MAMMADOV: Azerbejdżan stoi przed szansą na postęp

Czy niedzielne wybory parlamentarne zmienią sytuację w tym kraju?


Azerbejdżan szykuje się do przyspieszonych wyborów parlamentarnych, które odbędą się w najbliższą niedzielę, 9 lutego. Po jesiennych przetasowaniach na szczytach władz i odejściu wielu wpływowych oficjeli uznawanych za architektów represyjnej polityki wobec dysydentów, część opozycji i społeczeństwa obywatelskiego spodziewa się nowego rozdania, w którym po latach do parlamentu może dostać się niewielka część kandydatów spoza obozu rządowego.

Tymczasem na listach wyborczych znów zabraknie jednego z liderów opozycji, Ilgara Mammadova. W rozmowie z Anną Żamejć, przywódca opozycyjnej Republikańskiej Partii Alternatywnej (REAL) tłumaczy, dlaczego władze robią co mogą by zablokować jego działalność polityczną i jaki jest sens głosowania i kandydowania w kraju, w którym wolnych i uczciwych wyborów nie było od blisko dwóch dekad.

Anna Żamejć: To już czwarte wybory, w których nie możesz kandydować. Najpierw spędziłeś pięć lat w więzieniu mimo jednoznacznego orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka o bezprawności aresztu, a teraz wciąż czekasz na uniewinnienie i przywrócenie pełni praw wyborczych. Dlaczego Azerbejdżan zwleka z implementacją wyroku Wielkiej Izby ETPC?

Ilgar Mammadov: Mój areszt i lata spędzone w więzieniu były nie tylko nielegalne, ale jednocześnie – jak uznał Europejski Trybunał – politycznie motywowane. Dlatego Komitet Ministrów Rady Europy podjął tak radykalne środki jak wszczęcie wobec Azerbejdżanu postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego. Po raz pierwszy w historii uruchomiono ten proces przeciwko członkowi Rady Europy i Wielka Izba ETPC potwierdziła w zeszłym roku wyrok Trybunału z 2014.

Tymczasem mimo jasnej decyzji, rząd Azerbejdżanu robi co może, aby maksymalnie opóźnić wdrażanie orzeczenia i tym samym zatrzymać mój start w nadchodzących wyborach.

Dlaczego?

A dlaczego miałoby komuś zależeć na wyłączeniu swojego rywala z wyścigu wyborczego? Z uwagi na strach przed konkurencją. Myślę, że to najważniejsza przyczyna, dla której starają się trzymać moje nazwisko z dala od kart wyborczych. Obawiają się, że moja kandydatura mogłaby zmienić dynamikę rywalizacji, stworzyć nowe ramy debaty społecznej. Dlatego póki co zależy im, abym był wciąż zajęty prawną batalią.

Ale chciałbym podkreślić, że tu nie chodzi tylko o moją sprawę. Na szali leży wiarygodność całego systemu Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Komitet Ministrów wytoczył najcięższe działa przeciwko władzom Azerbejdżanu i nawet to nie zdało egzaminu. Więc kolejnym krokiem może być tylko wyrzucenie Baku poza nawias Rady Europy. Oczywiście nikt tego nie chce, nawet ja, ale uważam, że należy zainicjować procedurę wykluczenia Azerbejdżanu w przypadku, gdy władze nie zastosują się do wyroku Europejskiego Trybunału, aby społeczeństwo i rząd przekonało się, że to wcale nie jest nierealny scenariusz.

To ważna sprawa nie tylko dla naszego kraju, ale i wszystkich państw członkowskich Rady Europy, które zmagają się z upolitycznionym systemem sądownictwa i gdzie istnieje pokusa ignorowania wyroków Europejskiego Trybunału.

Jak oceniasz przebieg przygotowań Twojej partii do wyborów parlamentarnych i samej kampanii?

Nominowaliśmy 46 kandydatów, niestety tylko 31 zostało zarejestrowanych. Pozostali wycofali się z wyścigu, bo zostali zastraszeni, albo mieli inne problemy. Ale pośród tych 31 mamy bardzo mocne kandydatury, które są silną alternatywę dla tych popierających rząd. Mamy najdłuższy i najbardziej merytoryczny program spośród wszystkich partii, obejmujący wszelkie aspekty życia społeczno-politycznego.

Oczywiście nie brakuje problemów i przeszkód, ale w porównaniu z poprzednimi wyborami łatwiej jest tym razem wynająć biura wyborcze, do tego kampania swobodnie toczy się w mediach społecznościowych, mimo braku dostępu do telewizji. Są zatem plusy i minusy.

Zasadniczo, atmosferę polityczną wyborów tworzy nie tylko władza. To wspólna odpowiedzialność wszystkich aktorów politycznych. Niestety w Azerbejdżanie reszta opozycji winą zawsze obarcza rząd. My to widzimy inaczej: uważamy, że sami również musimy dołożyć swoją cegiełkę do budowania lepszego klimatu wyborczego i oczywiście nieustannie patrzeć na ręce władzy. Na końcu tego łańcucha odpowiedzialności jest społeczeństwo, które powinno udać się na wybory i korzystać ze swoich praw.

Ale od połowy lat 90., wszystkie wybory w Azerbejdżanie otrzymały negatywną ocenę niezależnych misji obserwacyjnych. Po co zatem brać udział w nieuczciwym głosowaniu, w którym opozycja nie ma równych praw, a władza liczy głosy jak jej się podoba?

Po pierwsze, tego nie wiemy. Każdy wybory są inne. Słynne powiedzenie mówi, że, generałowie zawsze szykują się na poprzednią wojnę. Warto o nim pamiętać, bo bez stanięcia do nowej rywalizacji, nie będziemy wiedzieć jak się ona potoczy. Nawet jeśli scenariusz się powtarza, to i tak nie możemy wszystkiego przewidzieć, bo wybory są procesem politycznym, który zależy od wielu czynników: geopolityki, wewnętrznych starć, politycznej rywalizacji – zarówno tej otwartej, jak i ukrytej.

Dlatego zawsze trzeba testować system i brać w nich czynny udział.

A jeśli chodzi o zwykłych wyborców to już pytanie filozoficzne: nawet w systemie w pełni demokratycznym Twój głos może być zmarginalizowany. Pod tym względem to już tylko sprawa indywidualnej odpowiedzialności.

Jesteś rozczarowany, że sam nie możesz startować w tegorocznych wyborach parlamentarnych?

I tak, i nie. Tak, bo chcę, aby przywrócono mi moje czynne prawo wyborcze. Z drugiej strony niemożność startu dała mi szansę zarządzania 31 kampaniami. W jakimś sensie to trochę prototyp kampanii prezydenckiej, bo mogę podróżować do wielu okręgów wyborczych, spotykać się z wyborcami, prosić o poparcie dla naszych kandydatów. To dobre doświadczenie.

Na kogo zagłosujesz?

Oddam głos na naszego kandydata Dżawada Dżawadowa, który był moim prawnikiem, gdy siedziałem w więzieniu. Bronił wiele osób, które były prześladowany z pobudek politycznych, w tym religijnych aktywistów i działaczy LGBT. To bardzo uczciwy adwokat i jest bardzo aktywny w swoim okręgu.

Jakie są plany REAL-u po wyborach?

Wszyscy chcą to wiedzieć. Ja również. Jest jednak dużo znaków zapytania. Nasze dalsze kroki będą zależały od wyników wyborów. A to będzie zależała od jednej kwestii: czy prezydent w ostatnim momencie straci nad sobą panowanie? Jeśli tak, wszystko pójdzie źle Wybory zostaną jak zwykle sfałszowane, albo nawet gorzej, a to byłby ogromny krok wstecz. To jeden ze scenariuszy. W drugim, obecne tempo [zmian – przyp.red] będzie utrzymane a wybory, tzn. samo głosowanie i liczenie głosów, będzie bardziej przejrzyste niż dotychczas. To byłby spory postęp, nie tylko dla rządzących, ale i dla całego kraju. W obecnych wyborach władza nie wystawiła żadnego kandydata, dla którego gotowa byłaby zrobić wszystko. Jest też druga strona medalu: w szeregach opozycji nie ma z kolei ani jednego kandydata, którego władza chciałaby za wszelką cenę zatrzymać. To stwarza wyjątkową sytuację i ważne, aby prezydent w ostatnim momencie nie wydał jednak decyzji o sfałszowania głosowania. Jeśli tego nie zrobi, będziemy świadkami dużego postępu. I na ten postęp bardzo liczę.

Fot. Niyaz Bakılı via Flickr (CC BY 2.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa