Nowa Warszawa

Błoto, chwasty, cienka warstwa śniegu. Zamglone i puste przestrzenie oświetlone niewyraźnym zimowym słońcem, w oddali, jakby unoszące się lekko nad zamarzniętą ziemią, kilkupiętrowe mieszkalne bloki. Część z nich jeszcze w trakcie budowy, inne ukończone całkiem […]


Błoto, chwasty, cienka warstwa śniegu. Zamglone i puste przestrzenie oświetlone niewyraźnym zimowym słońcem, w oddali, jakby unoszące się lekko nad zamarzniętą ziemią, kilkupiętrowe mieszkalne bloki. Część z nich jeszcze w trakcie budowy, inne ukończone całkiem niedawno. Rozrastająca się warszawska metropolia. Ursynów, Targówek, Bemowo.

***

Sokołowski spaceruje po stołecznych nowych osiedlach niczym paryski „nieśpieszny przechodzień”. Obserwuje współczesną mu Warszawę w jej ciągłych zmianach i przekształceniach. Ustawia swój wielkoformatowy panoramiczny aparat na peryferiach miasta, by uchwycić i poddać refleksji, to, co w centrum ludzkiego życia – zamieszkiwanie i formy, jakie przyjmuje obecnie.

Dystans i perspektywa budują nastrój tych zdjęć. Stają się one próbą okiełznania dzikiego, pełnego paradoksów krajobrazu nowych osiedli. Dzięki nim udaje się dostrzec równowagę i porządek, pozwalają nam odnaleźć granicę oddzielającą dwie odmienne przestrzenie, w miejscu, w którym kończy się miasto, gdzie ściana lasu spotyka się ze ścianą mieszkalnego bloku.

Linia graniczna zdaje się na zdjęciach przebiegać wzdłuż horyzontu. Budynki przynależą do innej rzeczywistości, są wyraźnie oddzielone od tego, co brudne, zachwaszczone, pokryte warstwą zaschniętego błota i brudnego śniegu. Jakby wyjęte ze snu architekta o nowych światach, jak dopracowane makiety wprost ze studiów projektowych ustawione w szczerym polu.

Lecz gdy podejdziemy bliżej, okaże się, że horyzont jest tylko optycznym złudzeniem, nieosiągalną, wiecznie uciekającą granicą, przykładem na to, jak względne są nasze kategorie myślowe, a świat warszawskich przedmieść drastycznie różni się od wizji planistów. Cykl fotografii Jędrzeja Sokołowskiego ukazuje ten kontrast.

***

Potrzeba jeszcze ogromnego wysiłku, by wszystko uporządkować, doprowadzić do ładu. By przystrzyc trawniki, wydeptać ścieżki, wygrodzić przestrzeń i nazwać ją. Obdarzyć ziemię uczuciem, wyzwolić jej ukryty potencjał, oswoić i zamieszkać.

Ten świat, który obserwujemy na fotografiach jest dopiero w trakcie stwarzania, nic tu nie jest gotowe, ostateczne. Dźwigi zastygły w bezruchu, robotnicy opuścili plac budowy, lokatorzy jeszcze się nie wprowadzili. Miasto czeka. Nadejdą barbarzyńcy czy obywatele?

Martin Heidegger w swej rozprawie „Budować, mieszkać, myśleć” stwierdza: „Istotą budowania jest, że daje ono mieszkać. Ta istota dokonuje się przez wznoszenie miejsc za pomocą spajania ich przestrzeni. Tylko wtedy, gdy jesteśmy zdolni do mieszkania, możemy budować”[1]. Budowanie nie może być oderwane od ziemi, od tego, co zastane. Zamieszkiwanie jest zachowywaniem „rzeczy w swej istocie”, otacza „opieką rzeczy samodzielnie rosnące”, wznosi „te rzeczy, które nie rosną same2”.

***

We wstępie do swej wydanej w 1997 roku książki „Przedwiośnie czy potop” Andrzej Mencwel tak pisał o jednej z warszawskich dzielnic: „błoto stanowi tutaj główny składnik pejzażu i rzuca się w oczy, gdziekolwiek sięgnąć wzrokiem. Chlupie w dziurach asfaltu, tryska spod płyt parkingu, rozlewa się po trawnikach i miesi na placach zabaw3”. To opis osiedla budowanego w PRL, w czasach, gdy dominował inny sposób myślenia o przestrzeni publicznej. Opis osiedla skazanego na status „sypialni”, na ciągłą prowizoryczność, w którym nie realizuje się potencjał społeczny mieszkańców.

Zdjęcia Sokołowskiego ukazują Warszawę w chwili zawieszenia. Te kilkupiętrowe bloki stanowią przyczółki, enklawy, wyspy polskiej nowoczesności, wciąż podawanej w wątpliwość, migotliwej, kwestionowanej. Nie jest jeszcze pewne, co po kolejnym przedwiośniu wyłoni się spod warstw śniegu i błota, spod tej „substancji metafizycznej4”. Czy budowane już w nowej Polsce osiedla reprezentują inną jakość, czy w ich obszarze wyłonią się nowe postawy kulturowe? Czy przeciwnie, stare przyzwyczajenia i nawyki przeważą, pozwalając na stopniową degradację i degenerację utopii, czy szklane domy kolejny raz ugrzęzną w błocie, przygniecione ciężarem polskiej codzienności?

1Martin Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć: eseje wybrane, przeł. Krzysztof Michalski, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 323.

2Ibidem, s. 323

3Andrzej Mencwel, Przedwiośnie czy potop, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 6

4Ibidem, s. 6

Finisaż wystawy Nowa Warszawa Jędrzeja Sokołowskiego odbędzie się 17 listopada o godz. 18 w redakcji Res Publiki Nowej przy ul. Gałczyńskiego 5.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa