Ochrona klimatu receptą na energetyczny kryzys cenowy

Polska ma ogromny, niewykorzystany potencjał wiatru i słońca, a motorem, który przyspieszy transformację, może okazać się nadchodzący szczyt klimatyczny COP26 w Glasgow.


Od końca lata w Europie trwa cenowy kryzys energetyczny. Jego przyczyną są rosnące koszty wytwarzania energii z paliw kopalnych, w tym gazu. Najlepszym i jednocześnie długofalowym rozwiązaniem tego problemu jest zwiększenie inwestycji w zeroemisyjne źródła odnawialne.

We wrześniu i październiku 2021 r. ceny towarów energetycznych na europejskich giełdach osiągnęły nienotowane wcześniej poziomy. Dotyczy to zwłaszcza cen gazu ziemnego, ale i cen uprawnień do emisji gazów cieplarnianych, którymi muszą legitymować się operatorzy zanieczyszczających instalacji, takich jak na przykład elektrownie na węgiel czy gaz. W rezultacie rekordowo drogi stał się również prąd. Podobnie jest w przypadku węgla kamiennego, a najwięcej od lat kosztuje ropa. Wychodzące z pandemicznego kryzysu, wciąż mocno uzależnione od paliw kopalnych, gospodarki wpadły w kryzys energetyczny. Dotyka on zresztą nie tylko Europy. Gaz jest jeszcze droższy na Dalekim Wschodzie, w Azji brakuje też węgla, Chiny i Indie muszą wprowadzać coraz szersze ograniczenia w dostawach energii, a w Libanie doszło nawet do całkowitego blackoutu, z powodu braku paliwa do elektrowni (w tym przypadku – oleju napędowego).

Czy kryzysu można było uniknąć?

Zdaniem przedstawicieli Komisji Europejskiej – tak. Jej wiceszef, Frans Timmermans, mówił niedawno podczas debaty w Parlamencie Europejskim, że gdyby Unia zaczęła wdrażać swój Zielony Ład pięć lat temu, dziś sytuacja byłaby stabilna. Więcej OZE to średniorocznie mniejsze zapotrzebowanie na wszystkie paliwa kopalne i mniejsze ryzyka geopolityczne, takie jak np. obserwowane ostatnio sterowanie poziomem dostaw surowców przez Rosję. Unijna komisarz ds. energii, Kadri Simson, stwierdziła natomiast, że najlepszym wyjściem z obecnego impasu będą właśnie wzmożone inwestycje w zielone źródła.

Światu niestety wciąż daleko do lansowanego przez kraje globalnej Północy zielonego modelu odbudowy. Szansą na przełom może okazać się jednak listopadowy szczyt klimatyczny COP26 w Glasgow, organizowany przez klimatyczne ramię ONZ. Ponieważ jest on już opóźniony o rok (w pierwotnym terminie, 2020 r., konferencja nie odbyła się z powodu pandemii), to presja na sukces jest znacznie większa. Unia Europejska, co formalnie poparł w głosowaniu na forum Rady także obecny polski rząd, zadeklarowała już duże zwiększenie ambicji klimatycznych. Na mocy obowiązującego od lipca europejskiego prawa klimatycznego, wspólnota musi zredukować emisje CO2 o co najmniej 55 proc. do końca obecnej dekady oraz osiągnąć pełną neutralność klimatyczną najpóźniej do 2050 r. Ale im bliżej COP-u, tym więcej progresywnych deklaracji.

Nowy prezydent USA, Joe Biden, nawołuje do zaprzestania stosowania węgla w krajach rozwiniętych (w tym w Polsce) do 2030 r., a globalnie – najdalej do 2040 r. Wtóruje mu brytyjski premier, Boris Johnson, który mówi także o konieczności ustalenia perspektywy odejścia od gazu ziemnego. W Europie Zachodniej kryzys energetyczny w największym stopniu dotknął właśnie Wielką Brytanię, gdzie zabrakło nawet paliwa na stacjach benzynowych. To ważne, bo tegoroczna konferencja klimatyczna odbywa się na Wyspach, a sukces negocjacji na COP byłby jednocześnie ogromnym sukcesem, osłabionej ostatnio, brytyjskiej dyplomacji. Miarą powodzenia szczytu będzie przede wszystkim liczba państw deklarujących zwiększenie swoich celów klimatycznych (tzw. NDC – Nationally Determined Contributions).

W Polsce bez zmian

Osobliwością w gronie najbogatszych państw świata jest niestety Polska, która w dalszym ciągu nie robi nic konkretnego w kwestii odejścia od węgla. Nasz kraj nie sygnalizuje progresywnej agendy na COP26 i, jak zazwyczaj w takich sytuacjach, zasłania się polityką UE, która jest dodatkową stroną konwencji klimatycznej i składa do ONZ zbiorcze cele klimatyczne. Wspomniane wcześniej europejskie prawo klimatyczne to unijne rozporządzenie, a więc obowiązuje ono we wszystkich państwach członkowskich bezpośrednio i w całości. W skrócie, nowe prawo zobowiązuje polskie władze do uwzględnienia unijnego celu neutralności klimatycznej w krajowych działaniach, planach i strategiach.

Póki co, Polska nie wnosi solidarnego wkładu do realizacji celów unijnych. A mogłaby i powinna robić więcej. Nawet dużo biedniejsza od nas Rumunia złożyła we wrześniu deklarację zakończenia spalania węgla najdalej do 2032 r. Tymczasem polskim dokumentom strategicznym do neutralności klimatycznej wciąż daleko. Przyjęta na początku tego roku, nowa Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. zakłada, że nawet po tej dacie mamy spalać węgiel w kilku dużych elektrowniach. Co więcej, polskie władze zapowiadają największe w Europie zwiększenie zużycia gazu ziemnego – w samej elektroenergetyce około czterokrotne do końca trwającej dekady W świetle obecnego kryzysu cenowego, to groźna pułapka. Polscy konsumenci doświadczyli w tym roku podwyżek cen gazu już trzykrotnie, a jest też praktycznie przesądzone, że również rachunki „zwykłych Kowalskich” za energię elektryczną wzrosną w przyszłym roku i to o około 20 proc.

Warto wpisać się wreszcie w europejskie trendy i skupić się przede wszystkim na większym rozwoju OZE. Nie brakuje nam potencjału, ale woli politycznej i decyzji. Minęło już pięć lat obowiązywania tzw. ustawy odległościowej, która blokuje rozwój nowych projektów elektrowni wiatrowych na lądzie. To jej odwlekana nowelizacja powinna otwierać listę działań na rzecz dekarbonizacji Polski, od której i tak nie uciekniemy. Najwyższe są zawsze koszty zaniechań, a każdy kolejny miesiąc i każda kolejna ekspercka analiza pokazują, że z przestawieniem naszej gospodarki na zielone tory nie można dłużej zwlekać, także z powodu klasycznego rachunku ekonomicznego. Dowodzi tego nawet rządowy Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu, który niedawno wysłaliśmy do Brukseli. Widać w nim wyraźnie, że bardziej progresywne działania wiążą się z większym wzrostem polskiego PKB.

W decyzyjny paraliż wpisują się również państwowe spółki energetyczne. Niedawno w prowadzeniu bardziej progresywnej polityki odchodzenia od węgla wyręczyła Polską Grupę Energetyczną, największą spółkę energetyczną w kraju, państwowa Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, która ostatecznie odmówiła wydania decyzji środowiskowej dla planowanej przez PGE odkrywki węgla brunatnego Złoczew i jest już w zasadzie pewne, że inwestycja nie powstanie. To skraca perspektywę funkcjonowania Elektrowni Bełchatów – dziś najbardziej emisyjnej elektrowni na świecie – ale nie daje odpowiedzi na pytanie, co dalej z całym kompleksem. Z powodu niekompetencji polskich władz ta sama spółka energetyczna od kilku miesięcy nielegalnie eksploatuje też podobną odkrywkę w Turowie, czego w związku z oficjalną skargą Czech zakazał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Chaos w polskiej energetyce dopełniają przeciągające się prace nad zapowiadanym od półtora roku przez ministerstwo Jacka Sasina utworzeniem Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, która miałaby przejąć wszystkie nierentowne aktywa węglowe polskich spółek. Za całą operację zapłacą oczywiście podatnicy. Ostatnio ta koncepcja była, słusznie, krytykowana nawet przez ministra klimatu, Michała Kurtykę, a na początku października ze stanowiska odszedł odpowiedzialny za proces restrukturyzacji wiceminister aktywów państwowych, Artur Soboń.

W tej sytuacji obywatele próbują wziąć sprawy w swoje ręce. W czerwcu pięcioro Polek i Polaków zaskarżyło, przy wsparciu ClientEarth, do krajowych sądów cywilnych Skarb Państwa w sprawie bezczynności w zakresie ochrony klimatu. Pozywający nie żądają odszkodowań, ale przyjęcia przez władze zdecydowanie bardziej progresywnej polityki klimatycznej. Domagają się w ten sposób od państwa ochrony m.in. ich prawa do bezpiecznej przyszłości, ale warto zauważyć, że ochrona klimatu to także najlepsza recepta na uniknięcie kolejnych kryzysów cenowych.

WOJCIECH KUKUŁA – starszy prawnik w Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

fot. Alexander Tsang / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa