Opera w walce ze skutkami bezdomności

Rozwiązywanie problemu bezdomności nie polega jedynie na zapewnianiu ludziom dachu nad głową. Wymaga też zadbania o inne potrzeby.


Rozmowa z Mattem Peacockiem, zawodowym śpiewakiem, założycielem i dyrektorem Streetwise Opera

Streetwise Opera, fot. Asa Westerlund

Anna Wójcik: Jedziesz pociągiem. Dokąd się wybierasz?

Matt Peacock: Na próbę do Newcastle, gdzie w drugim tygodniu grudnia (2014 – przyp.red.) pokazujemy kolejną operę przygotowaną w ramach Streetwise Opera: The River Keeper. Opera została napisana przez kompozytorkę Bridie Jackson we współpracy z pisarką Nell Leyshon na podstawie opowieści i anegdot uczestników tej edycji projektu.

Jaki jest cel działania Waszej organizacji?

Streetwise Opera jest fundacją zajmująca się pracą z osobami bezdomnymi. Wykorzystujemy muzykę w walce z negatywnymi psychologicznymi skutkami bezdomności, poprawiając samoocenę i samopoczucie uczestników naszych warsztatów i przedsięwzięc. Naszym celem jest również walka z wykluczeniem społecznym i wypracowywanie warunków większej spójności społecznej.

Z kim dokładnie pracujecie?

Pracujemy przede wszystkim z osobami, które mieszkają w ośrodkach dla bezdomnych i mają już jakiś dostęp do pomocy instytucjonalnej. Włączamy w nasze działania jednak też osoby, które przeniosły się do mieszkań komunalnych – chcemy pomóc im ponownie włączyć się w życie lokalnych społeczności. W tym roku skupimy się na działaniach związanych z inkluzją społeczną: projektach, które dadzą osobom do niedawna wykluczonym możliwość spotkania się z innymi mieszkańcami. Będą to przedsięwzięcia łączące osoby dotknięte zjawiskiem bezdomności w przeszłości i ich sąsiadów, którzy nie wiedzą, czym jest bezdomność i są aktywni zawodowo.

W jaki sposób docieracie do osób, z którymi pracujecie?

Współpracujemy z jedenastoma ośrodkami dla bezdomnych w sześciu dużych miastach Anglii i Walii, w których działamy, czyli w Londynie, Cardiff, Nottingham, Manchesterze, Leeds, Middlesbrough i Newcastle. We wszystkich tych centrach prowadzimy cotygodniowe dwugodzinne warsztaty muzyczne i operowe. Promujemy je przez kanały ośrodków dla bezdomnych, ale zainteresowani dowiadują się o naszych działaniach także pocztą pantoflową. Poza tym personel ośrodków zachęca podopiecznych do udziału w programie. Pracujemy przy tym oczywiście też w różnych przestrzeniach w mieście – zależy nam przede wszystkim na wyjściu z uczestnikami poza środowisko bezdomnych, na spotkaniach z ludźmi, których można określić jako nalężących do mainstreamu.

Jak zachęcacie potencjalnych uczestników waszych działań do współpracy?

Wszystkie spotkania są oczywiście bezpłatne i nie stosujemy zapisów. Można też w każdej chwili wycofać się z programu. Jesteśmy organizacją nastawioną na ciągłość procesu twórczego, ale pracujemy z ludźmi, którzy mają pewne kłopoty ze swoim życiem. Bardzo ważne jest więc, żeby mogli oni dołączyć do nas, wycofać się, a potem wrócić do współpracy. Dla niektórych uczestników na pewno jesteśmy bezpieczną wyspą w morzu chaosu, w którym się znajdują – punktem odniesienia.

Czy w pracy z osobami dotkniętymi bezdomnością jest coś szczególnego, co wyróżnia to doświadczenie w porównaniu z pracą z innymi grupami dotkniętymi wykluczeniem społecznym?

W mojej ocenie to grupa jak każda inna – ludzie ci po prostu w pewnym momencie mieli pecha. Wiele osób było w trudnej sytuacji przez długi czas. Osoby, które są narażone na bezdomność, nie znajdują się w tej sytuacji, bo tego chciały, lecz dlatego, że zostały do tego zmuszone przez okoliczności.

Jak zróżnicowana są współpracujące z Wami grupy pod względem wieku, płci, kraju pochodzenia?

Zazwyczaj mamy po połowie mężczyzn i kobiet. Główny przedział wiekowy to 30-50 lat. Mniej więcej połowa uczestników programu to Brytyjczycy urodzeni na Wyspach, druga połowa pochodzi ze wszystkich zakątków świata. W poprzednich latach zaczęliśmy pracować z większą liczbą osób z Europy Środkowej i Wschodniej. Ostatnio mamy też do czynienia z ludźmi z krajów dotkniętych kryzysem gospodarczym, na przykład z Hiszpanii. Proporcje zależą przy tym od miasta – w najbardziej kosmopolitycznej stolicy grupy są najbardziej zróżnicowane.

Jakie przekonania leżą u podstaw Waszego działania?

Wierzymy, że sztuka może pomóc każdemu odnaleźć się w społeczeństwie i to w dość łatwy do uchwycenia sposób. Może pomóc ludziom poprawić poczucie dobrostanu, zachęcić ich do działania, podbudować samoocenę, z którą ludzie z doświadczeniem bezdomności mają ogromny problem. Rozwiązywanie problemu bezdomności nie polega jedynie na zapewnianiu ludziom dachu nad głową. Wymaga też zadbania o inne potrzeby i odpowiedzenia na szersze wyzwania. Nasz wkład w ten proces – niewielki, ale istotny – polega na umożliwieniu tym osobom odnoszenia sukcesów, pokazywaniu im, że mają różne umiejętności, których nie zawsze są świadomi, a także rozbudzaniu w nich większej pewności siebie. Widzimy, że robią postępy, rozwijają się dzięki sztuce. Sztuka umożliwia też pracę w różnych miejscach, które nie są zazwyczaj otwarte na bezdomnych. Dzięki naszemu programowi jest inaczej. Uczestnicy naszych działań stają się na powrót częścią wspólnoty, mogą wejść do środka społeczności.

Jakie są największe wyzwania, z jakimi mierzycie się w pracy?

Zawsze na początku problemem jest samo słowo „opera”, które budzi określone skojarzenia i wiąże się z pewną społeczną dystynkcją. Z drugiej strony jestem przekonany, że kiedy jesteśmy wystawiani na naprawdę nowy rodzaj doświadczenia, możemy odnieść w nim sukces i stworzyć nową jakość. Pod tym względem wybór opery jako medium jest trafiony. Przecież jeśli ktoś potrafi zrobić operę, może też zrobić w życiu wiele innych, ważnych rzeczy, których często się nie spodziewa. Największym problemem jest jednak zachęcenie osób, które przyszły na pierwsze spotkanie, żeby podjęły wyzwanie i pojawiły się na drugim. I kolejnych.

Staracie się budować długofalową współpracę z uczestnikami programu. W jaki sposób oceniacie efekty waszej współpracy?

Jak już wspomniałem, naszym celem jest poprawa jakości życia, samopoczucia, poczucia własnej wartości ludzi, z którymi pracujemy, a także inkluzja społeczna. Istnieją różne metody mierzenia efektu, jaki udało nam się coś osiągnąć w tych kontekstach dzięki poszczególnym przedsięwzięciom. Można na przykład mierzyć poziom pewności siebie i samooceny u uczestników. Robimy też wywiady z nimi i z personelem ośrodków dla bezdomnych przed i po konretnym działaniu – oczywiście lepiej się tu sprawdza badanie jakościowe, nie ilościowe. Jest wiele dowodów na to, że dzięki naszemu programowi ludzie są bardziej zaangażowani w życie społeczne. Chętniej próbują nowych rzeczy i spędzają mniej czasu sami – co jest szczególnie istotne, ponieważ w ośrodkach dla bezdomnych można szybko zaobserwować, że w ciągu pierwszych miesięcy pobytu pensjonariusze mają tendencję do izolowania się od grupy. Nasza praca polega na przywracaniu jednostek z powrotem do społeczeństwa. Możemy też pomóc, jeśli uczestnicy są zainteresowani szukaniem zatrudnienia. Planujemy także bardziej skoncentrować się na różnych programach związanych z poszukiwaniem pracy – ze świadomością, że zatrudnienie nie jest rozwiązaniem dla każdego.

A jak oceniasz wasz wkład w podnoszenie poziomu społecznej świadomości złożoności zjawiska bezdomności?

Bardzo trudno jest zmierzyć wpływ społeczny. Na pewno Streetwise Opera daje możliwość pokazania osobóm bezdomnych w innym, pozytywnym świetle. Pokazujemy opinii publicznej nasze wspólne osiągnięcia i umiejętności, a nie tylko potrzeby osób wykluczonych. Dzięki temu – mam nadzieję – przyczyniamy się do minimalizowania stygmatu bezdomności oraz zmieniania przeważających w społeczeństwie negatywnych skojarzeń i uprzedzeń względem grupy ludzi dotkniętych tym problemem. To praca u podstaw. Ciężko powiedzieć, na ile udaje nam się zmieniać poglądy większości społeczeństwa, ale staramy się dotrzeć z naszymi przedstawieniami do jak najszerszej publiczności. Pomaga nam w tej pracy też obecność w prasie i nagłaśnianie naszych działań w innych mediach.

Czy w Wielkiej Brytanii działa wiele organizacji podobnych do waszej?

Liczba podobnych inicjatyw ciągle rośnie – obecnie w Wielkiej Brytanii jest około setki programów rocznie zajmujących się zjawiskiem bezdomności. Ważna jest też współpraca międzynarodowa. W czasie igrzysk olimpijskich w Londynie przygotowywaliśmy programy, które pokazują umiejętności osób bezdomnych. Rozglądamy się obecnie za podobnymi działaniami w Brazylii, gdzie w 2016 roku odbędą się letnie igrzyska, a także w Korei Południowej, która będzie gościć zimową olimpiadę w 2018 roku. Planujemy też zorganizować międzynarodową sieć organizacji zajmujących się zjawiskiem bezdomności przez sztukę.

A co poradziłbyś ludziom, którzy chcieliby wyjść z inicjatywą podobną do Streetwise Opera?

Proszę mi wierzyć: z odpowiednią motywacją nie jest trudno zacząć, a warto, bo w pracą z grupami wykluczonymi społecznie przez sztukę wprowadza się prawdziwą, jakościową zmianę w życiu ludzi i stereotypach warunkujących je w różnych kontekstach.

Streetwise Opera, fot. Asa Westerlund

Matt Peacock – zawodowy śpiewak, założyciel i dyrektor Streetwise Opera.

Anna Wójcik – redaktorka Visegrad Insight, członkini Fundacji Res Publica im. Henryka Krzeczkowskiego

5 zasad Peacocka: community arts

Regularność – praca z osobami wykluczonymi musi być regularna, cotygodniowa. Nie wystarczy jednorazowa interwencja.

Wysoka artystyczna poprzeczka – trzeba zawsze próbować zrobić najlepszy show, jaki się da. Warto pamiętać, że projekt jest istotny zarówno ze względu na rezultaty społeczne, jak i na jego walor artystyczny. Pokażcie, że stać was na najlepsze recenzje!

Całkowita inkluzywność – każdy powinien być mile widziany. Nie róbcie przesłuchań do spektakli. Zadaniem organizatorów jest odkrycie umiejętności i talentów osób, które się do nich zgłaszają.

Zabawa – ważne, żeby przy każdym spotkaniu wspólnie się dobrze bawić i spędzać czas w przyjaznej atmosferze.

Określony cel i metody pomiaru wyników – trzeba wiedzieć, po co robi się projekt jak zmierzyć jego wyniki. Jeśli dopiero zaczynacie tego typu pracę – warto dokładnie określić cele, nawet jeśli nie zamierzacie przenosić gór.

Streetwise Opera, fot. Chansonette / Flickr / CC

SZTUKA WYKLUCZONYCH SPOŁECZNOŚCI

Korzenie ruchu community art – sztuki społeczności wyrosły na fali przemian lat 60. w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Stanach Zjednoczonych Ameryki i Australii. Pierwsze fazy rozwoju tego typu działalności przypadły na okres kryzysu społeczno- gospodarczego lat 70. i 80. w Wielkiej Brytanii, w której nurt rozwinął się najwyraźniej. Przez kolejne dekady w licznych krajach na świecie sztuka społeczności przybierała nowe formy i zaczynała stanowić coraz poważniejszy typ działania twórczego z potencjałem zmiany społecznej. Nigdy jednak ta dziedzina pracy artystycznej nie rozwinęła się na dobre na polskim gruncie. Niewielu twórców polskiej kultury angażuje do działania twórczego społeczności niezwiązane profesjonalnie ze światem sztuki, niewielu z nich pracuje także w środowisku zagrożonym wykluczeniem społecznym albo wykluczonym. Mało mówimy też o potencjale tej formy działania artystycznego, mało o niej i o nich piszemy, niewielki przeznaczamy na nią budżet, niewielką mamy jej polską tradycję i teorię. W zasadzie niemalże nie uczymy także o niej w szkołach. Dlatego podejmując się kolejnych przedsięwzięć angażujących grupy wykluczone i zagrożone wykluczeniem w działania kreatywne w Polsce, staram się wyciągać z nich jak najwięcej danych i połączeń środowiskowych. Z obserwacji wielu zagranicznych doświadczeń i dzięki współpracy z międzynarodowym kolektywem Cascoland wiem, że sztuka społeczności realnie wpływa na znaczące zmiany środowiskowe, systemowe i kulturowe. Czas wyraźnie docenić ją jako narzędzie zmiany społecznej także w Polsce – zarówno w kontekstach twórczych, lokalnych, jak i systemowych.

„Opera uliczna“ to drugi wywiad z serii rozmów z twórcami działającymi na polu tego rodzaju sztuki tworzonej z grupami zagrożonymi wykluczeniem społecznym i wykluczonymi w Polsce i za granicą. Serię otworzyła rozmowa Marty Żakowskiej z Michałem Borczuchem pt. „Odpowiedzialność za ludzi, którzy nie są samodzielni“. Kolejny wywiad już za tydzień!

Zapraszamy do lektury, z nadzieją że zainspiruje ona Państwa do dyskusji na ten temat, zgłębiania przebiegu przedsięwzięć z zakresu sztuki społeczności i ich roli społecznej oraz do działania na tej jednej z ciekawszych moim zdaniem płaszczyzn twórczości.

Marta Żakowska – redaktorka naczelna Magazynu Miasta, animatorka kultury, stypendystka Ministra Kultury 2014, członkini Instytutu Badań Przestrzeni Publicznej

***
Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego 2014 jako element projektu „Remiks – sztuka społeczności w instytucjach wsparcia społecznego”. Rozmowy pochodzą z publikacji o takim samym tytule przygotowanej przez Martą Żakowską.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa