Ocalić miłość, ocalić życie

Rankiem 24 lutego, gdy rozpoczęła się inwazja Rosji na Ukrainę i rosyjskie rakiety ostrzeliwały miasta nasze codzienne rozmowy zmieniły się.


Zniknęły z nich zwroty: „cześć” czy „miłego dnia”. Najważniejsze brzmiało teraz: „Jak się masz?”. To jak kod. Tysiące wiadomości z tym zwrotem co chwilę przelatuje przez Ukrainę. Oznacza ono: „czy przeżyłeś wybuch?” albo: „czy twój dom nadal jest ostrzeliwany?” albo „jak minął czas w schronie, w którym ukryłeś się przed bombardowaniem?”. Oznacza również: „czy żyjesz?”. Ale także: „Kocham cię. Tak bardzo cię kocham”.

Hufflepuff i Slytherin

W swoich SMS-ach do Ostapa Ella nigdy nie pytała: „Jak się masz?”. Pisała: „Cieszę się, że masz przy sobie psa. Jeśli coś się stanie, on Cię obroni”. Miała na myśli maltańczyka jego siostry. Żartowała, że Ostap stosuje każdą wymówkę, żeby nie iść do pracy. Sugerowała, że powinien zniszczyć swój zapas whisky, żeby Rosjanie nie wyczuli alkoholu i nie zapukali. Nie mogła się zmusić do napisania „Jak się masz?”. Nie mogła przyznać: „Boję się, że cię stracę”.

Ostap mieszkał w Hostomelu pod Kijowem, gdzie 24 lutego rozpoczęły się ciężkie walki o lotnisko. Po rozpoczęciu wojny wysłał do swojego miejsca pracy SMS-a o treści: „Na moim podwórku stoją rosyjskie czołgi, nie mogę wyjechać z miasta” i wyszedł z domu. Ella i Ostap znają się od kilku lat, pracowali razem nad kilkoma projektami i przekrzykiwali się o każdy szczegół. „Ja jestem Slytherinem, a on Hufflepuffem” – mówiła Ella. Ostap miał poważne wątpliwości, czy Ella w tym momencie żartowała.
Nie odpowiadał na jej SMS-y. Hostomel stracił wodę i prąd. Oczywiście istniała jeszcze szansa, że mógł odczytać wiadomości. Była nadzieja. – Pewnej nocy śniło mi się, że udało mi się do niego dodzwonić. Zapytałam go, jak się czuje, ale nie mogłam wyłowić ani jednego słowa z jego odpowiedzi. Obudziłam się z płaczem. Napisałam do niego kolejny list. Wtedy już wiedziałam, że jestem zakochana. Oczywiście, byłam zakochana od dawna, ale dopiero prawdziwy strach przed utraceniem go sprawił, że się do tego przyznałam – mówi.

Dziesiątego dnia Ostap opuścił Hostomel i przyjechał do Kijowa. Podejmując ogromne ryzyko, jego rodzina wyjechała korytarzem humanitarnym utworzonym przez armię ukraińską. Wszedł do swojego biura, które dzielił z Ellą, i powiedział, że eksplozje w powietrzu nie są tak straszne, jak ogień z karabinu maszynowego za oknem. Ella pamięta, jak przytulała się do niego, jak płakała tak mocno, że bała się, że jej koledzy wezwą pogotowie.

Przez cały czas czytał jej wiadomości, za każdym razem, gdy miał okazję naładować telefon. Płakał, czytając jej sarkastyczne, zabawne, bolesne teksty. Płakał, mówił, i nie mógł powstrzymać się od śmiechu.

Ślub pod ostrzałem

Angelina i Jurij pobrali się 2 marca w Kijowie. Dziennikarka i policjant. Musieli szybko się pobrać, aby móc kontynuować pracę w swoich zawodach. Obrączki otrzymali za darmo od miejscowego jubilera, a kwiat do bukietu wzięli z domu.

Od rozpoczęcia wojny, na Ukrainie ślub wzięło ponad 10 tys. par (według danych Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy z 16 marca). Ważny szczegół: żołnierze, policjanci i ratownicy medyczni mogą wziąć ślub pod nieobecność jednego z partnerów… Jeśli partner walczy. Jeśli ratuje życie. W wiadomościach pojawiają się takie wiadomości jak ta: „Medyczki biorą ślub w Chersoniu”, „Medyk i żołnierz obrony terytorialnej biorą ślub w Czernihowie”, „Żołnierze Gwardii Narodowej biorą ślub w obwodzie rówieńskim”, „Medyk i wolontariuszka biorą ślub w Winnicy”, „W siódmym dniu wojny funkcjonariusze patrolu policji biorą ślub w Sarnach”, „Dwóch żołnierzy wzięło ślub w Kalynivce”, „Medyk i wolontariuszka wzięli ślub w Kijowie”…

Większość miast, o których mowa w wiadomościach, to strefy wojenne, w których trwają bombardowania, ostrzały, oblężenia i panuje terror.

Blogerka i ultra

Anhelina i Ihor są teraz w różnych krajach. On w Kijowie – utknął w niebezpiecznej dzielnicy jako opiekun swojej słabej matki i babci. Ona w Krakowie – ewakuowała się z Kijowa wraz z matką w drugim dniu wojny.

Pożegnali się na przystanku autobusowym w odległej dzielnicy Kijowa. Ona lubi sobie wyobrażać, że po zwycięstwie spotykają się w tym samym miejscu, by kontynuować podróż. Przeraża ją myśl, że miałaby jeszcze raz stanąć na tym przystanku, kojarzonym teraz z udręką pożegnania i ciągłą niepewnością. Poprosiła go, żeby z nią pojechał, ale odmówił. Teraz mówi: To była dla mnie ważna lekcja życia: trzeba szanować decyzje innych.

Od początku stanowili dziwną parę. Podczas gdy ona studiowała dziennikarstwo na uczelni katolickiej, on oglądał każdy mecz Dynama Kijów z sektora ultras. Są razem od sześciu miesięcy.
Pierwszą rzeczą, jaką Anhelina kupiła w Krakowie, była suknia ślubna. Sukenka z zakrytymi ramionami i szyją jest idealna: tak biała, że aż razi w oczy, tak niewinna, że aż prosi się o odważny akcent. Zdjęcie sukni wysłała do Ihora.

– Nie wiedziałam, że wszystko potoczy się tak szybko – mówi Anhelina, wciąż nieśmiało, choć oficjalnie zaręczona jest od siódmego dnia wojny. – Pewnego wieczoru pisaliśmy SMS-y, kiedy zaczął mówić o naszym związku, o naszym przyszłym wspólnym życiu, o tym, że chciałby się pobrać. Zgodziłam się – dodaje.

Anhelina mówi, że racjonalnie rzecz biorąc powinna być szczęśliwa, podekscytowana. Pokazuje mi sukienkę, podoba jej się. Mówi, że Ihor jest mężczyzną, z którym chce się zestarzeć, mężczyzną, którego widzi jako ojca swoich dzieci. Dodaje: Teraz nic nie czuję, po prostu nic nie czuję. Poczekam, aż będę mogła poczuć radość.

W cieniu naszych przodków

Oksana i Oleksandr nie rozstawali się od początku wojny. Razem spędzili piętnaście dni, ukrywając się w piwnicy w Buczy, którą Rosjanie zrównywali z ziemią, ostrzeliwując i bombardując. Piętnaście dni w schronie przeciwbombowym, tydzień bez prądu, razem z trzydziestoma innymi ludźmi.
Ona jest dziennikarką, on fotografem. Oboje są z Kijowa, mają po dwadzieścia pięć lat, studiowali na tej samej uczelni, pracowali w tej samej branży, mieli wielu wspólnych znajomych. Wiedzieli o sobie nawzajem, ale poznali się dopiero później.

Kiedy już się spotkali i zaczęli rozmawiać, nigdy się nie rozstali. Od grudnia Oksana i Oleksandr mieszkają razem w spokojnym miasteczku pod Kijowem. Oksana chce mieszkać w domu w mieście wśród bujnych parków, takim jak Bucza – a raczej takim, jakim była Bucza przed wojną.
Trzeciego dnia wojny Oksana zamieściła na swoim Facebooku zdjęcie zaręczynowe: brudna piwnica, para trzyma się za ręce. Powiedziała, że mogłoby być bardziej romantycznie, ale nie ma nic bardziej romantycznego niż to.

Tego dnia mieli szansę, choć bardzo niewielką, wydostać się bezpiecznie z miasta, ale było to przerażające ryzyko, więc młoda para zdecydowała się schronić na miejscu. Tej nocy Ołeksandr oświadczył się.
– Planujemy nasz ślub. Wiem, że weźmiemy ślub w Kijowie 24 sierpnia, w Dzień Niepodległości – mówi Oksana. Lubi mieć wszystko pod kontrolą: Ołeksandr oświadczył się po tym, jak Oksana zasugerowała, że nadszedł właściwy moment, a pierścionek zaręczynowy jest jej własnym pierścionkiem, prezentem od matki chrzestnej. Kilka dni wcześniej, podczas pierwszego bombardowania, Oksana oznajmiła, że chce mieć z Saszą dziecko i to nie jedno, lecz tyle, ile będzie trzeba, bo Ukraina traci najlepsze dzieci. Ślub jest zaplanowany, data wyznaczona…

Przeżyła w schronie bombowym ze swoim mężczyzną i przeszła dwadzieścia kilometrów przez pola, uciekając z bombardowanego miasta. Jeśli się zdecyduje, to tak będzie – będzie ten letni ślub w spokojnym Kijowie. Jej oczy świecą tak jasno, że aż boli. – Jestem bardzo szczęśliwą osobą – mówi.

Podniecenie

Pomiędzy ostrzeżeniami o nalotach, rozmowy często toczą się wokół atrakcyjności obrońców Ukrainy. Jeden z nie do końca udanych żartów w mediach społecznościowych stał się memem: „Chłopaki z Sił Zbrojnych Ukrainy, proszę uważać! W końcu będę musiała się z jednym z was ożenić”. Kobiety w średnim wieku szepczą między sobą: „Nigdy w życiu tak bardzo nie pragnęłam dziecka. I nigdy w życiu nie byłam tak szczęśliwa, że go nie mam”.

Błaznowanie

Aliona i Andrij pobrali się kilka lat temu. Czwartą rocznicę ślubu obchodzili w przeddzień wojny. Jako dojrzali i rozsądni, poważnie potraktowali planowanie wspólnego życia i zamierzali starać się o dziecko za rok lub dwa.

Są jedną z tych rodzin, które żyją w idealnej harmonii: tak się dzieje, gdy wychodzi się za dobrego przyjaciela. Teraz oboje są w Kijowie. Widzieli, jak tuż obok ich okien lecą rakiety w kierunku pobliskiej instalacji wojskowej. Ostatnie 22 dni spędzili na stacji metra, gdzie władze miasta zorganizowały schron.
Poznali się na zajęciach karate. – Można powiedzieć, że mam taki szósty zmysł: mam przeczucie i duże zdolności analityczne. Na tydzień przed wybuchem wojny zacząłem szukać schronienia. Zawsze budzę się około pół godziny przed ostrzałem – mówi Andrij.

Aliona mówi, że gdy po raz pierwszy spotkała Andrija, wiedziała, że to ten jedyny. Dla niego uświadomienie sobie tego trwało nieco dłużej: musi wszystko przemyśleć i zaplanować. Jest jedną z tych osób, które długo zaczynają, ale jak już się wezmą do roboty, to nic ich nie powstrzyma. Mówią, że mogą robić papierowe kapelusze i pajacować na ulicy, ale też do rana dyskutować o metafizyce Arystotelesa. Nigdy się nie nudzą, gdy są razem.

Podczas gdy na zewnątrz słychać wybuchy, Aliona prowadzi wykłady przez Zoom-ie ze swojego schronu w metrze. Wspiera swoją siostrę, która utknęła wraz z rodziną na terenach czasowo okupowanych. Wspiera swoją mamę, którą w końcu udało jej się wyrwać z aktywnej strefy wojny. Wspiera drugą siostrę, która razem z nimi schroniła się w metrze. Andrii wspiera Alionę. Aliona mówi, że nie wstydzi się już pocałować męża w metrze, na oczach innych.

Czasami para poświęca kilka minut w domu, zanim weźmie prysznic i coś przekąsi, żeby po prostu położyć się i przytulić, a jeśli mają szczęście – zatańczyć. Tańczą w kuchni swojego mieszkania w Kijowie, zanim wrócą do schronu przeciwbombowego.

Mogliby wyjechać z Kijowa do bezpieczniejszych miejsc, a nawet za granicę. A raczej Aliona mogła, ale nie Andrii. – Nigdzie nie wyjadę bez Andrija. Mogłabym bez niego żyć, ale nie chcę.

„Jak się czujesz? Mógłbym żyć bez Ciebie, ale nie chcę”.
Kolejny dzień wojny w Ukrainie.

Tłumaczenie: Jarosława Strąk

Fot. Christopher Beloch / Unsplash.
Artykuł powstał w ramach projektu #DemocraCE. Wersja anglojęzyczna na Visegrad Insight.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa