O Iwaszkiewiczu – normalnie

Swoją biografię Jarosława Iwaszkiewicza Marek Radziwon otwiera fragmentem jego dzienników: Nieprędko ktoś będzie się interesował moją biografią. Iwaszkiewicz napisał to zdanie w roku 1953, a już dziś, trzydzieści lat po jego śmierci, wiemy, że się […]


Swoją biografię Jarosława Iwaszkiewicza Marek Radziwon otwiera fragmentem jego dzienników: Nieprędko ktoś będzie się interesował moją biografią. Iwaszkiewicz napisał to zdanie w roku 1953, a już dziś, trzydzieści lat po jego śmierci, wiemy, że się pomylił. To cieszy, bo Iwaszkiewicz był postacią wielowymiarową i potwornie skomplikowaną, a jego życiorys może wręcz uchodzić za jedną z biografii „symbolicznych” dla poprzedniego stulecia. Jednocześnie był to człowiek odmienny – bardziej inny niż pozostali. Na tym wątku jego biografii skupia się chyba współczesna publicystyka, zwłaszcza ta bardziej popularna. Książka Radziwona przywołuje zresztą dość reprezentatywny cytat z Tomasza Łubieńskiego: był człowiekiem o wrażliwym sumieniu, który jednocześnie nie potrafił walczyć ze swoją ludzką słabością. Iwaszkiewicza przesłaniają nam czasem jego literaccy bohaterowie.

Już pobieżne przejrzenie dzieła Marka Radziwona przynosi kilka ciekawych spostrzeżeń. Jest to praca na wskroś naukowa, której metodologiczna konstrukcja nie pozostawia nic do dodania. Wszelkie aneksy do książki zaaranżowano w sposób klasyczny – w postaci posłowia, bibliografii, indeksu, przypisów i zbioru zdjęć. A mimo to książkę czyta się doskonale…

Na czym polega jej oryginalność? Powstało przecież wiele rozpraw o Iwaszkiewiczu i jego twórczości. Z napuszonego języka naukowego tych prac śmiał się jeszcze za życia sam poeta, o czym Radziwon przypomina. Ukazują się edycje tekstów źródłowych związanych z Iwaszkiewiczem – dzięki temu możemy poznać pisarza przez pryzmat jego własnych wypowiedzi. Znika powoli, wykreowany w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, obraz serwilistycznego Iwaszkiewicza – dworaka i człowieka przesadzającego z kompromisami – choć tę legendę zastępuje mit Iwaszkiewicza „demonicznego” – idealnie wpisującego się w metodologię domorosłych badaczy gender studies.

Radziwon godzi wszystko umiejętnie. Od opisów życia prywatnego nie stroni, ale nie czyni ich główną osią narracyjną. Posłużył się kryterium najprostszym – tak często niezrozumiałym dla kogoś niebędącego historykiem – książka ma swoje cezury, dominuje chronologia. Radziwon opisuje życie Iwaszkiewicza jak scenarzysta brytyjskiego serialu historycznego – po kolei, z namysłem i zrozumieniem.

Poznajemy więc kontekst Iwaszkiewiczowego życia – rodzinę, Ukrainę sprzed stu lat, walkę autora o stanie się godnym tego miana Europejczykiem, udane wyjście z nicości, w jaką wpadł po Rewolucji, karierę literacka i społeczną, stosunek do wojny i okresu tużpowojennego, moment stawania się człowiekiem-instytucją i „zmierzch” legendy. Całość osadzona jest w kontekście historii politycznej, która na życiu Iwaszkiewicza odcisnęła szczególnie silne piętno.

Po lekturze wiemy więcej o Iwaszkiewiczu i jego motywacjach. Autor potrafi być dla swojego bohatera bezlitosny, ale nie grzeszy sadystyczną namiętnością niektórych biografów, pastwiących się nad dawno nieżyjącym obiektem swoich rzekomych zainteresowań. Bohaterem książki jest Jarosław Iwaszkiewicz, a nie Marek Radziwon. Książka jest dobra – nie trzeba niczego więcej…

Marek Radziwon, Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie, Warszawa: Wydawnictwo WAB, 2010.

Tekst powstał dzięki egzemplarzowi recenzenckiemu, przesłanemu redakcji “Kultury Liberalnej”.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa