Miejsce lewicy

W języku, jakim posługuje się Porozumienie 11 listopada, ujawnia się  postpolityczność dzisiejszych środowisk lewicowych: skupienie się na kwestiach estetycznych i lajfstajlowych. Dla Xawerego Stańczyka konstatacja ta stała się pretekstem, by zadać fundamentalne pytanie o miejsce […]


W języku, jakim posługuje się Porozumienie 11 listopada, ujawnia się  postpolityczność dzisiejszych środowisk lewicowych: skupienie się na kwestiach estetycznych i lajfstajlowych. Dla Xawerego Stańczyka konstatacja ta stała się pretekstem, by zadać fundamentalne pytanie o miejsce lewicy i charakter jej zaangażowania. 

Opatrzenie krótkiego, publicystycznego tekstu tak patetycznym tytułem wymaga pewnych wyjaśnień, zwłaszcza, że pretekstem do spisania poniższych myśli jest wydarzenie o znaczeniu głównie medialnym i symbolicznym: blokada Marszu Niepodległości. W dyskusjach wokół blokady widzę zogniskowanie wielu istotnych problemów lewicy i to o nich chcę napisać parę słów. Fakt, że nie jestem członkiem żadnego ugrupowania, związku czy stowarzyszenia, uważam w tym wypadku za korzystny; brak afiliacji pozwala mi na spojrzenie z ukosa. Dylematu: iść czy nie iść na blokadę?, nie rozstrzygam. Niech każdy postąpi tak, jak uzna za właściwe, lub sceduje swoją decyzję na większą grupę, co nie musi być błędne. Co do mnie, na blokadzie się pojawię, ale nie widzę potrzeby wyjaśniania swoich motywów.

People holding flowers (detail) by Zhu Weibing and Ji Wenyu, 2007. (CC BY-NC 2.0) by thaths

Postpolityka na blokadzie

Wyprzedzając zarzut o jednostronność, który może się pojawić, skoro zastanawiam się tylko nad pójściem lub nie na blokadę, a w ogóle nie biorę pod uwagę udania się na Marsz Niepodległości, odpowiem już teraz. Tu nie ma żadnej drugiej strony. Truizm, który trzeba wciąż powtarzać, brzmi: nie ma równoważności między tymi, którzy szerzą nienawiść na tle etnicznym, rasowym i seksualnym, a tymi, którzy występują w obronie podstawowych wolności. Jednakże brak jakiegokolwiek wspólnego mianownika paradoksalnie tylko utrudnia ocenę blokowania marszu nacjonalistów.

Rok temu ostro skrytykowałem Porozumienie 11 Listopada. Wytykałem posługiwanie się mową nienawiści, poczucie wyższości kulturowej i intelektualnej, podgrzewanie emocji, posługiwanie się najgorszym sortem stereotypów i klisz językowych. Wskazywałem, że pójście na fizyczną konfrontację ze skrajną prawicą jest wchodzeniem w jej logikę, prymitywną i irracjonalną. Doceniłem jednak ważny wymiar pozytywny: obywatelską mobilizację i poczucie odpowiedzialności, które udzielało się każdemu, nawet w najbezpieczniejszym miejscu blokady, gdzie np. ja się znalazłem.

Dzisiaj dostrzegam, że negatywne aspekty pogłębiły się, pozytywne zaś znikają. Widać to w sposobie propagowania blokady, nazywanej mętnie i eufemistycznie Kolorową Niepodległą (czy skoro eufemizmami posługują się narodowcy, to tak samo powinna postępować lewica?). Porozumienie 11 Listopada zaprasza na blokadę jako na wydarzenie kulturalne, niemalże imprezę; hasło „Zakochaj się na blokadzie” mówi samo za siebie. Od budzenia poczucia odpowiedzialności za rzeczy wspólne organizatorzy blokady kierują się ku postpolityce. Miejsce kwestii politycznych zajmują estetyczne i lajfstajlowe. Co gorsza, rację miałem, przewidując, że masowe blokady okażą się wodą na młyn nacjonalistów. Medialna wrzawa umożliwiła im zaprezentowanie się jako kulturalni i elokwentni patrioci prześladowani przez zaślepionych lewaków. Nic dziwnego, że są dziś obecni w prasie głównego nurtu, a poparcie dla ich marszu wyrażają znani politycy i hierarchowie Kościoła. Na 11 listopada mobilizują swe siły także zastępy kibiców piłkarskich.

Opuścić getto

Tak nie musiało być. Weźmy przykład kibiców właśnie: wydaje się, że są oni grupą, do której lewica powinna docierać znacznie skuteczniej, niż nacjonalistyczni populiści. Kibice wywodzą się przecież w większości z rodzin drobnomieszczańskich, robotniczych, lumpenproletariackich, chłopskich… – jednym słowem, z klas zdominowanych. Lewica potrafi znaleźć drogę do tych klas, o czym świadczy chociażby rozwój ruchów lokatorskich. Kibice nie zawsze byli ideologicznie na prawo. Nacjonaliści potrafili jednak szybko i skutecznie zagospodarować lęki, nadzieje i prze(d)sądy młodych fanów piłki nożnej. Lewica nie umiała przekonująco z nimi rozmawiać.

Przemarsze skrajnej prawicy stanowiły w poprzednich latach rodzaj wentylu bezpieczeństwa. Manifestując swe poglądy i terroryzując miasto raz do roku, nacjonaliści i faszyści sami zamykali się w subkulturowym getcie i nikt nie traktował ich poważnie. Obecnie to się zmieniło. Tymczasem lewica nie jest w stanie wydostać się z getta. Swoją drogą, święto 11 Listopada nie jest lewicy do niczego potrzebne. Wytraciło ono swój potencjał wskrzeszania wspólnoty wyobrażonej, jaką jest naród, i to wcale nie dlatego, że uczestnicy i świadkowie wydarzenia, którego rocznicę obchodzimy, dawno poumierali, lecz z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, ufundowane wówczas państwo polskie nie może być w żaden sposób drogowskazem czy inspiracją dla rozwiązania współczesnych problemów. Było to państwo kruche, z trudem posklejane, o rachitycznej demokracji, a w swym schyłkowym okresie zgoła autorytarne. Społeczeństwo zamieszkujące to państwo było zaś rolniczo-przemysłowe, silnie zantagonizowane pod względami etnicznym i klasowym, w zasadzie kastowe, jak pisał Aleksander Hertz. Po wtóre, w połowie XX wieku całą Europę Środkową zdemolowała wojna światowa, a później Polska wraz z sąsiednimi krajami znalazła się na czterdzieści lat w obrębie bloku demokracji ludowych, co głęboko przekształciło struktury społeczno-kulturowe.

Blokując Marsz Niepodległości, lewica nie tylko robi nacjonalistom reklamę, która im się nie należy, lecz także wdaje się w walkę o dziedzictwo II RP, o patriotyczny sztafaż, o orły, sztandary, groby, buławy, szabelki i ornamenty. Innymi słowy, zamiast wprowadzać racjonalizm, przedłuża w nieskończoność rządy trumien nad Polską. Uczestniczenie w sporach o wyobrażenia zbiorowe, odgrywanie starych ról w dramacie społecznym, reanimacja poruszających masy mitów nie mają z racjonalizmem nic wspólnego.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa