretnych ogrodów Warszawiaków pełnych najróżniejszych skarbów, owoców pracy rąk […]



Wiosna za oknem, czas zajrzeć do ogródków

„Ogród jest otwarty dla publiczności” – taki napis czytamy, wchodząc do jednego z miejskich kompleksów działkowych. Otwieramy furtkę do sekretnych ogrodów Warszawiaków pełnych najróżniejszych skarbów, owoców pracy rąk ich użytkowników. Za płotami kwitną jabłonki, grusze i wiśnie, powoli rozbudzają się porzeczki i maliny, wybijają spod ziemi krokusy i fiołki. Pachnie ziemią. Czyja to ziemia, kto tu jest aktorem, inspicjentem, a kto ową publicznością?

Trzeba tu zrobić wszystko po swojemu

Aktorem niewątpliwie jest sama przyroda, a raczej jej wizja kształtowana przez rzesze działkowców. Bo przecież ogród to par excellence twór kulturowy. Tak jak na początku robotnicy przywoływali swój wiejski raj utracony na małym działkowym polu, tak współcześni działkowcy, o wiele bardziej zróżnicowani, wytwarzają swoje mikrokosmosy przy użyciu rozmaitych narzędzi i wizji natury. Ogródki to przestrzeń działania ich użytkowników, przestrzeń wyrazu i przestrzeń oporu wobec rzeczywistości miasta postrzeganego jako opresyjne. Ogród miejski jest zderzeniem różnych nurtów życia – natury i kultury, świadomości i podświadomości, samotności i towarzyskości, przeżycia metafizycznego i pracy użytkowej aż wreszcie prywatności i publiczności.

Mikropolityka

Ogródki są prywatne, a mimo to przesiąknięte ideą wspólnotowości. Obecnie najmocniejszym spoiwem społeczności działkowców jest konieczność chronienia swoich niezwykle cennych (z finansowego i urbanistycznego punktu widzenia) poletek. Wspólnota skupia się pod egidą Polskiego Związku Działkowca, który utrzymując zasadę obowiązkowego członkostwa każdego dzierżawcy działki, stanowi siłę polityczną stojącą w opozycji wobec ustawodawczych pomysłów dotyczących ogrodów rodzinnych (projekt ustawy o uwłaszczeniu działkowców). W tej chwili ogrody działkowe należą do Skarbu Państwa, samorządów terytorialnych lub mają nieuregulowany status własnościowy. Działkowcy mają jedynie prawo użytkowania tych terenów zielonych. Projekty ustaw dotyczących działek zawierają postulaty zlikwidowania monopolistycznego związku, zastąpienia go stowarzyszeniami działkowców, do których przynależność byłaby dobrowolna oraz uwłaszczenia ogrodów za bonifikatą dochodzącą do 99% rzeczywistej wartości działki. PZD określa owo uwłaszczenie iluzorycznym, postrzega je jako oddanie ogrodów rodzinnych we władzę wolnego rynku. Niestety planowanie przestrzenne nie jest gwarancją ani istnienia miejskich ogrodów, ani przekształcenia ich w tereny zielone innego rodzaju. Z jednej strony PZD chroni tereny działkowe przed komercjalizacją, z drugiej kontroluje wszelkie oddolne inicjatywy użytkowników ogrodów. I to właśnie PZD można nazwać inspicjentem w tym botanicznym teatrze.

Zapraszamy publiczność

Kto przychodzi na przedstawienie? Publiczność, dla której działki się otwiera, to spacerowicze. Jedni przechodzą przez działki obojętnie, w drodze w inne miejsca. Inni przyglądają się pracy działkowców i doceniają estetyczne walory ogrodów. Rodzice z małymi dziećmi mogą skryć się przed hałasem miasta i dynamiką parków. Dla biegaczy stanowią „fajny dystans”, dla rowerzystów spokojny fragment trasy, substytut nielicznych w przestrzeni miasta ścieżek rowerowych. Oprócz tego cała masa Warszawiaków jest publicznością ignorancką, omija działki w poszukiwaniu parków, w których można bez przeszkód położyć się na trawie i relaksować w gronie przyjaciół, nie podglądając mimowolnie nikogo zza płotu. Warto też zauważyć, że tylko nieliczne ogrody są „otwarte dla publiczności”. Część działkowców zdecydowanie unika widzów i podglądaczy z miasta, zamykając bramy na kłódki i spowijając płoty drutem kolczastym. Część publiczności może więc czuć się wykluczona, działki stają się teatrem mocno offowym.

Dyrektor teatru

Kto nad tym całym widowiskiem sprawuje władzę? Za dyrektora teatru można uważać miasto, które teoretycznie zajmuje się planowaniem przestrzennym, jednak rzeczywista i praktyczna władza zdaje się należeć do wolnego rynku i deweloperów, którzy szukają wciąż nowych miejsc pod zabudowę. Często w tej grze przegrywa dawny plan zielonych korytarzy napowietrzających miasto, tzw. „płuc Warszawy”, idea jeszcze z czasów przedwojennych. Zamiast terenów zielonych powstaje nieraz wysoka zabudowa grodzonych osiedli.

„…a prócz tego nic na działkach się nie dzieje…”

Dysproporcja między dużymi terenami ogrodów działkowych, a bardzo ograniczoną liczbą ich użytkowników (zwłaszcza zamkniętych kompleksów działkowych) zdaje się przysparzać najwięcej problemów. Pozostaje pytanie, jak wyrwać ogrody z izolacji i uczynić z nich przestrzeń włączającą mieszkańców Warszawy w obcowanie z zielenią miejską? Jak zachować charakter kolektywnego tworzenia i użytkowania przestrzeni przez mieszkańców stolicy? Obszary zielone odzwierciedlają specyfikę miasta. Na przykład w Berlinie w pustej przestrzeni pozostałej po wojnie powstał ogród wspólnotowy mający za zadanie integrować zróżnicowaną etnicznie i religijnie społeczność, w betonowym labiryncie Toronto ogrody i uprawy rosną na dachach, w Warszawie natomiast pełno zamkniętych enklaw – ogródków działkowych. Ciekawym pomysłem są ogródki miejskie (_jardins partagés de quartier_) w Montrealu, w których corocznie mieszkańcy dzielnicy zgłaszają swoją chęć pielęgnowania ogródka i wybierają komitet odpowiedzialny za stan upraw. Warte uwagi są także akcje tzw. partyzantki ogrodniczej, która walczy o miejsce dla prawdziwych roślin w miejskiej dżungli.

Także tej wiosny „publiczność” czeka na nowe ogrodowe wrażenia.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa