Naruszenia własności intelektualnej osłabiają demokratyczne podstawy

W Rumunii problem plagiatów jest powszechny. Nie tylko podkopują one zaufanie do instytucji akademickich, ale także osłabiają demokrację, gdyż pozwalają osiągać wysokie pozycje nieodpowiednim osobom.


W styczniu 2022 roku rumuński premier Nicolae Ciucă został oskarżony o plagiat swojego doktoratu przez dziennikarkę śledczą Emilię Șercan. W 2020 roku dziekan rumuńskiej Akademii Policyjnej – Ștefan Cristian-Eduard został uznany winnym popełnienia plagiatu nie tylko swojego doktoratu, ale także kolejnych 60 książek, które opublikował od momentu objęcia stanowiska w 2016 roku. To tylko kilka godnych uwagi przykładów. W Rumunii problem plagiatów jest powszechny.

Plagiat został dobrze udokumentowany w prasie, a badacze akademiccy próbowali zrozumieć, czy zależy on od kultury danego kraju. Obwinianie „wartości społecznych” o plagiaty odtwarza narrację, że Wschód jest skorumpowany, podczas gdy Zachód – nieskazitelny. Plagiaty występują we wszystkich społeczeństwach, jednak w Europie Środkowej i Wschodniej zjawisko to osiągnęło nową skalę po upadku komunizmu.

Uniwersytety otwierały się, rejestrując jak najwięcej doktorantów, którzy kopiowali słowo w słowo cudze prace. Cel był prosty: jak najszybciej wprowadzić te osoby na stanowiska, niektórych z nich uczynić dziekanami, tak aby cykl mógł się powtarzać.

Powszechne przyzwolenie

W małej szkole w południowej Rumunii nauczycielka wręczyła uczniom zadania do projektu badawczego na temat polityki wybranego przez nich kraju. Poinstruowała ich wyraźnie, żeby nie korzystali z Wikipedii. Natomiast każde inne źródło było dozwolone. I tak też zrobili uczniowie: skopiowali każdą informację, którą znaleźli na stronach internetowych na drugiej lub trzeciej stronie Google, nie myśląc zbytnio o plagiacie czy uczciwości akademickiej. Nauczyciel pozwolił na to i pogratulował im wysiłku, a innych, którzy kopiowali z Wikipedii, wyśmiał.

Ta osobista anegdota ze szkoły jest symboliczna dla rumuńskiego problemu z plagiatami, który w ostatnich latach narastał za sprawą polityków publicznie oskarżanych o wykorzystywanie informacji bez podania źródła. Liczba doktorantów wzrosła na przestrzeni lat, z zaledwie 330 w 1990 roku, do 6259 w 2012 roku. Nie dziwi więc, że wśród nich znaleziono tak wiele przypadków plagiatu.

Niektórzy po prostu kopiowali słowo w słowo, jak to miało miejsce w przypadku poprzedniego socjaldemokratycznego premiera Victora Ponty w 2012 roku. Obiecał on, że poda się do dymisji, jeśli zostanie udowodnione, że faktycznie popełnił plagiat, co wkrótce potem wykazała agencja rządowa. Ponta nie tylko nie podał się do dymisji, ale jeszcze mocniej trzymał się swojego wygodnego fotela w rządzie, twierdząc, że śledztwo było polityczną maskaradą. W 2014 roku zrezygnował ze swojego doktoratu, ale dopiero rok później podał się do dymisji w związku ze sprawami niezwiązanymi z jego praktykami akademickimi.

W podcaście Visegrad Insight Emilia Șercan mówiła o specyfice rumuńskiego plagiatu, związanego ze studiami nad bezpieczeństwem. Obecnie studia te są dostępne także na uczelniach cywilnych, ale do 2020 roku były zarezerwowane tylko dla trzech uczelni wojskowych. W latach 2016–2020 56 proc. skarg dotyczących plagiatów było wymierzonych w te wojskowe instytucje, a konkretnie w przedmioty, które istniały zanim studia bezpieczeństwa zastąpiły je wszystkie. Pojawiło się mnóstwo zarzutów wobec tego, jak Ciucă uzyskał tytuł doktora na Narodowym Uniwersytecie Obrony, w szkole, która wypracowała kontrowersyjną reputację dotyczącą ważności badań niektórych pracowników.

Strategia uczelni polegała na zbiorowym przykrywaniu działań osób oskarżonych o stosowanie złych praktyk lub zaprzeczaniu im. W 2016 r. stwierdzono również, że minister spraw wewnętrznych Petre Tobă splagiatował większość swojej pracy dyplomowej. Uczelnia nie zgodziła się z tymi zarzutami. Początkowo uznano go za niewinnego plagiatu, ale przy czwartym dochodzeniu agencja rządowa zajmująca się nieuczciwością akademicką doszła do tego samego wniosku. Niedługo potem Tobă złożył przeciwko niej skargę.

Plagiat nie jest endemiczny dla Europy Wschodniej

Badania prowadzone od lat pokazują, że w Europie Środkowej i Wschodniej plagiat był postrzegany przez niektórych jako normalny, a wielu uważało, że nie ma wyraźnych konsekwencji za niewłaściwe wykorzystanie cudzej pracy.

Dodatkowo, wykrywanie, zapobieganie i karanie plagiatów zależy od zasobów instytucji i dostępnych funduszy. W sytuacji, gdy budżety edukacyjne w Rumunii nie odzwierciedlają twardej rzeczywistości związanej z porzucaniem szkół i niewłaściwym kształceniem, w niektórych instytucjach zwalczanie plagiatu stało się kwestią trzeciorzędną. Badanie przeprowadzone przez Foltynek i Glendinning w 2015 r. wykazało, że w porównaniu z Wielką Brytanią, studenci w Europie Wschodniej otrzymali mniej szkoleń na temat plagiatu (odpowiednio 80 proc. vs 33 proc.).

David C. Ison, profesor Embry-Riddle Aeronautical University, przeprowadził badania, które wskazują, że w porównaniu z Europą Zachodnią, plagiaty są bardziej rozpowszechnione w Europie Środkowej i Wschodniej. Nie przypisuje on tego jednak wyłącznie aspektowi kulturowemu, ale raczej kwestionuje finansowanie i znaczenie uczciwości akademickiej promowanej przez polityków.

Powtarzające się informacje o przypadkach plagiatów z Europy Środkowej i Wschodniej skłoniły badaczy do zbadania tego zjawiska i zrozumienia, czy nie jest to problem strukturalny.

Dwaj czescy naukowcy, Foltlynek i Dlabolova, powiązali uczciwość akademicką z tym, jak bardzo demokratyczne jest dane państwo i doszli do wniosku, że słabość demokracji w Europie Wschodniej prowadzi do nadużywania systemu szkolnictwa wyższego. Do podobnego wniosku doszedł rumuński akademik Theodor Tudoroiu, który argumentował, że wady systemu akademickiego prowadzą w rzeczywistości do erozji demokracji.

Rozwiązania

Niektórzy eksperci przypisują nieuczciwość akademicką spuściźnie okresu komunistycznego. Takie podejście pomija jednak oskarżenia, które istniały dużo wcześniej, jak w przypadku wielkiego rumuńskiego satyryka Iona Luca Caragiale na przełomie XIX i XX wieku. Inni intelektualiści, tacy jak związany z faszyzmem Nae Ionescu, byli oskarżani o plagiat, ale stało się to znacznie później, po uchwaleniu pierwszej ustawy o prawie autorskim w 1996 roku. Rumuńskie społeczeństwo komunistyczne centralizowało władzę w rękach nielicznych, a więc rozumiano, że mogli oni robić, publikować, kopiować wszystko, o ile spełniało to cele partii.

Uchwalenie prawa autorskiego zdefiniowało jasne rozumienie tego, co oznacza plagiat, co przyniosło więcej przypadków nieuczciwości akademickiej.

Po tym jak Emilia Șercan przeprowadziła swoje śledztwa, rumuńskie popularne kanały telewizyjne, które otrzymują publiczne finansowanie od rządu, milczały na ten temat. Kiedy sześć miesięcy później prezydent Iohannis zorganizował konferencję prasową – co robi rzadko – pytania dotyczące skandalu plagiatowego pochodziły głównie, jeśli nie wyłącznie, z prasy niezależnej. Śledztwo przeprowadzone przez niezależną firmę prasową Recorder wykazało, że politycy płacą publicznymi pieniędzmi za milczenie różnych kanałów medialnych.

Jeśli media nie są kupowane za pieniądze, istnieją taktyki zastraszania, których politycy mogą użyć, aby skompromitować grzebiącego w ich sprawach. Emilia Șercan w 2019 roku otrzymała groźby śmierci po zadenuncjowaniu przypadków plagiatów na wysokim szczeblu, a po śledztwie w sprawie doktoratu Ciucă ponownie znalazła się na celowniku. Tym razem jej intymne zdjęcia wyciekły na różnych stronach internetowych wkrótce po tym, jak zgłosiła e-maile, w których grożono jej prywatności, jeśli śledztwo Ciucă nie zostanie natychmiast wstrzymane.

Różne organizacje, takie jak Committee to Protect Journalists, Global Journalism Investigative i Europejska Federacja Dziennikarzy potępiły brak działań podejmowanych przez państwo rumuńskie w celu zapobiegania atakom na niezależną prasę. Raport przeprowadzony przez Oxford Analytica w kwietniu 2022 roku wykazał, że rumuńska demokracja ulega powolnej erozji, a indeks wolności prasy Reporterów bez Granic obniżył w ubiegłym roku ocenę państwa o 8 pozycji.

Ostatnie oskarżenia o plagiaty nie są wyjątkiem, a raczej normą dla Rumunów, którzy byli świadkami, jak ich kraj powoli ulegał wpływom podejrzanych postaci. Kompleks wojskowo-edukacyjny, który przez lata pompował doktorantów, bardzo przyczynił się do upadku uczciwości akademickiej.

W rzeczywistości doktorat stał się tylko kolejnym krokiem na drodze polityków do zdobycia władzy. Śledztwa prowadzone przez dziennikarzy stanowią silną próbę walki z tym zjawiskiem, ale bez silnych regulacji państwowych i kar wszystko to stanowi jedynie plaster na krwawiącej, otwartej ranie.

_

Radu Stochita jest stypendystą Thomasa Watsona. Pracował w rumuńskim i amerykańskim ruchu pracowniczym, jednocześnie dokumentując go dla Jacobin, The Nation, Dissent i Newsweek Romania.

Artykuł powstał w ramach programu współpracy głównych tytułów prasowych w Europie Środkowej prowadzonego przez Visegrad Insight przy Fundacji Res Publica. Tekst ukazał się w języku angielskim w Vistegrad Insight.

Fot. Towfiqu barbhuiya / Unsplash.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa