Międzynarodowe systemy bezpieczeństwa. Państwo a jednostka

W wyniku radykalnej zmiany międzynarodowego środowiska bezpieczeństwa zarysowały się trzy zjawiska określane z reguły jako poczucie zmniejszonego bezpieczeństwa, niestabilność i niepewność. Prowadzą w konsekwencji do tego, że w myśleniu o przyszłości dominuje nieprzewidywalność. Nie podzielam tej […]


W wyniku radykalnej zmiany międzynarodowego środowiska bezpieczeństwa zarysowały się trzy zjawiska określane z reguły jako poczucie zmniejszonego bezpieczeństwa, niestabilność i niepewność. Prowadzą w konsekwencji do tego, że w myśleniu o przyszłości dominuje nieprzewidywalność.

Nie podzielam tej pesymistycznej oceny dzisiejszej sytuacji międzynarodowej. W istocie, nigdy w historii stopień bezpieczeństwa globalnego nie był tak wysoki jak dzisiaj. Nikt mnie nie przekona, że bezpieczniejszy był na przykład wyścig zbrojeń w czasach „zimnej wojny”, którego efekt stanowił wzrost potencjałów broni rakietowo-jądrowej. Wyścig zbrojeń miałby być zatem lepszy niż zmniejszanie arsenałów zbrojeniowych po zakończeniu „zimnej wojny”. Wysoki stopień stabilizacji opierał się w drugiej połowie XX wieku na ciągłym i bezpośrednim zagrożeniu wojną termonuklearną. Jej wybuch oznaczałby globalną katastrofę i zagrożenie dla przetrwania ludzkości. Powtórzę: dzisiaj prawdopodobieństwo wybuchu wojny termojądrowej jest bliskie zera, ale obniżył się też tradycyjnie pojmowany poziom stabilności. Co więcej – można powiedzieć, że stabilność zanikła w ogóle jako czynnik określający stan bezpieczeństwa. Jak do tego doszło?

W Europie Zachodniej udało się zbudować system bezpieczeństwa, który skutecznie przeciwdziała wojnie. Fot. Tico Bassie / Flickr
W Europie Zachodniej udało się zbudować system bezpieczeństwa, który skutecznie przeciwdziała wojnie. Fot. Tico Bassie / Flickr

Zmiana

Politycy i komentatorzy nie dostrzegli, że wraz z upadkiem systemu dwubiegunowego świat wkroczył w okres przyspieszonych zmian. Zmiana zaś w swojej istocie jest zaprzeczeniem stabilności, zwłaszcza jeśli tę ostatnią utożsamia się ze stagnacją. W okresie zimnej wojny stabilność opierała się na równowadze strachu – na odstraszaniu (deterrence). Jeżeli ktoś będzie usiłował mnie przekonać, że kształtujący się powoli nowy system bezpieczeństwa jest gorszy, ponieważ nie zapewnia ani równowagi strachu, ani stabilności, czyli petryfikowania stagnacji – uznam wówczas, że rozmawiamy różnymi językami o różnych rzeczywistościach.

Od czasu zakończenia II wojny światowej nie doświadczyliśmy na obszarze euroatlantyckim żadnej wojny o charakterze międzypaństwowym – jeśli pominiemy wojny secesyjne na obszarze byłej Jugosławii i byłego ZSRR. Konflikty zbrojne toczyły się zatem na peryferiach, a nie na linii dzielącej dwa światy – totalitarny i demokratyczny. W okresie zimnej wojny takie zagrożenie wybuchu wojny w centrum było bardzo prawdopodobne. Jej front przebiegałby wzdłuż linii podziału między Sojuszem Północnoatlantyckim a Układem Warszawskim, czyli przez środek Niemiec – przez centrum Berlina. Tam właśnie miała się rozegrać bitwa o przyszłość świata. Na szczęście do niej nie doszło. Wojny, które wybuchły na peryferiach południowej Europy, przede wszystkim na obszarze dawnej Jugosławii, były w istocie wojnami domowymi. Oznacza to, że nowe środowisko bezpieczeństwa odznacza się wieloma nowymi elementami charakterystycznymi dla specyficznej nowej rzeczywistości powstałej po upadku systemów totalitarnych w Europie Środkowo-Wschodniej i w Rosji. Ta nowa rzeczywistość jest jeszcze w procesie kształtowania się i nie osiągnęła swego apogeum. Jej elementy są zaprzeczeniem tego, do czego przywykliśmy. Dawniej mówiąc „wojna”, myśleliśmy o „konflikcie między państwami”. Dziś mamy na myśli głównie konflikty wewnątrz państw.

***

Nowe reguły gry

Najważniejszym ich elementem nie był tak zwany trzeci koszyk (kontakty między ludźmi, informacja, kultura i oświata), jak to się powszechnie sądzi, lecz nowe zasady rządzące stosunkami między państwami. Dekalog ten obejmował następujące reguły: suwerenna równość państw; nieużycie siły; nienaruszalność granic (zasada wcześniej nieznana); integralność terytorialna państw; pokojowe rozstrzyganie sporów; nieinterwencja w sprawy wewnętrzne (w rosyjskiej wersji tłumaczono tę zasadę jako „niemieszanie się w sprawy wewnętrzne”). Siódma zasada dotyczyła praw człowieka i swobód obywatelskich, w tym wolności słowa, niezależnych mediów i wolności religijnych. Kolejna – to prawo narodów do samostanowienia; dziewiąta – dotyczyła współpracy między państwami. Wreszcie dziesiąta – zasada wykonywania w dobrej wierze zobowiązań przyjętych na gruncie prawa międzynarodowego. Był to swego rodzaju nowy kodeks zachowania państw, a zarazem otwarcie drogi do zmian.

Akt Końcowy KBWE otwierał drogę do stopniowej transformacji ustrojowej. Wielu polityków uważa dziś, że miało to rozstrzygające znaczenie. Nie podzielam tego poglądu. Przyznaję, że Akt Końcowy był niezwykle ważnym dokumentem, określał nowy etap na drodze przemian w Europie. Jednak decydująca była i jest sytuacja wewnątrz państw, ich wewnętrzny rozwój i przede wszystkim wola społeczeństwa do dokonania radykalnej zmiany, do odzyskania godności i podmiotowości.

Polityka zagraniczna i polityka bezpieczeństwa na obszarze transatlantyckim wyraźnie straciły na znaczeniu. W istocie rzeczy polityka zagraniczna jest obecnie nie tyle – jak przez lata mówili marksiści – „funkcją polityki wewnętrznej”, ile jest instrumentem i narzędziem polityki wewnętrznej. Aby uzyskać określone efekty w polityce wewnętrznej, używa się dziś instrumentów z zakresu polityki zagranicznej. Innymi słowy, politykę zagraniczną adresuje się do własnego społeczeństwa, a nie do partnera zewnętrznego. Jest to radykalnie nowa sytuacja, która wymusza zmianę myślenia o polityce międzynarodowej. Wymaga to zdefiniowania na nowo wzajemnych relacji między państwami z uwzględnieniem tej istotnej zmiany.

***

Nowa koncepcja instytucji międzynarodowych

(…) Narody Zjednoczone i wszystkie instytucje wielostronne stale napotykają na tę przeszkodę, której istotą jest zderzenie suwerenności państw z zasadą niemieszania się w ich sprawy wewnętrzne. Państwa dyktatorskie i despotyczne często używają tej zasady jako swego rodzaju tarczy ochronnej. Rzecz polega na tym, że Grocjuszowska definicja państwa uznała za jedno z kryteriów – oprócz ludności i terytorium – efektywną władzę. Jednak definicja ta nigdy nie określała, jaka ma być „efektywna władza”. Dopiero po drugiej wojnie światowej, po przyjęciu Karty Narodów Zjednoczonych, po przyjęciu innych dokumentów, po podpisaniu ponad 200 konwencji w ramach Rady Europy, po uzgodnieniu Aktu Końcowego z Helsinek określono kryteria, którym ta władza ma odpowiadać. W ramach ONZ, Rady Europy, OBWE zaczęto definiować, jaka ma być „efektywna władza”. Warunek podstawowy brzmiał: państwa mają obowiązek respektować wobec własnej ludności zobowiązania przyjęte na gruncie prawa wewnętrznego i międzynarodowego. Co to oznacza?

Oznacza to, że obok państwa pojawił się nowy podmiot – osoba ludzka, wspólnoty mniejszościowe, jednostki. Do tej pory zachowanie państw wobec własnych obywateli nie podlegało żadnej kontroli ze strony społeczności międzynarodowej. To się zmieniło. Jednak państwa niedemokratyczne uznają to deklaratywnie, ale nie akceptują w praktyce. Jest to jedna z fundamentalnych, wymagających najpilniejszej interwencji spraw do definitywnego uregulowania w ramach nowego porządku prawnomiędzynarodowego i ładu politycznego.

Nowoczesne technologie sprawiły, że państwo w naszych czasach na trwałe utraciło kontrolę nad obiegiem informacji. Stało się to w momencie, gdy świat wszedł w epokę rewolucji informatycznej, która obejmuje dziś nie tylko sferę usług, lecz jest także siłą produkcyjną i rządzi się w cyberprzestrzeni własnymi prawami, na które państwa mają coraz mniejszy wpływ. W zderzeniu z nową rzeczywistością stajemy w państwach demokratycznych przed pytaniami, na które nie odnajdujemy odpowiedzi w doświadczeniach przeszłości. Pytanie brzmi: jak – nie ograniczając swobód jednostki i jej prawa do życia w państwie respektującym takie wartości, jak godność, wolność, równość, sprawiedliwość i solidarność – zapobiegać skutecznie nowym ryzykom i zagrożeniom, które niesie współczesny świat? Świat polityki stoi wobec nowych dylematów: jak szanować podmiotowość jednostek bez uszczerbku dla bezpieczeństwa zbiorowości? Jak można w nowej rzeczywistości skutecznie zwalczać zorganizowany terroryzm i przestępczość narodową i międzynarodową szanując osobę ludzką i jej nową rolę we wspólnocie międzynarodowej?

***

Społeczność międzynarodowa wkroczyła w taki okres stosunków międzynarodowych, kiedy siły zbrojne i wojny ustępują miejsca innym sposobom działania. Kiedyś obowiązywała zasada Clausewitza, zgodnie z którą wojna jest kontynuacją polityki przy użyciu siły zbrojnej. Dziś wojna przestała być kontynuacją polityki. Wojny wybuchają i będą jeszcze wybuchać, ponieważ świat nie jest homogeniczny – jest heterogeniczny. Ale wojny nie są narzędziem polityki.

Na obszarze Europy udało się stworzyć mechanizmy, które uniemożliwiają wybuch wojny między głównymi mocarstwami, których historia – jak choćby dzieje stosunków francusko-niemieckich – była ciągiem nieustannych wojen przerywanych krótkimi okresami pokoju. Ten mechanizm zapoczątkowała Europejska Wspólnota Węgla i Stali. Nie chodziło przecież wówczas ani o węgiel, ani o stal. Chodziło o to, by Francja i Niemcy nie mogły budować przemysłu zbrojeniowego przeciwko sobie – takiego przemysłu, który prowadziłby do kolejnej wojny. Ta Wspólnota Węgla i Stali przekształciła się z czasem we Wspólny Rynek, we Wspólnoty Europejskie, w EWG, wreszcie w Unię Europejską. Jest to projekt, który nie ma precedensu w historii. Została zrealizowana koncepcja wyeliminowania na trwałe wojen między państwami Europy.

***

Świat rozwija się inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy. W sumie, jest to świat nieporównywalnie lepszy niż ten, który zastaliśmy. Dla uczonych – badaczy, ekspertów, autorów rozmaitych książek – zapewne byłoby zajęciem bardziej atrakcyjnym pisanie o systemie logicznym, spójnym, modelowym. Powiedzmy jednak wyraźnie: świat, w który wkroczyliśmy, utracił spójność, logikę i jednorodność. Poszukiwane są modele nowego, współczesnego systemu międzynarodowego. Modele mają to do siebie, że są pomocne w rozwiązywaniu zadań z zakresu nauk formalnych – fizyki, chemii, matematyki. Natomiast nauki społeczne i stosunki między państwami nie są formalne, jednowymiarowe i spójne. Są one wewnętrznie sprzeczne, wielowymiarowe i nie poddają się logice formalnej. Nie sposób zbudować modelu świata, który byłby logiczny, spójny i elegancki w prezentacji, a zarazem przydatny w praktyce stosunków międzynarodowych. Życie międzynarodowe nie jest logiczne, a już na pewno nie jest eleganckie. Nieporównanie ważniejsze jest jednak to, by relacje międzynarodowe nie prowadziły nas ponownie do przywrócenia stanu rzeczy, który przez wieki generował nieustanne konflikty zbrojne i wojny. Rozwiązanie tego dylematu powiodło się na obszarze Europy. Takie zadanie i wyzwanie stoi przed całą resztą świata.

 

Są to fragmenty artykułu „Międzynarodowe systemy bezpieczeństwa. Państwo a jednostka” Adama Daniela Rotfelda, który ukazał się w 214. numerze kwartalnika Res Publica Nowa pt. „Umrzeć za liberalizm”.

 

white bookUmrzeć za liberalizm
Przez świat przetaczają się wojny. Stosowanie przemocy nadal należy do najważniejszych kompetencji politycznych. Gotowość do użycia siły nie oznacza jeszcze konieczności jej stosowania, a celem wojny nie musi być śmierć, lecz pokój, rozwój i państwo prawa. Europa postanowiła o tym zapomnieć.

Więcej o sile i wojnie w 214 numerze Res Publiki Nowej.

Pobierz teraz od 1 zł! »

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa