Nieznośna pokusa teraźniejszości

Teraźniejszość jako zasada porządkująca nadaje cyfrowej rzeczywistości poczucie namacalności. Urzeczywistnia i ożywia sieć przez sugestię, że nie jesteśmy w niej sami, ale że współdzielimy i współprzeżywamy nasze internetowe życie z innymi ludźmi. Jednak towarzyszy jej […]


Teraźniejszość jako zasada porządkująca nadaje cyfrowej rzeczywistości poczucie namacalności. Urzeczywistnia i ożywia sieć przez sugestię, że nie jesteśmy w niej sami, ale że współdzielimy i współprzeżywamy nasze internetowe życie z innymi ludźmi. Jednak towarzyszy jej obawa przed nie byciem na bieżąco. Czy można w ogóle okiełznać cyfrowy strumień informacji?

ICYMI (ang. in case you missed it) to stosunkowo długo znany akronim– pojawił się wraz z powstaniem Twittera w 2006 roku. Obecnie jednak hasło „w przypadku, jeśli tego nie zauważyłaś” przeżywa swoją drugą młodość. Jak na łamach „The New Republic” wyznaje Elizabeth Minkel: „Dopiero kilka miesięcy temu zaobserwowałam wzrost popularności tego akronimu, na początku nawet nie mogłam go rozszyfrować”. Minkel nie chodzi jednak o sam ICYMI, który wydaje się być niewinną i całkiem użyteczną frazą, używaną zarówno przez „zwykłych” użytkowników Internetu, jak i wszelkiego rodzaju organizacje i instytucje. Narastająca wszechobecność tego zwrotu niepokoi Minkel jako syndrom zmian używania przez nas Internetu.

(CC BY-NC-SA 2.0) Massimo Regonati / Flickr
(CC BY-NC-SA 2.0) Massimo Regonati / Flickr

Strumień teraźniejszości

W 2009 roku Erick Schonfeld, redaktor TechCrunch, jako jeden z pierwszych zidentyfikował i opisał zachodzącą wtedy niebagatelną zmianę w sposobie funkcjonowania Internetu. „Informacje coraz częściej docierają do odbiorców nie poprzez dedykowane strony internetowe, ale poprzez strumienie informacyjne, przekazujące je w rzeczywistym czasie. Jest to coraz bardziej popularna forma dostarczania informacji, której naczelną, organizującą zasadą jest: teraźniejszość (ang. nowness).”

Słowa te z perspektywy 2014 roku nikogo już nie dziwią – żyjemy w świecie „odwróconej chronologii”, gdzie kluczem hierarchizującym wszelkie informacje jest ich świeżość. Strumień pożąda tylko tego, co jest aktualne. Tak zbudowana wirtualna rzeczywistość ma swoje określone właściwości.

Teraźniejszość jako zasada porządkująca nadaje cyfrowej rzeczywistości poczucie namacalności, obecności innych ludzi. Urzeczywistnia i ożywia ją. Co więcej – cyfrowa rzeczywistość jest permanentnie niedokończona  i nieskończona, jeżeli chodzi o ilość budujących ją informacji. Alexis C. Madrigal z The New Atlantic stwierdza wręcz: „Nie żartuję, kiedy mówię, że łatwiej jest przeczytać Ulissesa, niż przeczytać Internet. Ponieważ ostatecznie Ulisses ma koniec, a Internet nigdy się nie kończy.”

Nie śpię, bo chcę być na bieżąco

ICYMI może być uznane za próbę okiełznania cyfrowego strumienia informacji, wyławiania z rwącego nurtu co istotniejszych wiadomości. Bycie „połączonym” zmienia się w ciągłą „łapankę”. ICYMI stało się milczącym uznaniem tego, że całkowita kontrola nad strumieniem informacji jest poza naszym zasięgiem. Jest faktem: nikt nie jest w stanie za nadążyć za błyskawicznie zmieniającymi się treściami.

Ukuty został nawet termin na określenie „lęku przed niebyciem na bieżąco” – FOMO, fear of missing out. Elizabeth Minkel z rozbrajającą szczerością ujawnia: „Stale myślę o tym, czy ludzie, z którymi się czymś dzielę, przypadkiem nie śpią – często czekam kilka godzin na ich reakcje.” Pokazuje to, że nadążenie za strumieniem informacji nie jest jedynym problemem.

Internetowy wszechświat to wszechświat jednego czasu i miejsca. Pojawiająca się informacja trafia natychmiast do wszystkich odbiorców na całym świecie. Kłóci się to z fizycznymi możliwościami człowieka, którego ograniczają zarówno biologiczne potrzeby snu (ile informacji nas wtedy omija!), jak i rytm samej natury, wyznaczany przez wschody i zachody Słońca – nie da się ukryć, że pomimo technologicznych możliwości, wprowadzenie na świecie jednej obowiązującej godziny i związanej z nią tej samej pory dnia jest raczej futurulogiczną fantazją.

Internet, tak samo jak wcześniej wszystkie globalne media, deformuje poczucie czasu jego użytkowników i nastręcza niebagatelnych problemów. Ludzki wszechświat, pomimo „kurczenia się czasu i przestrzeni”, ma swoją konkretną lokalność. Internet jej nie ma. Rodzi to zarówno banalne problemy, dotyczące chociażby komunikacji na portalach społecznościowych osób z różnych regionów świata, jak i dalekosiężne konsekwencje, wpływające na przyszłą kondycję człowieka w obliczu cyfrowego świata. Nie brakuje głosów stanowczo stwierdzających, że obecna formuła funkcjonowania Internetu się wyczerpała. Czy potrzeba nam kolejnej cyfrowej rewolucji?

(CC BY-NC-SA 2.0) Alberto-Varela / Flickr
(CC BY-NC-SA 2.0) Alberto-Varela / Flickr

Ustrukturyzować płynność

Alexis C. Madrigal w cytowanym wyżej artykule 2013: Rok, w którym strumień osiągnął swój szczyt prowokuje do refleksji: „Strumień jest fajny i szybki, ale czy nie brakuje ci jego skończoności?”. Nie jest jedynym, który zadaje sobie to pytanie. Wobec nieskończoności Internetu, która uznawana jest za jedną z jego bardziej problematycznych właściwości, pojawia się coraz więcej krytycznych głosów. Krystalizuje się wyraźna tendencja do porządkowania cyfrowej rzeczywistości.

Przykładem tego jest koncepcja Robina Sloana, w której Internet składa się z dwóch elementów: stock i flow. Flow to zawartość codziennie konsumowana przez użytkowników Internetu: posty i tweety, wszelka aktywność użytkowników przypominająca o ich obecności w wirtualnym świecie czy szybko dezaktualizujące się newsy. Natomiast stock tworzą treści, które z założenia mają w Internecie istnieć dłużej, mają być jego stałym budulcem, elementem będącym w opozycji do efemerycznego flow. Co najważniejsze – Robin Sloan, a za nim Alexis Madrigal, podkreśla, że obecnie stock jest mocno niedowartościowany. Tym, co może uratować nas przed utonięciem w potoku informacji jest przeniesienie ciężaru na stałą zawartość Internetu, a więc w efekcie: ograniczenie korzystania z sieci społecznościowych. Niektórzy już mówią o nieuchronnym upadku Twittera, jednak jeżeli jakiekolwiek zmiany nadejdą, bez wątpienia będą stopniowe.

Nieznośna pokusa teraźniejszości

Kluczową sprawą jest uświadomienie sobie, jaka jest natura Internetu, a przez to – w jaki sposób wpływa on na nasze codzienne funkcjonowanie. Z pewnością nie ma osoby, która nie doświadczyła jego „czasopożerających” właściwości.  Internet, postrzegany jako narzędzie, powinien być reformowalny w taki sposób, aby jak najkorzystniej wpływać na jego użytkowników, bądź co najmniej – nie szkodzić. Warto więc pokusić się o próbę wyobrażenia sobie rzeczywistości, w której nie musimy bać się, że coś nas ominie. Porządkowanie zawartości Internetu według reguły teraźniejszości jest z punktu widzenia możliwości pojedynczego człowieka kryterium nieosiągalnym. Mimo to miliony osób na świecie starają się mniej lub bardziej nadążyć za tym, co dzieje się w wirtualnej rzeczywistości.  W końcu, jak zauważył Madrigal, „w nieskończonym przewijaniu stron jest jakaś pociągająca melancholia”.

 

Tekst powstał w oparciu o artykuł Elizabeth Minkel ICYMI: The Internet Has Ruined Our Conception of Time, który ukazał się na łamach The New Republic.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa