Nie bądźcie obojętni

W tym mieście coś jest wyraźnie nie tak. Coś się zmieniło. Rankiem 20 grudnia miasto stało się inne. Milczące, z opuszczoną głową, kryło w sobie wszystkie tajemnice wczorajszych nocnych wydarzeń. I ludzie. Wpatruję się w […]


W tym mieście coś jest wyraźnie nie tak. Coś się zmieniło. Rankiem 20 grudnia miasto stało się inne. Milczące, z opuszczoną głową, kryło w sobie wszystkie tajemnice wczorajszych nocnych wydarzeń.

I ludzie. Wpatruję się w strumienie ludzi na ulicach, w metrze, w komunikacji miejskiej i zadaję sobie jedne i te same pytania: Wiedzą? Byli? Co teraz czują? O czym milczą? O czym milczy to miasto?

I wiem, o czym. Byłem TAM. Widziałem TO.

Rankiem 20 grudnia wszystko było inaczej: w mieście panowała atmosfera jak gdyby okupacji i nie dawało się jej ukryć, wypływała na zewnątrz. Z ludzi. Ludzie nieśli ją w sobie. Szli w milczeniu, nie kłócąc się nawet w metrze. Ale wszystko wiedzieli. To się czuło i nie mogły tego ukryć żadne dekoracje.

Wszystko od tej pory, raz na zawsze, będzie mi się wydawać fałszem. Dawniej, oglądając w telewizji to, co mnie tak irytowało, przyjmowałem to jako konieczne, jako część mojej ojczyzny. Tak, to w takim kraju żyję. Od teraz wszystko stało się inne. Już dawniej nie uznawałem tego wszystkiego, z oczywistych dla każdego powodów, za prawdziwe. Ale uznawałem za konieczne.

Teraz już nie. Rano 20 grudnia wszystko to okazało się fałszem. Dekoracją. Niezdarną, uderzającą swoją nicością i niedorzecznością. Patrząc na różnych „wschodniaków”, nazywanych „odrodzeniem narodu”, myślałem: kurwa, ale naród. Co za jebany kraj…Teraz się kajam! Od dziś już nigdy tak nie pomyślę i nie powiem. Dlatego, że Lud, prawdziwi obywatele, prawdziwy Naród był wieczorem 19 grudnia na ulicach Mińska. To był naród z wielkiej litery, sama jego esencja.

Od teraz jesteśmy tylko my i oni. My i oni. MY i oni. My – prawdziwi obywatele tego kraju, serce Białorusi, jej duch, MY! Oni – nieistotna profanacja, dekoracje, śmieszne i niedorzeczne. Oni to nie naród, nie kraj, nie Białoruś.

Zapamiętajcie raz na zawsze – ni chuja więcej! MY i oni. 19 grudnia Ludzie powiedzieli – NIE! Ni chuja, kurwa – NIE. Nie wierzymy, nie chcemy. Żyjmy bez kłamstwa. I wyszli… Każdy z nas jest inny – jeden odważny, drugi strachliwy, jeden zuchwały, inny zastraszony. Ale byliśmy razem.

Niektórzy mówili: no, wyszli i co z tego? Kurwa – i chuj z tego! Zwykli, prości ludzie, nie bojownicy, nie przygotowani, bez pleców i protekcji, po prostu zwyczajni ludzie wyszli, kurwa, wyobraźcie sobie, wyszli i stanęli naprzeciw systemu, naprzeciw zakutych od stóp do głów, uzbrojonych psów, naprzeciw całej tej, kurwa, siłowej bandy. Byli przeciw skomplikowanemu i wypracowanemu autorytarnemu systemowi. Zagrożeni wysiedleniem/zamknięciem/wyrzuceniem z pracy. Ale wyszli i stali.

Przegraliśmy? A właśnie że nie. Nie możemy przegrać z tego prostego powodu, że wieczorem 19 grudnia na ulice Mińska wyszli ludzie i stali. Nie przestraszyli się, nie siedzieli w domu, dłubiąc w nosie. Wyszli. I stali. Powiedzieli – NIE. I już – system zaczął pękać.

Nikt nie wyjdzie? Nikomu nie jest potrzebna „opozycja”? Wszyscy w tym kraju są szczęśliwi? SPIERDALAJCIE! Ludzie wyszli i powiedzieli swoje. Dowiedli jednej prostej rzeczy: Białoruś istnieje. Białoruś żyje. Białorusini to Naród.I zapamiętajcie jeszcze jedną rzecz. Nie ma, ni chuja, żadnej „opozycji”. Jest naród. Słyszycie??? Dość! Dość grania w te narzucone przez system gry. Dość zataczania się od ściany do ściany w korytarzu, w który wpędził was ten system.

19 grudnia 50 tysięcy ludzi wyszło w pizdu z tego korytarza i nie zamknęli za sobą drzwi. I teraz tylko od nas, od każdego, kto czyta ten tekst, zależy, czy te drzwi pozostaną otwarte, czy zamkną się na zawsze.

Zwracam się do wszystkich, którzy byli na placu, do tych, którzy nie byli, ale nie pozostali obojętnymi, do każdego, ko zrobił choćby drobiazg, kto napisał choć jedno ogłoszenie, przekazał choć jedną dobrą nowinę, zrobił cokolwiek. Kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym wszystko się zmieni. Wierzę, że tego dnia, który nadejdzie, wyjdę po prostu na plac, wyjdę zwyczajnie na ulice naszego miasta i uklęknę przed każdym, kto dołożył choćby najmniejszą cegiełkę, by ten dzień nadszedł.

Najważniejsze – nie pozostawać obojętnym.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa